Po Buczy

W lipcu 1995 r. Siły Zbrojne Republiki Serbskiej dokonały masakry w Srebrenicy, zginęło wówczas ponad 8 tys. Muzułmanów bośniackich, mężczyzn i chłopców.

Po niespełna miesiącu lotnictwo NATO dokonało ciężkich nalotów na pozycje Serbów bośniackich, a po ich zakończeniu armia chorwacka wraz z siłami muzułmańskimi i wojskiem bośniackich Chorwatów rozbiła Serbów. Przegrywający wojnę Serbowie zostali zmuszeni do podpisania układu w Dayton, który zakończył działania wojenne w Bośni. Przeprowadzona wówczas przez NATO operacja lotnicza „Deliberate Force” przede wszystkim zniszczyła system obrony powietrznej bośniackich Serbów, następnie przerwane zostały linie logistyczne, zniszczono także serbskie fabryki i magazyny broni. W czasie operacji zginęło tylko ok. 30 osób na ziemi, lotnictwo NATO bowiem stosowało wyjątkowo restrykcyjne, czasami graniczące z absurdem zasady bezpieczeństwa ludności cywilnej.

W sumie – wówczas wojenna interwencja NATO zakończyła wojnę. Przed tygodniem wyszły na jaw zbrodnie w ukraińskiej Buczy i innych miejscowościach opuszczonych przez Rosjan. Prawdziwej skali ludobójstwa jeszcze nie znamy, czas wojny nie jest przychylny dla obiektywnych badań. Wygląda jednak, że nie były to niekontrolowane wyskoki pijanych żołdaków, lecz działalność mająca charakter zorganizowany. Otóż w dzień odkrycia masakry w Buczy na stronie agencji RIA Novosti pojawił się tekst „Co Rosja powinna zrobić z Ukrainą”, w którym położono ideologiczny fundament tego ludobójstwa. Autor Timofiej Siergiejcew tłumaczy, że za nazizm uważa się „dążenie do niepodległości i europejskiej ścieżki rozwoju”. Tak więc w jego pojęciu wszyscy Ukraińcy, którzy chcą żyć w Europie, stają się nazistami, których trzeba „denazyfikować”, strzelając w tył głowy. Kobiety po wielokrotnym zgwałceniu – rozjechać czołgiem; dzieci mają to wszystko oglądać, zabije się je później, strzelając w nogi dla zabawy. Tak było w Buczy i nie tylko tam. To się dzieje dzisiaj, w XXI w., w Europie, która zachłystuje się prawami człowieka i wolnościami osobistymi. Sytuacja jednak w swoim mechanizmie i wymowie niewiele się różni od wydarzeń w Srebrenicy. Wtedy NATO nie zawahało się zastosować siłę militarną w celu powstrzymania ludobójstwa. Co mamy dzisiaj? Otóż nic. Mamy wypowiadane półgłosem wyrazy zaniepokojenia, o jakichkolwiek zdecydowanych krokach nic nie słychać. Wniosek z tego prosty – słabą Serbię można było bombardować, a dostatecznie silną Rosję już nie. Ma to coś wspólnego z moralną polityką?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 14(42) 09-15/04/2022