Ukraino walcz!

Po rozpoczęciu wojny przez Rosję z Ukrainą i wolnym światem wszystko jawi się w innym świetle. Na oczach wszystkich Putin i jego żołdacy nie tylko niszczą wolny kraj, lecz także mordują kobiety, dzieci, gwałcą i rabują. Nic w mentalności jego armii nie zmieniło się od czasów sowieckich. Te same zbrodnie i ta sama buta.

Putin przez lata brylował na europejskich, zwłaszcza niemieckich i francuskich salonach. Sterował naiwnymi jak chciał. Mówi się o tym, o czym Polska i kraje bałtyckie wołały od lat – że polityka energetycznego uzależniania się od Rosji, w której prym wiodły zwłaszcza Niemcy, buduje zaplecze zbrodniarza. Na oczach wszystkich bohaterem wolnego świata stał się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Do wybuchu wojny wytykano mu, że z zawodu jest komikiem, prezydentem został przypadkowo, na niczym się nie zna. Okazał się mężem stanu, któremu niewielu polityków jest wstanie dorównać. Zełenski w przemówieniu do polskich parlamentarzystów 11 marca powiedział wiele ważnych słów. Wspomniał także o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r.: „Pamiętamy, jak były badane okoliczności tej katastrofy.
Wiemy, co to oznaczało dla was i co oznaczało dla was milczenie tych, którzy wszystko dokładnie wiedzieli, ale cały czas oglądali się jeszcze na naszego sąsiada”. Z kolei szef Roskosmosu i były wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin w mediach społecznościowych skomentował dosadnie propozycję wicepremiera RP Jarosława Kaczyńskiego, który w trakcie wizyty w Kijowie, zaproponował wprowadzenie misji pokojowej na Ukrainę, słowami: „Przyjedź do Smoleńska, porozmawiamy”. To, co było dla polskich patriotów jasne od początku, zaczynają rozjaśniać polskiej opozycji politycy Ukrainy i Rosji. Chyba dzisiaj już nikt nie ma wątpliwości, że Putin, który przed kamerami dopuszcza się zbrodni wojennych i wysyła siepaczy, aby zamordowali prezydenta Ukrainy, mógł wydać wyrok na Lecha Kaczyńskiego. To właśnie nieżyjący prezydent Rzeczpospolitej Polskiej stał się także bohaterem mrocznych dni, które przeżywamy. Wielu przywołuje jego słowa wypowiedziane w Tbilisi w 2008 r., w sytuacji kiedy Rosja napadła Gruzję. Byli tam razem z nim wówczas prezydenci Ukrainy, Estonii, Łotwy i Litwy, kiedy wołał w proroczych słowach: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!”. Oby te słowa otrzeźwiły dzisiaj wszystkich.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 12(36) 26/03-01/04/2022