Pracownik socjalny Jolanta: „Jestem w 100 proc. tam, gdzie powinnam być”

Jolanta Kalinauskienė, absolwentka zarządzania i pedagogiki społecznej, sprawdziła się w obu dziedzinach. – Nieźle sobie radziłam na stanowisku kierowniczym, jakbym odnosiła sukcesy, ale brakowało mi poczucia spełnienia – wspomina Jolanta. Zobowiązała się do zmian – podjęła pracę socjalną i dziś zapewnia, że ​​rozwiązanie w 100 procentach opłaciło się – teraz czuje, że jest tam, gdzie powinna być.

27 września Obchodzony jest Litewski Dzień Pracownika Socjalnego, szacuje się, że w kraju pracuje około 4845 pracowników z różnych dziedzin tego sektora, a w stolicy ponad 1200 pracowników socjalnych.

Jolanta Kalinauskienė

Wkład pracowników socjalnych w dobrostan społeczeństwa jest nieoceniony, począwszy od pomocy chorym, ubogim, sierotom, rodzinom znajdującym się w grupie ryzyka, osobom starszym, osobom z problemami zdrowia psychicznego, ubogim, wykluczonym społecznie. Reprezentatywne badanie opinii publicznej przeprowadzone na zlecenie Ministerstwa Opieki Społecznej i Pracy wykazało, że aż 69 proc. uważa pracę socjalną za użyteczną.

Gdy ludzie wybierają pracę dla innych ludzi, czy to wymaga powołania? Rozmawiamy z pracownikiem socjalnym Jolantą Kalinauskiene.

– Jedna grupa ludzi, którzy lubią swoją pracę – przychodzą z powołania, inni odkrywają ulubiony obszar poprzez ścieżkę poszukiwań, ale są również bardzo zadowoleni. Jaki jest twój przypadek?

– Mój prawdopodobnie ten drugi. Skończyłam pedagogikę społeczną, a nie pracę socjalną, więc chciałam zostać pedagogiem. Co prawda, ​nie ukończyłam jeszcze studiów magisterskich z zarządzania i administracji. Próbowałem też siebie w tej dziedzinie, jakbym dobrze sobie radziła, ale ta praca nie spełniła moich osobistych oczekiwań, może wydajność była zbyt niska, a może po prostu nie tego oczekiwałam.

Teraz zdaję sobie sprawę, że sześć lat temu, kiedy zdecydowałam się zmienić dziedzinę i iść do pracy socjalnej, nie zdawałam sobie sprawy, co to tak naprawdę jest, ale to nie zmienia istoty – jestem zadowolona z wyboru. Najbardziej motywuje mnie to, że czuję sens tej pracy.

– Zacząłaś pracować w opiece społecznej w domu opieki. Jakie były Twoje pierwsze myśli, doświadczenia?

– Na początku było nie tak, jak się spodziewałam. Myślałam, że mam wystarczająco dużo wiedzy, od razu będę ją stosować i dzielić się, przychodząc z pomocą dzieciom. Zmierzyłam się z inną rzeczywistością – oni nie potrzebują mojej pomocy. Zrozumienie innego sposobu myślenia, innego postrzegania życia i celów zajęło mi może pół roku.

Najwyraźniej się myliłam i uczyłam się, pytałam kolegów, jak się mam zachowywać. Moim zdaniem niektórzy pracownicy nie czekają, aż zaczną rozumieć ten światopogląd, bo to naprawdę nie jest łatwe. Ale kiedy to przezwyciężysz, zaczynasz zdawać sobie sprawę, jak znacząca jest ta praca. Często nastolatki i te rodziny, z którymi pracujemy, po prostu nie widzą innej drogi, nie znają innej opcji, a my możemy im to pokazać. A kiedy naprawdę osiągniesz pożądany rezultat, nawet mały postęp, jesteś szczęśliwy, a co dopiero, gdy ludzie zmieniają się i sami są z tego bardzo zadowoleni. Czasem dzwoni do nas kobieta, nie pracujemy z nią od jakiegoś czasu, ale ona jest w kontakcie, dzieli się tym, jak sobie radzi, razem cieszymy się z jej osiągnięć.

– Co było najtrudniejsze?

– Wybrałam pracę z nastolatkami, bo myślałam, że się na tym znam. Np. nakłonienie młodej osoby do pójścia do szkoły nie jest takie łatwe, bo nie mamy żadnych narzędzi, żadnych argumentów – rodzice mogą nadal być autorytetami, mogą powiedzieć trochę bardziej surowo lub wymyślić inne motywacje, a my – możemy działać tylko słowem.

Ale jedną z najtrudniejszych rzeczy, z której musimy sobie zdawać sprawę, jest to, że potrzebują naszej pomocy, że nie musimy przychodzić jako zbawcy, oni potrzebują normalnego życia i normalnych relacji. Moim celem jest być osobą, która troszczy się o ich życie, ich przyszłość i co najważniejsze, rozumie ich.

Chciałabym również wspomnieć, że pracując w pracy socjalnej naprawdę bardzo ważne jest, aby móc cieszyć się małymi osiągnięciami, małymi krokami. Te procesy zachodzą powoli, a sprawy, nad którymi pracujemy, nie zdarzają się w ciągu dnia lub kilku. Dlatego bardzo ważne jest, aby cieszyć się nawet najmniejszymi osiągnięciami, w przeciwnym razie trudno byłoby utrzymać motywację przez długi czas.

– Po pracy z młodzieżą trafiłaś do Ośrodka Pomocy Społecznej, Działu Pomocy Rodzinie. Jak zmieniła się Twoja praca, bo teraz komunikujesz się nie tylko z młodą osobą, ale z całą rodziną z grupy ryzyka?

– Z jednej strony praca wydaje się zupełnie inna, z drugiej po prostu wracam do prehistorii. Tam skąd pochodzili młodzi ludzie, z którymi pracowałem.

Widziałam, że ten sam schemat postrzegania świata panuje w rodzinach, bo dzieci po prostu przejmują to od rodziców, właśnie teraz widzę szerszy obraz.

Dlaczego dana osoba znajduje się w kryzysie? Ponieważ w jakiejś życiowej sytuacji załamała się, zakręciła w kółko, w swoim świecie i po prostu nie widziała wyjścia. Przychodzisz do rodziny i oni często zgadzają się na komunikację, wpuszczają cię, ale dotarcie do prawdziwego powodu, do zachęty do zmiany ich życia, to bardzo daleka droga. I bardzo ważne by człowiek sam zrozumiał czego potrzebuje, a nie ktoś mu o tym mówił. Tylko wtedy, gdy sam zda sobie sprawę, że chce się zmienić, możemy spodziewać się pozytywnego wyniku.

– Na pewno nie brakuje wyzwań w codziennym życiu pracownika socjalnego, ale które wymieniłabyś jako najtrudniejsze?

– Powiedziałabym, że największym wyzwaniem, mimo że jesteśmy pod wpływem pozytywnych bodźców, jest zazwyczaj to, że nie jesteśmy wzywani do pomocy. Rodziny często postrzegają nas jako przymusową pomoc. Opór, choć nie zawsze otwarty, jest z pewnością bardzo powszechny. Są rodziny, którzy nie są wykluczeni społecznie ani nie mają problemów, ale członkowie takich rodzin idą zupełnie różnymi drogami w różne strony. W takiej rodzinie panuje wtedy duże napięcie – zarówno dorośli ze swoim ego, uczuciami, jak i dziecko między dwoma ogniskami. Nie jest łatwo pracować z takimi przypadkami, odczuwasz te emocje, myślisz, decydujesz, musisz być kimś w rodzaju strażaka.

– Więc dlaczego wybrałaś ten zawód?

– Głównym motywem jest najpewniej troska o innych. Bez tego czynnika nikt tak naprawdę nie będzie mógł pozostać w pracy socjalnej. Po drugie, jest to praca, w której możesz i wykorzystasz absolutnie wszystkie kompetencje, które zgromadziłeś przez całe życie. Wreszcie wiek i doświadczenie w tej pracy zawsze będą tylko atutem, im więcej nagromadzisz, pokonujesz – tym jesteś cenniejszy pracownik.

Po trzecie, ta praca jest prawdopodobnie wybierana przez osoby, które cenią sobie kontakt z ludźmi i oczywiście, którym nieobca jest empatia, bo bez niej również nie wyobrażam sobie pracownika socjalnego.

Jeśli praca pracownika socjalnego jest dla Ciebie ważna i ciekawa, zapraszamy Cię do wspaniałego zespołu pracowników socjalnych – napisz do nas na adres Wileńskiego Centrum Pomocy Społecznej info@spcentras.lt.


Materiał został przygotowany na zlecenie Urzędu Miasta Wilna. Treść płatna.


Zam. 2402