„Tradycja” silniejsza od zmian?

Mogło się wydawać, że wystarczy wyrzucić syna oficera KGB ze stanowiska kierownika Dyrekcji Dróg Litwy (pozbycie się tej osoby to jedna z zasług Jarosława Narkiewicza jako ministra komunikacji), aby ta instytucja zajęła się tym, do czego została powołana — dbaniem o jakość dróg, rozbudową ich sieci.

Okazało się jednak, że nadal panuje w niej toksyczny kod kulturowy — bo nadal jedyne „osiągnięcia”, jakimi się chwali Dyrekcja, to budowa nowych fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości.

Poprzedni dyrektor kiedyś obiecywał, że odcinkowe pomiary pojawią się tylko w kilku miejscach na autostradach, gdzie dochodzi do wielu wypadków. Okazało się jednak, że po prostu kłamał, gdyż obecnie już takie urządzenia działają w 81 miejscach, przeważnie tam, gdzie było wcześniej bezpiecznie, a ma powstać kolejnych 50 takich odcinków. Jednym z problemów jest, że tych odcinków jest zbyt wiele i są zbyt długie, co nie wpływa dodatnio na bezpieczeństwo jazdy, powoduje natomiast koncentrację ruchu, która może prowadzić właśnie do większej wypadkowości.

Innym problemem, jaki powoduje radaromania Dyrekcji Dróg, jest naruszanie prawa obywateli do prywatności. System radarów gromadzi bowiem dane nie tylko o naruszaniu prędkości, ale także o tym, jakie samochody po jakich drogach się poruszają w jakim czasie w ogóle. Na śledzenie człowieka przez służby musi zezwolić sąd, zaś Dyrekcja Dróg wydaje się rościć sobie do tego prawo zupełnie pozaproceduralnie. Trzeba może nie tylko dzieci oficerów KGB stamtąd wymieść, ale i ducha totalitarnych służb?