Więcej

    W imieniu Polski Podziemnej skazuję cię…

    Walka z kolaboracją i kolaborantami jest nieodłącznym elementem każdej wojny. Tak było podczas II wojny światowej, tak jest teraz na Ukrainie. Niekiedy jednak zarzuty w ferworze wojennej zawieruchy bywają przesadzone. O kolaborację został oskarżony nawet znany polski pisarz Józef Mackiewicz.

    Czytaj również...

    27 sierpnia ukraińska wojskowa administracja obwodu zaporoskiego poinformowała, że w okupowanej przez Rosję Michajłowce został znaleziony powieszony Andrej Ryżkow, który był funkcjonariuszem ukraińskiej Straży Granicznej, a później przeszedł na stronę Rosjan i został szefem lokalnej policji. Kilka dni wcześniej, w tym samym mieście zginął szef okupacyjnej administracji Iwan Suszko.

    Zamachy na kolaborantów, czyli osoby współpracujące z Rosjanami, są dokonywane praktycznie od samego początku wojny na Ukrainie. 20 marca w Chersoniu obok swego domu został zastrzelony Paweł Słobodczikow, wicemer miasta, który przeszedł na stronę okupanta. „Żaden okupant nie czuje się bezpiecznie na naszej ziemi. Wszyscy kolaboranci wiedzą, że nie mają przyszłości. Wszyscy nie tylko wierzymy, ale widzimy, że nasze państwo ma perspektywę” – powiedział w przededniu Dnia Niepodległości Ukrainy prezydent Wołodymyr Zełenski.

    Polska kolaboracja

    Zjawisko kolaboracji pojawia się prawie zawsze wtedy, gdy jakiś kraj okupuje terytorium innego państwa. Polska nie była wyjątkiem, kiedy we wrześniu 1939 r. została podzielona między Niemcy a Rosję Sowiecką.

    Jednym z najsłynniejszych polskich kolaborantów był aktor Igo Sym (jego właściwe nazwisko to Karol Antoni Juliusz Sym), który faktycznie od razu po kapitulacji Warszawy nawiązał współpracę z niemieckim okupantem. W 1940 r. zorganizował werbunek polskich aktorów do antypolskiego filmu „Heimkehr”, opowiadającego o „złych” Polakach gnębiących „dobrych” Niemców, których wyzwala armia Hitlera. Sąd podziemny skazał Syma na karę śmierci, którą wykonano 7 marca 1941 r.

    Na Wileńszczyźnie Polskie Państwo Podziemne również zwalczało to zjawisko. – Wiadomo, wojna deprawuje i demoralizuje, to może doprowadzić do samosądów. Państwo, na terenie którego jest okupant, powinno zadbać o rozwiązania prawne. W Polsce przyjęto rozwiązanie, że na terenie okupowanym były powoływane sądy podziemia polskiego. Istniały w każdym województwie, w tym również na terenie województwa wileńskiego. Sądy miały prawo sądzić obywateli polskich, którzy dokonali zdrady, czyli współpracowali z okupantem na szkodę własnego narodu. To jest klasyczne określenie kolaboracji, która funkcjonowała podczas II wojny światowej. Wszelka współpraca z wrogiem na szkodę własnego narodu lub na szkodę mieszkańców cywilnych była oceniana jako zdrada. Za to był wyrok śmierci – tłumaczy w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” dr hab. Jarosław Wołkonowski, który od lat bada dzieje wileńskiej Armii Krajowej.

    Oprócz kolaborantów, jak komentuje naukowiec, wyroki śmierci były wydawane na urzędnikach władzy okupacyjnej. To dotyczyło zarówno administracji wojskowej, czyli niemieckich żołnierzy i oficerów, jak i przedstawicieli administracji cywilnej okupanta.

    – Tam było przyjęte następujące rozwiązanie. Jeżeli przedstawiciel władz – oficer, żołnierz lub urzędnik – znęca się nad ludnością cywilną lub nad jeńcami, to w celu zaprzestania i kontynuowania takiej praktyki były wydawane wyroki śmierci – zaznacza nasz rozmówca.

    Wołkonowski jest przekonany, że zachowanie legalności w warunkach wojny jest czymś bardzo ważnym.

    – Była opracowana procedura, w jaki sposób ma się odbywać posiedzenie sądu podziemia polskiego. Klasyczny model, że oskarżony był na sali sądowej, nie mógł być zastosowany, dlatego sądy odbywały się zaocznie. Był prokurator i był obrońca. Był zbierany materiał. W ciągu kilku tygodni dochodziło do kilku posiedzeń sądowych, a na zakończenie zapadał wyrok. Początkowo wyroki zapadały w dwojaki sposób: albo winny, albo niewinny. Jeśli winny, to wówczas zapadał wyrok kary śmierci. Potem życie wprowadziło jeszcze jedno rozwiązanie, czyli winny, ale wykonanie wyroku zawieszano lub odkładano do zakończenia wojny, w celu dodatkowego wyjaśnienia okoliczności – przypomina Wołkonowski, którego zdaniem obecne władze Ukrainy muszą działać w podobny sposób, ponieważ dokonywanie egzekucji zdrajców bez odpowiedniego wyroku sądu może negatywnie wpłynąć na wizerunek państwa ukraińskiego i doprowadzić do nihilizmu prawnego.

    Czytaj więcej: Ukraina — przełom tak, zwycięstwo jeszcze nie

    Wyroki śmierci w Wilnie

    Polskie podziemie do wyroków śmierci podchodziło ostrożnie, ponieważ wiadomo było, że za wykonanie wyroku spadały represje na ludność cywilną. Tak było w przypadku sprawy pracownika wileńskiego Gestapo Mariana Padaby, którego wileńska „Egzekutywa” zastrzeliła we wrześniu 1943 r. W odpowiedzi na zamach władze okupacyjne aresztowały stu polskich zakładników, z których dziesięciu rozstrzelano.

    Wśród zamordowanych znalazł się światowej sławy badacz nad nowotworami, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego Kazimierz Pelczer.

    – Okupanci rozwiesili publicznie ogłoszenia, że jeśli zginie jeszcze jakikolwiek urzędnik z wyroku tajnego sądu, to wówczas zostanie rozstrzelanych 90 pozostałych. To świadczy o ich strachu i bezradności, ponieważ władze okupacyjne nie widziały innego rozwiązania niż mordowanie ludności cywilnej – zaznacza Wołkonowski.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    W odpowiedzi władze podziemia wydały ulotkę ostrzegającą władze niemieckie przed kolejnymi represjami. „W razie powtórzenia się dalszych aktów krwawego terroru lub stosowania »zbiorowej odpowiedzialności« wobec polskiej ludności, zostaną zastosowane w drodze represji w stosunku do przebywających tutaj rodzin niemieckich takie środki odwetowe i w takim nasileniu, jakie polskie kierownictwo Walki Podziemnej uzna za wskazane i celowe, niezależnie od odpowiedzialności ciążącej na bezpośrednich i pośrednich sprawcach zbrodni” – napisano w ulotce. Faktycznie, po „wymianie zdań” między władzą okupacyjną a państwem podziemnym Niemcy zaniechali masowych mordów na polskich zakładnikach.

    Kolaboracja, jak mówi historyk, dotyczyła bardzo różnych warstw społecznych. Kolaborantami zostawali przedstawiciele świata akademickiego, dziennikarze, działacze społeczni oraz zwykli ludzie, którzy w ten sposób próbowali załatwiać własne porachunki osobiste lub zwyczajnie chcieli dorobić. Przykładowo, agentka Gestapo Danuta Wyleżyńska, córka profesora wileńskiej Akademii Muzycznej, przeszła specjalne szkolenia w Berlinie. Będąc przedstawicielką wileńskiej elity, bardzo dobrze znała polskie środowisko, dlatego sąd podziemny skazał ją na karę śmierci, którą udało się wykonać dopiero za trzecim razem.

    Czytaj więcej: Zarobki najemników na Ukrainie

    Sprawa Mackiewicza

    Na Wileńszczyźnie w czasie II wojny światowej wydano ponad 20 wyroków śmierci. Kilkanaście z nich udało się wykonać. Na celowniku władz podziemnych znalazł się nawet późniejszy znany polski pisarz Józef Mackiewicz…

    Na terytorium Litwy władze okupacyjne bardzo szybko zaczęły wydawać gazetę w języku polskim, „Goniec Codzienny”, na czele którego stanął przedwojenny prezes Syndykatu Dziennikarzy w Białymstoku Czesław Ancerewicz, w ostatniej chwili uratowany przed wywiezieniem w głąb Rosji. 16 marca 1943 r. Ancerewicz został zastrzelony przez AK w kościele św. Katarzyny.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    W sprawie redaktora naczelnego tamtej gadzinówki Jarosław Wołkanowski nie widzi żadnych przeciwskazań do wydania wyroku.

    – Ancerewicz był redaktorem naczelnym gazety, która w każdym numerze wychwalała III Rzeszę, wychwalała żołnierzy niemieckich i cały reżim nazistowski. To była absolutna propaganda wroga, dlatego wydawanie takich gazet i firmowanie treści swoim nazwiskiem było ewidentnym działaniem na szkodę państwa polskiego – podkreśla badacz wileńskiego podziemia.

    Inaczej sprawa wygląda z Józefem Mackiewiczem. Jesienią 1941 r. Mackiewicz opublikował kilka artykułów na łamach „Gońca Codziennego”. Historyk Maria Wardzyńska w monografii „Sytuacja ludności polskiej w Generalnym Komisariacie Litwy” zaznacza, że chociaż całość miała charakter propagandowy, to niemniej tytuł cieszył popularnością wśród lokalnych Polaków. Nakład gazety sięgał 135 tys. egzemplarzy. Zdaniem Wardzyńskiej w ten sposób ludność polska chciała zamanifestować swoją obecność na tych terenach. „Jakkolwiek pismo to znajduje się pod silnym nadzorem władz okupacyjnych, to jednak poziomem swym i treścią dodatnio wyróżnia się w porównaniu z gadzinowcami, redagowanymi w GG” – czytamy w raporcie Biura Wschodniego Delegatury Rządu na Kraj z listopada 1941 r.

    Artykuły Mackiewicza miały przede wszystkim charakter antysowiecki. W artykule „To dopiero byłaby klęska” z dnia 10 sierpnia 1941 r. autor napisał, że podstawowym wrogiem Polski jest sowiecka Rosja. „Dla każdego narodu z osobna i dla wszystkich narodów razem, bolszewizm jest największym wrogiem ze wszystkich dotychczas notowanych w historii” – pisał dziennikarz i reportażysta przedwojennego „Słowa”.

    Zdaniem Mickiewicza jedynym wyjściem w zaistniałej sytuacji była walka u boku III Rzeszy. Dodawał: „W sytuacji z roku 1941, czyli ostatecznego terminu dla ratowania Europy przed zarazą bolszewicką – mogły tego dokonać tylko i wyłącznie Niemcy. O to się chyba absolutnie nikt spierać nie będzie. A fakt, że tego dokonały, ośmieliłbym się policzyć im nie jako zasługę wobec świata kulturalnego, lecz jako spełnienie świętej misji”. Po kilku miesiącach Mackiewicz zerwał współpracę z dziennikiem.

    Z formalnego punktu widzenia artykuł Mackiewicza był przejawem kolaboracji, ponieważ nawoływał do współpracy z wrogiem. Polski rząd na uchodźstwie był zaś częścią koalicji antyhitlerowskiej. Wołkonowski twierdzi, że warto przyjrzeć się szczegółom. Sowieci, zwłaszcza na początku wojny sowiecko-niemieckiej, na Wileńszczyźnie byli odbierani jako większe zło niż Niemcy.

    – Z tą gazetą współpracował Józef Mackiewicz, który jeszcze przed wojną miał bardzo krytyczny pogląd na Związek Sowiecki. Teraz widzimy, że jego pogląd był całkowicie słuszny i sprawiedliwy. Mówił, że zniewolenie komunistyczne jest bardzo groźne. Zdaniem Mackiewicza jedyną siłą, która wówczas mogła pokonać ZSRS, to była III Rzesza. Mamy więc tutaj pewien punkt styczności między postawą Ancerewicza a Mackiewicza. Wyrok na Józefa Mackiewicza został wydany na przełomie lat 1942 i 1943, chociaż konkretnej daty nie znamy – dodaje naukowiec.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Czytaj więcej: Walcząca Ukraina może liczyć na Polskę. Wizyta Dudy w Kijowie

    Agentura sowiecka?

    Sam pisarz później twierdził, że wyrok na jego osobę był prowokacją sowieckiej agentury. Tę wersję do dziś popiera część historyków. Wołkonowski zaznacza, że nie ma żadnych dowodów na to, że wyrok był inspirowany komunistyczną agenturą. Był raczej ścieraniem się dwóch koncepcji i ideologii wewnątrz konspiracji.

    – Największe zarzuty wobec Józefa Mackiewicza stawiali prosowieccy czy prosocjalistyczni działacze polskiego podziemia. Była to grupa osób, która poszukiwała jakiegoś porozumienia z władzą sowiecką. Trzeba jednak pamiętać, że w tym czasie zapadł wyrok na Teodora Bujnickiego, który był piewcą sowieckiego reżimu. Bo w podziemiu działała też grupa osób, która była zdania, że żadna współpraca z sowietami jest niemożliwa. Dla nich wszelkie osoby wychwalające ustrój komunistyczny były zdrajcami – podkreśla Jarosław Wołkonowski.

    Zdaniem historyka komendant  Okręgu Wileńskiego AK Aleksander Krzyżanowski ps.  „Wilk”, zawiesił wykonanie wyroku, ponieważ został przekonany przez pion wojskowy organizacji, który sceptycznie podchodził do współpracy z sowietami.

    Rok 1943, jak sądzi Wołkonowski, był przełomowy dla Mackiewicza. Latem tego roku był świadkiem masakry w Ponarach, którą opisał później w reportażu „Ponary – Baza”. To wydarzenie pozwoliło mu wyzbyć się wszelkich proniemieckich nastrojów.


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 37 (108) 17-23/09/2022

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Litewskie społeczeństwo toleruje omijanie sankcji?

    Dział śledczy LRT opublikował materiał, z którego wynika, że należąca do koncernu „Vičiūnų grupė” spółka „Plungės kooperatinė prekyba” dostarczała do Rosji towary objęte sankcjami. Spółka wwoziła towary dziesięciokrotnie. Towary były dostarczane do należącego do koncernu zakładu „Vičiūnai-Rus”, który znajduje...

    Ukraina planuje kontrofensywę

    Prezydent Ukrainy udzielił wywiadu dla niemieckiego dziennika „Bild”. W rozmowie Zełenski podkreślił, że jego kraj na pewno zwycięży w wojnie z Rosją, ponieważ nie ma innej alternatywy. „Tak, Rosja ma więcej ludzi, więcej broni. Ale zjednoczony Zachód ma nowoczesne...

    Čmilytė-Nielsen w Warszawie: „Pokój w regionie może zapewnić tylko zwycięstwo Ukrainy”

    Przewodnicząca Sejmu Litwy Viktorija Čmilytė-Nielsen, w miniony wtorek, odbyła oficjalną wizytę w Polsce. Celem było omówienie relacji dwustronnych, sytuacji w regionie oraz pomocy Ukrainie. W tym roku mija 25. rocznica podpisania 26 kwietnia 1994 r. przez prezydentów Polski i Litwy...

    Likwidacja szkół parafialnych w 1863 r. jako element rusyfikacji na Litwie

    22 stycznia 1863 r. w Królestwie Polskim wybucha powstanie, które w polskiej historiografii wejdzie pod nazwą powstania styczniowego, a w litewskiej — powstania 1863 roku. Na Litwę zryw niepodległościowy dociera 1 lutego. 4 kwietnia władze carskie — jako odpowiedź...