Strzeżmy się obsesjonatów

Każdy, prędzej czy później, spotyka na swojej drodze takiego człowieka, który ma jeden temat i wszystko do niego sprowadza. Zadaje uporczywie jedno pytanie, na które najczęściej istnieje racjonalna odpowiedź, ale nie na niej mu zależy. Tylko na uwadze, jaką otrzymuje, w kółko pytając o to samo, zazwyczaj okraszając to retoryczną oprawką w stylu, „kto odpowie”, „dlaczego nikt” czy „oni chcą”, oczywiście, bez wskazywania konkretnych ktosiów, niktów i onych.

Obsesjonatyzm jest szkodliwy. Przede wszystkim dla samych obsesjonatów, bo utrudnia im normalne funkcjonowanie i prowadzi do degradacji intelektualnej i społecznej także. Ale również dla ich otoczenia – i szerzej rozumianego społeczeństwa, gdyż obsesjonaci, pod naciskiem swojej uporczywości i niespożytej energii jednego tematu, potrafią wpływać na procesy polityczne, w typowy dla nich negatywny sposób.

Przykłady można mnożyć, ale bardzo dobitnym jest przykład zniszczenia europejskiej motoryzacji przez antydieslową obsesję obsesjonatów klimatycznych. Posiłkując się realnym problemem (średnia globalna roczna temperatura rzeczywiście wzrasta i ma to w sposób udowodniony związek z działalnością człowieka), doprowadzili do faktycznego wstrzymania rozwoju i produkcji samochodów z silnikami wysokoprężnymi w Europie, dążąc do zastąpienia ich elektromobilami. Byłoby to piękne, gdyby nie fakt, że elektryczność w coraz większym stopniu (za sprawą obsesjonatów antyatomowych) produkowana jest ze spalania paliw kopalnianych, a więc – wpływ człowieka na klimat, miast maleć, rośnie.