Druga pandemiczna Wielkanoc

Siadając do świątecznego śniadania, niejeden z nas doświadczy déjà vu. Minął rok, a praktycznie nic się nie zmieniło. Ubiegłoroczną i obecną Wielkanoc Litwa z całym światem spędzi w lockdownie.

To już druga Wielkanoc w cieniu zarazy
| Fot. ELTA, Dainius Labutis

Kościoły w diecezji wileńskiej zostaną zamknięte do 5 kwietnia, czyli przez cały okres świąteczny. Litwa pod tym względem nie jest odosobniona. Niemcy co prawda wycofały się z twardego lockdownu, ale kanclerz Angela Merkel zaapelowała do biskupów, aby msze były odprawiane online.

Traumatyczne wspomnienia

Festiwal filmowy o szeroko pojętej tematyce emigracyjnej, EMIGRA, jest znany także wileńskiemu widzowi. Pokazy festiwalowe odbywają się również w stolicy Litwy. Dla dyrektora artystycznego festiwalu, pochodzącej z Warszawy Agata Lewandowski, która od 30 lat mieszka w Berlinie, ubiegłoroczne święta były traumatyczne.

– Był koniec lutego. Jak zwykle byłam akredytowana na Berlinale, na który średnio sprzedaje się 350 tys. biletów. Poza tym zjawia się tu 4 tys. dziennikarzy z 80 krajów świata, więc proszę sobie wyobrazić, jak wygląda press room. Nie poszłam już na zamykające party, bo zaczęłam źle się czuć. I na samym początku marca dziennikarze po prostu odlatywali w szybkim tempie z Berlinale.

Wkrótce w Niemczech wszystko się zamknęło, chociaż nie było jeszcze nic zorganizowane, po prostu ludzie chorzy, jak ja, musieli pozostać w domu. Po Berlinale miałam to „coś”, trzy tygodnie przechorowałam, a przez sześć tygodni kaszlałam. Moje poprzednie święta spędziłam sama w domu. Właśnie na Wielkanoc pierwszy raz wyszłam z domu i na zewnątrz spotkałam się z córką – dzieli się wspomnieniami w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Agata Lewandowski.

Po pewnym czasie wybrała się rowerem pod Bramę Branderburską, czyli miejsca, gdzie tysiące turystów robią sobie selfie. Wtedy jednak panowała tam pustka. Jak wspomina Agata, chciało jej się płakać.

– Berlin liczy 4 mln mieszkańców, ale tętno miastu nadają turyści. Zawsze możesz wmieszać się w tłum i poczuć się turystą. To jest bardzo fajne uczucie. Oni nie przeszkadzają. Są częścią tego miasta. I nagle tego zabrakło – tłumaczy mieszkanka Berlina, zaznaczając, że społeczeństwo niemieckie jest bardzo zdyscyplinowane i nie próbuje omijać nakładanych zakazów.

Chcą normalności

Była prezenterka Radia Znad Wilii Sabina Giełwanowska od 2008 r. mieszka w Kanadzie. W Winnipeg, wraz z mężem Irkiem Lemansem, kontynuuje karierę radiową i udziela się społecznie.

Jej wspomnienia dotyczące pierwszej koronawirusowej Wielkanocy są mniej dramatyczne, ale dalekie były od tradycyjnych.

– W ubiegłym roku, w połowie marca, na miesiąc przed Wielkanocą, wprowadzono pierwsze ograniczenia, m.in. zdalne nauczanie w szkołach, zakaz spotkań w większym gronie. Jeszcze można było indywidualnie poświęcić w polskim kościele koszyczki ze święconką, ale już w Niedzielę Zmartwychwstania był zakaz wstępu do kościoła.

Rezurekcję przeżywaliśmy w internecie. W tym roku sytuacja pandemiczna przed Wielkanocą jest spokojniejsza, mimo iż w większości miejsc obowiązuje code red, najwyższy poziom zagrożenia.

Dzieci po feriach wielkanocnych wrócą do szkół. Zakłady pracy, sklepy, urzędy są czynne. Do naszego kościoła na mszę św. rezurekcyjną ze względu na ograniczenia należy się zapisać, żeby nie przekroczyć dozwolonej liczby uczestników, w innych miejscach jest podobnie lub wpuszczani są ci, którzy przyszli pierwsi – opowiada wileńska Polka z Kanady.

Choć restrykcje są lżejsze, po roku pandemii w kanadyjskim społeczeństwie jest odczuwalna apatia. – Ludzie są zmęczeni, chcą powrotu do normalności. Narzekają, że szczepienia odbywają się za wolno. Rośnie frustracja, rosną ceny, rośnie bezrobocie – zżyma się Giełwanowska.

Ruhetag i Good Friday

Kanada i Niemcy są krajami o tradycji protestanckiej, tam Wielkanoc różni się od tej na Litwie i w Polsce. Agata Lewandowski wspomina, że na początku swego życia w Niemczech, kiedy jako młoda dziewczyna wyjechała na stypendium, nawet nieświadomie uraziła czyjeś „uczucia religijne”.

– W Wielki Piątek, tak jak w Warszawie, zaczęłam borować w ścianie, robić porządki i w ogóle startowałam z przeprowadzką. Byłam taka dumna, że w sobotę po południu pójdę ze święconką do kościoła. Chyba zapisałam się do historii miasta Manheim, bo… przyjechała policja. W Niemczech Wielki Piątek jest dniem wolnym. Jest Karfreitag i to jest największe święto. Ruhetag, czyli dzień całkowitego odpoczynku. Dzień przygotowania się. Dzień spokoju lub ciszy. Policjanci wówczas bardzo się śmiali. Okazali się mili – opowiada mieszkanka Berlina.

Kanada, podobnie jak Niemcy, są krajem wielokulturowym.

– Wielki Piątek (Good Friday) w Kanadzie jest ustawowo dniem wolnym od pracy, z pozamykanymi urzędami i sklepami. Niedziela Zmartwychwstania jest dniem świątecznym. Prawie wszystko jest zamknięte, ludzie idą do kościoła, spotykają się na dużym rodzinnym posiłku i organizują polowanie na jajka wielkanocne. Poniedziałek Wielkanocny jest świętem państwowym w trzech prowincjach i na trzech terytoriach.

O lanym poniedziałku w Kanadzie nikt, oprócz Polaków, nie słyszał. Symbolem wielkanocnym jest królik, Easter Bunny, i to on przynosi w Wielkanoc dzieciom prezenty – mówi Sabina Giełwanowska.

Zwyczaj święcenia pokarmu nie jest też znany w kraju zza Odrą.

– Jeżeli w tym czteromilionowym Berlinie zobaczysz kogoś ze święconką, to na 100 proc. jest to Polak. Na co dzień Polacy chodzą do mniejszego kościoła, ale tego jednego dnia wszyscy jadą do ogromnej bazyliki Jana Chrzciciela, aby poświęcić pokarm – dodaje Lewandowski.

Polonia berlińska nie ma zwyczaju spotykania na Wielkanoc. Taki tradycyjnym spotkaniem Polaków w Berlinie, zwłaszcza wśród ludzi kultury i społeczników, jest polski opłatek przed Bożym Narodzeniem. Na Wielkanoc w Berlinie zazwyczaj jest cieplej niż Warszawie i dlatego ludzie wychodzą na zewnątrz, na spacery.