Zabójcze troski księcia Filipa

Niedawny pogrzeb księcia Filipa wywołał wśród konserwatywnych publicystów falę komentarzy, że oto na naszych oczach dobiega końca pewna era. Postać zmarłego księcia Edynburga, reprezentującego majestat brytyjskiej monarchii, dostojeństwo domu królewskiego oraz ciągłość tradycji, przeciwstawiona została przedstawicielom młodego pokolenia (w domyśle: parze książęcej Sussexu – Harry’emu i Meghan Markle), którzy lekceważą dziedzictwo pokoleń i nie szanują dorobku przodków.

Obraz księcia Filipa jako stróża konserwatywnych wartości nie jednak wcale tak oczywisty, jak sugerowałyby to powaga pogrzebowego ceremoniału oraz pośmiertne wspomnienia o zmarłym. Nie przypominano bowiem przy tej okazji jego słynnego wywiadu dla niemieckiej agencji DPA, gdy powiedział: „Gdybym mógł się reinkarnować, chciałbym powrócić jako śmiertelny wirus, żeby pomóc rozwiązać problem przeludnienia”. Obrońcy księcia tłumaczyli, że te słowa nie odzwierciedlały jego rzeczywistych poglądów, lecz wynikały raczej z osobliwego poczucia humoru, którym tak często zaskakiwał otoczenie. Nie jest to jednak do końca prawda. Książę Filip był bowiem reprezentantem światopoglądu maltuzjańskiego, zgodnie z którym największym zagrożeniem dla życia na naszej planecie jest przeludnienie.

Ze wspomnianej wypowiedzi dla DPA przebija przekonanie, że cel uświęca środki i morderczy wirus, niosący śmierć i cierpienie milionom ludzi, może być zbawieniem dla ludzkości. To samo przekonanie o zbawiennej roli chorób wyczytać można z innych jego słów, np. na temat Sri Lanki. Według niego przez długi czas wzrost populacji w tym kraju kontrolowała de facto malaria. Przezwyciężenie tej plagi w latach 40. XX w. spowodowało, że zmniejszyła się umieralność ludzi, a przez to podwoiła liczba mieszkańców. Zdaniem księcia stało się to źródłem nowych problemów dla państwa. Z pewnością nie żartował książę 30 marca 1990 r., gdy w siedzibie ONZ w Nowym Jorku wygłaszał swoje przemówienie, w którym mówił m.in., że „dalszy wzrost populacji w jakimkolwiek kraju jest niepożądany”. Ostrzegał wówczas: „Lont bomby populacyjnej został już zapalony, a konsekwencje eksplozji dla przyszłego świata będą znacznie bardziej niszczycielskie niż jakakolwiek zagłada nuklearna”. Dlatego śmierć księcia Filipa nie zamyka żadnej ery, ponieważ podobne poglądy depopulacyjne reprezentują kolejne pokolenia domu królewskiego, m.in. Karol, Harry czy Meghan.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 18(51) 01-07/05/2021