Docenić dialog

Przez kilka lat w środowisku wileńskich dziennikarzy w okolicach 9 maja rozpoczynała się swoista gra: pójdzie czy nie pójdzie. Próbowano odgadnąć, czy prezes AWPL-ZChR Waldemar Tomaszewski weźmie udział w obchodach organizowanych przez ambasadę Rosji na cmentarzu Antokolskim z okazji zakończenia II wojny światowej.

Nie chcę zgadywać, co w danym dniu zrobi europoseł. Na pewno będzie 13 lipca w Krawczunach, gdzie tradycyjnie odbywają się obchody dotyczące operacji „Ostra Brama”. Przez kilka lat, będąc z powodów zawodowych 9 maja na Antokolu, widziałem wśród idącego tłumu nie tylko miejscowych Rosjan czy rosyjskojęzycznych, którzy nieśli zdjęcia swoich przodków w sowieckich mundurach, lecz także Polaków niosących zdjęcia swoich dziadków lub pradziadków w przedwojennych mundurach Wojska Polskiego lub żołnierzy AK.

Zawsze mnie zastanawiało, w jaki sposób litewscy Polacy w swojej pamięci historycznej potrafią pomieścić kult Piłsudskiego, Legionów i Armii Krajowej z nostalgią do ZSRS. Zdawałoby się, oba zjawiska nawzajem się wykluczają. Częściowej odpowiedzi udzielił znany ukraiński intelektualista, prof. Mykoła Riabczuk, z którym na potrzeby tego wydania magazynowego przeprowadziłem wywiad.

Zawsze mnie zastanawiało, w jaki sposób litewscy Polacy potrafią połączyć kult Piłsudskiego i AK z nostalgią do ZSRS.

Riabczuk podkreślił, że od odzyskania w 1991 r. niepodległości przez Ukrainę jej społeczeństwo cechowało z jednej strony dążenie do europejskiej integracji, z drugiej – przynależność do mitycznego bractwa pansłowiańskiego. W dużym stopniu to dotyczy wileńskich Polaków. Z tym, że Ukraińcy po 2014 r., a tym bardziej po 24 lutego br. bezpowrotnie zerwali wszelkie związki z wielkim bratem.

Niestety, u nas wydaje się, że wśród sporej części osób te sentymenty są nadal żywotne. Oczywiście, relacje polsko-litewskie w XX w. były dalekie od ideału. To dotyczy też najnowszej historii. Spory z końca lat 80. i początku 90. rzutowały na stosunki polsko-litewskie, zarówno wewnątrz kraju oraz na płaszczyźnie międzypaństwowej. Dopiero od tygodnia litewskie ustawodawstwo zezwala na oficjalną zmianę imienia i nazwiska w oficjalnych dokumentach.

Warto dodać, że rozwiązanie dotyczące oryginalnej pisowni pozostaje połowiczne, bo nie da się wykorzystać „ć”, „ś” lub „ł”. Jednak patrząc na toczącą się wojnę na Ukrainie lub na napiętą od lat sytuację w Mołdawii czy Kaukazie, warto odnotować, że nasze elity polityczne nie poddały się prowokacjom i postawiły na dialog. Dialog ciężki, ale bez krwi. Warto go docenić.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 18(53) 07-13/05/2022