Sumienie drogowców

We wtorkowy wieczór, 2 listopada, doszło do wypadku na ul. Powstańczej (Sukilelių) w Wilnie. Na skutek niemożliwości wyprzedzenia jadącego z przodu pojazdu w kolizję z nim wszedł radiowóz jadący z włączonymi syrenami i sygnalizacją świetlną. Radiowóz dachował, kierujący nim funkcjonariusz doznał złamania ręki.

Do tego komunikatu, suchego, przepisanego z raportu policyjnego, należy dodać jeszcze jedną okoliczność. Wspomnieć trzeba o współodpowiedzialności za ten wypadek Administracji Samorządu Miasta Wilna. Jakże to samorząd ma odpowiadać za dziejące się wypadki samochodowe? Otóż, zwyczajnie. Kilka miesięcy temu właśnie na długości ulicy, na której doszło do wypadku, zwężono jezdnię i pomiędzy przeciwległymi pasami ruchu wpakowano pas zieleni z wysokim krawężnikiem.

Uzasadnienia dla tej „inwestycji” innego niż przewalenie pieniędzy nie ma, gdyż nie dochodziło tam do czołowych stłuczek między wyjeżdżającymi na przeciwległy pas samochodami ani innej potrzeby zrobienia przegrody nie było. Gdyby zaś nie ta blokada, radiowóz mógłby spokojnie i bezpiecznie ominąć jadący przed nim pojazd. Niejednokrotnie już pisałem, że zabawa urzędników w organizowanie ruchu drogowego skończyć się może tragedią. W razie zatoru tak poblokowanymi ulicami nie przejedzie karetka ani straż pożarna, zaś tym razem „humanizowanie” ulic (tego terminu używa ekipa mera Šimašiusa na określenie psucia ulic) przyczyniło się do rozbicia radiowozu i zranienia policjanta.

Zabawa urzędników w organizowanie ruchu drogowego prowadzi do tragedii. W tym kierunku idzie „humanizowanie” ulic.

Rozumiem, że chodzi tutaj naprawdę nie o bezpieczeństwo ruchu (niejednokrotnie pytałem w samorządzie o badania czy statystyki, które by potwierdzały, że w tym czy innym miejscu zasadne jest stawianie płotków, słupków czy innych przepalaczy miejskiej kasy), tylko o umowę z firmą, która z tych czy innych przyczyn wygrała przetarg na zarządzanie ruchem miejskim i jego bezpieczeństwem, w tym stawianie znaków, płotów i krawężników.

Chcę tylko zauważyć, że są przykłady transferowania publicznych pieniędzy do prywatnych kieszeni, które nie wpływało negatywnie na życie mieszkańców, nie utrudniało im poruszania się po mieście i nie powodowało zagrożenia dla policjantów. W tej zaś sytuacji uważam, że zarówno umożliwiający taką samowolę, jak i pobierający za nią pieniądze – mają krew na rękach. Tych wszystkich, do których na czas może nie dojechać karetka czy straż pożarna, a teraz i tego rannego policjanta.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 44(127) 30/10/2021