O Litwie dla Polaków

Jako człowiek piszący o Litwie często (i chętnie) sięgam po stare publikacje, książki, gazety i czasopisma w poszukiwaniu odblasków i oddźwięków interesujących mnie wydarzeń z bliższej i dalszej przeszłości Litwy oraz stosunków polsko-litewskich. Swoje kroki często kieruję do bibliotek, gdzie czasem odnaleźć można prawdziwe skarby.

Jednym z takich skarbów jest niewątpliwie czasopismo „Lithuania”, dziś już nieco zapomniane – całkowicie niesłusznie! Jego pierwszy numer ukazał się w 1990 r. W czym nie ma, rzecz jasna, żadnego przypadku. Litwa wybijała się wtedy na niepodległość, przechodziła z czasu „śpiewającej rewolucji”, wiecowania i manifestacji w okres trudnych zmagań z władzami w Moskwie o poszerzenie zakresu suwerenności (które to zmagania osiągnęły krwawe apogeum w styczniu 1991 r.). Powstanie najpierw Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Litwy, a następnie kwartalnika „Lithuania” było wyrazem prolitewskich nastrojów i żywego zainteresowania Litwą, jakie wówczas udzieliły się Polakom.

Twórcy kwartalnika, przede wszystkim prezes OKML Leon Brodowski (zmarły przed kilkoma laty), stawiali sobie za cel przybliżanie polskim czytelnikom tematyki litewskiej, a przez to zbliżenie, pojednanie i zacieśnianie więzi przyjaźni między Polakami a Litwinami. Ale na łamach „Lithuanii” nie brakowało także tematów białoruskich czy ukraińskich. Kwartalnik był też jednym z pierwszych w Polsce tytułów, który podjął trudny temat najnowszej historii Żydów litewskich, Holokaustu i rozliczenia się Litwinów z tym ciemnych epizodem ich własnych dziejów. Imponująca jest lista autorów, których teksty ukazywały się w czasopiśmie: Vytautas Landsbergis, Valdas Adamkus, Tomas Venclova, Juliusz Bardach, Krzysztof Czyżewski, intelektualiści polscy, litewscy, białoruscy… „Lithuania” nie przetrwała jednak próby czasu. Ostatni numer ukazał się w 2007 r. Zaczynało brakować społecznikowskiego zapału, jaki przyświecał twórcom w początkach wydawania czasopisma. Ale wyczerpywało się też zainteresowanie Polaków Litwą. Wreszcie brak było sponsorów gotowych wesprzeć kosztowny bądź co bądź proces wydawniczy. Refleksja nad kondycją mediów (o czym pisałem w jednym z poprzednich felietonów) prowadzi do wniosku, że dziś taki tytuł nie przetrwałby kilkunastu lat, co udało się tamtej „Lithuanii”. Litwa – to zbyt niszowy temat, „polskiego czytelnika to nie zainteresuje” – orzekliby szefowie mainstreamowych redakcji. Ale czy mieliby rację?


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 24(69) 12-18/06/2021