Nie porównujmy się do Białorusi

Jako Polacy nie mamy na Litwie idealnie. Są zagrożone polskie szkoły (i wciąż nie zlikwidowano skutków antypolskiej deformy oświaty Gintarasa Steponavičiusa), nierozwiązane pozostają kwestie nazwisk, dwujęzycznych napisów, zwrotu ziemi i inne, a jak można zobaczyć choćby z komentarzy dotyczących projektu ustawy o mniejszościach narodowych – nie brakuje wciąż uprzedzeń i rasizmu w stosunku do naszej społeczności. Niech jednak nikomu się nie przewraca język, żeby mówić, że żyjemy gorzej od Polaków na Białorusi.

Tymczasem na Białorusi nie tylko są zagrożone rusyfikacją publiczne polskie szkoły („aż” dwie na około 300 tys. Polaków), ale władze także atakują szkoły społeczne. Jaskrawym przykładem niegodziwego postępowania władz było aresztowanie, zakucie w kajdanki niczym bandytkę, pobicie na komisariacie i poniżanie w internecie pani Anny Paniszewej, nauczycielki polskiej z Brześcia. Za oddawanie czci żołnierzom Armii Krajowej – którzy według sowieckiej propagandy są „bandytami” i „zbrodniarzami wojennymi” – grozi jej więzienie od 5 do 12 lat, czyli niewiele mniej niż za morderstwo.

Naszym obowiązkiem jest nie tylko praca na rzecz osiągnięcia godnego nas traktowania w naszym domu – na Litwie – ale też obrona dobrego imienia Polski i naszych Rodaków tam, gdzie są krzywdzeni, poniżani i ciemiężeni. Wszyscy zjednoczeni powinniśmy stanąć za nimi murem i powiedzieć tym razem: wolność Annie Paniszewej!