Polak może

Jarosław Narkiewicz nie został merem Trok — o włos! — ale to właśnie nad jego wynikiem warto się teraz pochylić, a nie (nie mniej, co prawda, ważnymi) zagadnieniami dla analizy politologicznej, jak to, czemu na poziomie powiatów wyborcy kierują się innymi kryteriami niż na poziomie parlamentarnym. Warto się pochylić, bo w powiecie trockim jest to najlepszy w czasach powojennych wynik Polaka w Trokach. A wcale nie musiał być taki dobry.

Trudno znaleźć w ostatnim dziesięcioleciu bardziej atakowanego ministra łączności niż Jarosław Narkiewicz. Żaden z podnoszonych w przestrzeni publicznej zarzutów się nie potwierdził, ale wiadomo, że po każdej g…noburzy zostaje smród i się przykleja do człowieka — i być może taki był cel tych ataków, w które zaangażowany był co najmniej jeden możliwy oficer KGB i syn innego, potwierdzonego oficera. A faktem jest, że jako minister łączności Narkiewicz się sprawdził, chociaż ciężka praca rzadko bywa tak spektakularna, jak medialne nagonki. Sprawdził się także wcześniej w roli wicemarszałka Seimasu, chociaż również było wcześniej bardzo dużo obaw, że jak to, że Polak, że mówi z akcentem — i innych, równie, jak się okazało, bezpodstawnych.

Polak może pełnić wysokie funkcje, pozyskać poparcie pięciu partii litewskich i zostać merem w samorządzie, gdzie Polacy nie stanowią większości, nawet jeśli jeszcze nie teraz. Wszystko to wymagało dowiedzenia, ale także, żebyśmy sami w to uwierzyli. I to jest zwycięstwo Jarosława Narkiewicza.