Gry wojenne na granicy

Ciekawą strategię walki z Zachodem przyjął Kreml w ostatnim czasie. Rękami dyktatora Białorusi Aleksandra Łukaszenki rozpoczęto bombardowanie emigrantami granic Litwy, Łotwy i Polski. Eskalacja tego procederu nastąpiła przed wojskowymi manewrami pod nazwą „Zapad-2021”, które odbywały się 10–16 września.

W kalkulacjach Moskwy nic nie jest przypadkowe. Spore siły Rosji, Białorusi i pomniejszych wasali wykonywały zaplanowane ćwiczenia nieopodal granic Polski – a tym samym granic zewnętrznych Unii Europejskiej i państw NATO. Z różnych przecieków sączyły się informacje, że w czasie tych gier wojennych miałoby dojść do nieoczekiwanej prowokacji typu donbaskiego – nawet przejście przez polską granicę „zbłąkanego” oddziału białoruskiego. Tymczasem od wielu już dni na granicy polsko-białoruskiej grupa emigrantów (prawdopodobnie z Iraku) koczuje pod okiem białoruskich pograniczników. Posiadają ważne wizy białoruskie, zostali przetransportowani białoruskimi liniami lotniczymi do Mińska i przerzuceni na pas graniczny. To swego rodzaju papierek lakmusowy. Ma on sprawdzić reakcję Warszawy: przyjmą czy nie przyjmą? Do walki o prawa koczujących emigrantów włączyli się polscy parlamentarzyści i różni celebryci.

Zarzucono rządowi hipokryzję i brak empatii. Posłowie z kocami i śpiworami usiłowali przedrzeć się nielegalnie przez granicę, na szczęście polska straż graniczna skutecznie ich powstrzymała. Wyobraźmy sobie, że polski parlamentarzysta zostaje złapany przez służby pograniczne Białorusi – i afera międzynarodowa w pełnym wymiarze gotowa! Kilka dni później pewna grupa „aktywistów” (12 obywateli Polski i obywatel Niderlandów) próbowała niszczyć świeżo ustawione umocnienia graniczne. Zostali odwiezieni do aresztu, po czym wypuszczeni za poręczeniem majątkowym. Prokuratura postawiła im zarzut dewastacji mienia (czyn chuligański). By uniknąć dalszej destrukcji ze strony opozycji w tej sprawie, 2 września dekretem prezydenta RP wprowadzono na obszarze przygranicznym (chodzi o łącznie 183 miejscowości) stan wyjątkowy. Straż graniczna mogła wreszcie spokojnie wziąć się do umacniania szczelności kordonu granicznego i niedopuszczania do przenikania naszej granicy przez nielegalnych migrantów. Bruksela popiera władze polskie w tych działaniach – co wprawiło Donalda Tuska i całą opozycję w zakłopotanie, a słupki w sondażach poszły w dół. Cóż, znów nie udała się im dyskredytacja własnego kraju.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 38(109) 18-24/09/2021