Stan nadzwyczajny – umysłów

W piątek rząd Litwy ma podjąć decyzję o przedłużeniu stanu wyjątkowego na granicy z Białorusią do 9 stycznia oraz o rozszerzeniu jego obowiązywania na granicę z Polską.

To ostatnie nie wynika z jakiegoś antypolonizmu, tylko faktu, że droga do Niemiec właśnie przez Polskę prowadzi. Wypada się cieszyć, że świadomość tego faktu zaczęła gościć w litewskich elitach politycznych, ale także ubolewać nad przyczynami tego uświadomienia. Mianowicie, handel ludźmi organizuje nie tylko Łukaszenka z Putinem za naszą wschodnią granicą, ale także proceder ten istnieje w Europie. Przejawem jego jest zorganizowany na szeroką skalę przemyt oraz uprawiający go wszelkiej maści „przewoźnicy”.

Nie jest tajemnicą, że spośród około 4 200 nielegalnych migrantów, którzy znaleźli się latem na terenie Litwy, około 700 pouciekało. Nie jest tajemnicą, że w okolicach Rudnik, gdy założono tam obóz dla nachodźców, zaczęło się kręcić mrowie samochodów na czeskich, polskich, niemieckich czy nawet hiszpańskich rejestracjach. Można nawet w internecie znaleźć, ile za takie „podwiezienie” do Niemiec można zarobić.

Narzeka się, że mediów i aktywistów nie puszcza się na granice. I dobrze. Bo media głównego nurtu i bez pojechania na granicę mogłyby informować, ile można dostać za „podwózkę” nielegalnych migrantów – lat w więzieniu, grzywny czy innych kar. Czy może nie pozwala o tym mówić stan nadzwyczajny?