Krytycznie o polskim kinie historycznym

Krążąc po YouTubie, poszukuję ciekawych filmów, audiobooków, dokumentów historycznych. Obok prawdziwych perełek znajduję ogromną ilość szmiry i bezczelnego kłamstwa – szczególnie w dziale rosyjskojęzycznym. W ostatnich latach wyprodukowano w Rosji tysiące filmów fabularnych i seriali wojennych, podpisanych „oparto na realnych wydarzeniach”, co okazuje się wierutnym łgarstwem. W filmach powszechna jest gloryfikacja Stalina, NKWD i Smierszu, robienie kolaborantów z Litwinów i Polaków. Sowieci ukazywani są jako wyzwoliciele od hitlerowskich faszystów, przynoszący długo oczekiwaną wolność.

Naturalnie, pojawia się też narracja skierowana do koalicjantów – Amerykanów i Anglików: to głównie my nieśliśmy cały ciężar wojny na swoich plecach. Trzeba jednak zaznaczyć, że w Rosji zrobiono kilka filmów niezwykle udanych, próbujących rozliczyć się z historią Związku Sowieckiego. Pokazują całkiem prawdziwie sowiecką rzeczywistość i prozę koszmarnego życia w „komunistycznym raju”. Wspomnę tu parę tytułów: „Czekista”, „W kręgu pierwszym” (serial według powieści Aleksandra Sołżenicyna), „Ostatni bój majora Pugaczowa”, „Testament Lenina” (serial według powieści Warłama Szałamowa), serial „Sztrafbat” (Karny batalion) czy film „Podarunek dla Stalina”. Są to wstrząsające obrazy z codziennej egzystencji ludzi sowieckich: wszechwładne donosy, powszechne aresztowania i byt w sowieckim łagrze.

Kilkadziesiąt dobrych polskich filmów historycznych to prawie nic wobec paru tysięcy rosyjskich wypalaczy mózgu.

Za wprost genialny uważam film (z 1988 r.!) nakręcony według powieści Michaiła Bułhakowa, „Psie serce”, mówiący o absurdach życia w ZSRS w latach 20. Natomiast reszta wyprodukowanych w Rosji filmów i seriali wojennych (zwłaszcza po 2006 r.) to obrzydliwa, ksenofobiczna propaganda na usługach Kremla. Jaka jest na to odpowiedź Polski? Wstyd powiedzieć, ale… żadna. Kilkadziesiąt dobrych filmów oraz seria spektakli Teatru Faktu to prawie nic wobec paru tysięcy rosyjskich wypalaczy mózgu. Nie sfilmowano ani jednej powieści Józefa Mackiewicza, genialnego i zapomnianego pisarza emigracyjnego. A przecież takie dzieła, jak: „Droga donikąd”, „Nie trzeba głośno mówić”, „Kontra”, „Sprawa pułkownika Miasojedowa”, „Lewa wolna”, to wymarzone scenariusze dla niejednego filmu i cudowna przeciwwaga dla rosyjskiego przemysłu filmowej propagandy!

A Piasecki, Grubiński, Ossendowski, Czapski? Cóż, straszliwie zaniedbano polską kinematografię historyczną, dlatego też propagandową wojnę z Rosją przegrywamy z kretesem.

Czytaj więcej: Rozmowa o rosyjskiej propagandzie: „Kontynuacja sowieckiej narracji o wyzwoleniu”


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 43(124) 23-29/10/2021