Dziwny sojusz

Kryzys migracyjny i sytuacja epidemiczna coraz bardziej dzielą społeczeństwo Litwy. Sytuację kryzysową próbują wykorzystać wszelkiej maści radykałowie. Nie ulega wątpliwości, że protesty mieszkańców rejonu solecznickiego z powodu rozlokowania nielegalnych migrantów na terytorium ich samorządu w dużym stopniu wynikły z powodu braku komunikacji struktur rządowych z mieszkańcami.

Wypowiedź minister Agnė Bilotaitė – o tym, że brak porozumienia z mieszkańcami Dziewieniszek wynika z tego, iż „z 500 członków wspólnoty 200 ma prawomocne wyroki” – trudno nazwać inaczej niż skandaliczną. Za taką wypowiedzią powinna iść jeśli nie dymisja (niestety, ta forma przyznania się do błędu przez naszych polityków nadal nie jest popularna), to przynajmniej przeprosiny. Niemniej kiedy przyjrzymy się temu, kto po stronie litewskiej popierał protesty mieszkańców rejonu solecznickiego, to zobaczymy, że są to osoby przeciwne tzw. polskim postulatom. Rozumiem, że polityka jest grą skomplikowaną i bardzo często cyniczną. Bardzo często trzeba zawierać sojusze z osobami o przeciwległych poglądach.

Niemniej dziwi wsparcie przedstawicieli AWPL-ZChR dla pewnych ostatnich inicjatyw politycznych, czy to chodzi o Wielki Marsz Obrony Rodziny, czy o protesty antyszczepionkowców pod Sejmem. Teoretycznie za obiema inicjatywami stały różni ludzie, ale już teraz widać, że oba te środowiska wzajemnie się przenikają. I oba generalnie są nastawieni antypolsko. „Natychmiast, nie później niż do 1 czerwca, odwołać ministra sprawiedliwości Ewelinę Dobrowolską, jako niekompetentną (…) swymi wątpliwymi decyzjami proponuje poprawki do ustaw, które są powiązane z pogardą wobec języka litewskiego oraz dzieleniem i przeciwstawieniem wspólnot narodowych” – twierdzili oficjalni organizatorzy marszu w maju. Ta „pogarda” wobec języka państwowego to są projekty dotyczące m.in. nowej Ustawy o mniejszościach narodowych oraz oryginalnej pisowni nazwisk. Czyli coś, o co polska społeczność Litwy zabiega od lat. Dla mnie jest czymś oczywistym, że za tym wszystkim stoją ludzie, którzy na fali protestów chcą trafić do Sejmu. Jeśli im się uda, to będziemy mieli opcję polityczną, przy której Taliban konserwatystów okaże się czymś absolutnie liberalnym. Dlaczego polscy politycy na Litwie wspierają tę opcję? Nie wiem. To ewidentny strzał w stopę. Niestety, skutki poniesie cała polska społeczność, a nie tylko konkretni politycy.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 35(100) 28/08/-03/09/2021