Niedoceniane bogactwo języka litewskiego


Trafiłem w prasie na piękne sformułowanie – „trūkstantmečio mokyklos”, które zwrot „tūkstantmečio mokyklos”, czyli „szkoły tysiąclecia” zamieniło na „szkoły okresu braków”. W polszczyźnie brakuje nam takiej elastyczności słowotwórczej – a może się od niej odzwyczailiśmy, bo jednak poeci pokroju Leśmiana tworzyli nowe a piękne słowa na pęczki.

A przydałyby się nam na pewno, choćby na określanie stanu permanentnej reformy szkolnictwa, której już nawet nie próbuje się ani społeczeństwu jakoś w sposób argumentowany przedstawiać, ani nawet nadawać tym reformom jakichkolwiek celów, poza reformowaniem. A i na określenie postawy społeczeństwa w sumie też by się nowe słowo przydało, bo tych znanych brakuje na opisanie sytuacji łykania kolejnych deform z wymieszaniem obojętności i znużenia.

Faktem jest, że kolejne „optymalizacje” (czemuż nikt nie pokusił się o stworzenie litewskiego odpowiednika?) systemu oświaty cofają nas nawet nie do czasów okupacji sowieckiej, tylko okupacji carskiej. Z wykluczaniem biedniejszych, mniej zdolnych, mniej zaradnych, mieszkających dalej od wielkomiejskich ośrodków. Szkoła średnia przestała oferować średnie, czyli ogólne, wykształcenie, podstawowa – podstaw wiedzy też nie zapewnia, a i jako jedynie dzienna przechowalnia dzieci w dobie pandemii przestała się sprawdzać. Według modelu liberalnego, szkoła ma dbać o dobre samopoczucie dzieci. Uściślić chyba trzeba – tych dorosłych, zatrudnianych do kolejnych „reform”.