Żebyś cudze dzieci uczył!

Zawód zawodów 5 października obchodzi swoje święto. Tego dnia przypada Światowy Dzień Nauczyciela. Będzie dużo kwiatów, szkolnych imprez, powie się wiele ciepłych słów pod adresem pedagogów.

A w tym roku dla wielu, szczególnie dla rodziców, te tradycyjne słowa uznania dla trudów naszych nauczycieli będą miały inne znacznie. Głębsze. Pandemia sprawiła, że ogromna masa ludzi naocznie przekonała się, co znaczy uczyć cudze dzieci. I chodzi nie tylko o podbramkową sytuację spowodowaną zdalnym nauczaniem. Przebywający na kwarantannie rodzice zobaczyli, jaki to trud nauczyć ich dzieci przedmiotów, zachowania, wartości. To są niełatwe zadania, nawet gdy szkoła funkcjonuje w normalnych warunkach. Co znaczy uczyć cudze dzieci, przekonałem się na studiach podczas praktyk pedagogicznych w szkole. Plan lekcji, opanowanie tematu, a potem już w klasie nawiązanie kontaktu z uczniami, zaciekawienie ich lekcją. I wszystko po to, aby wykonać najważniejsze zadanie, jakie stawiano przyszłym nauczycielom – nauczyć. Zadanie niełatwe, ale mające fundamentalne znaczenie dla ludzkości, jakkolwiek patetycznie to brzmiało.

Bo od tego, jak udaje się nauczyć młode pokolenie, zależy kondycja tego lub innego społeczeństwa, kraju. Dobre wykształcenie zawsze było wyjątkową wartością. Od tego, jak pracuje nauczyciel, zależą dobrobyt państwa, stosunki międzyludzkie, wreszcie to właśnie nauczyciel, jak to powiedział w 1866 r. profesor geografii z Lipska, Oscar Peschel, wygrywa wojny. Wiemy, jak jest z oświatą i stosunkiem do nauczyciela u nas, na Litwie. Delikatnie mówiąc – średnio. Chociaż uważam, że traktowany po macoszemu przez państwo nauczyciel robi znacznie więcej, niż państwo daje nauczycielowi. Musiałoby to być zupełnie oczywiste, że wysokie wynagrodzenie dla nauczycieli stanowiłoby zachętę, aby studia pedagogiczne wybierali najlepsi, którzy potem swoimi wiedzą i zdolnościami dzieliliby się z młodym pokoleniem, a ono, uzbrojone w jakościowe wykształcenie, przyczyniałoby się do dynamicznego rozwoju naszego kraju. Ale zmieniają się kolejne rządy, ministrowie oświaty czy nauki, a niewiele się zmienia polityka oświatowa Litwy. A szkoda. Dla biednego w surowce naturalne kraju dobrze wykształcone społeczeństwo powinno być największym skarbem.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 40(115) 02-08/10/2021