Aligator zbliża się wielkimi skokami

Aligator nie zagląda tym razem na Wileńszczyznę, ale jego towarzysze podróży pochodzą z Wilna. Ekipa poszukiwaczy przygód, z którą podróżuje po Ukrainie, to wileńscy harcerze, studenci i wykładowcy. Bardzo zgrana i wielobarwna grupa młodych ludzi – zachęca do czytania o nowych przygodach nastolatki Aliny „Aligatora” i jej kompanów w książce „Wielki skok Aligatora”, autor serii kryminałów, warszawski pisarz Piotr Jezierski.

Czytaj również...

Swoje pierwsze przygody Alina „Aligator” przeżywa na Wileńszczyźnie. W wydanej w 2021 r. książce „Aligator w Wilnie” nastolatka z Warszawy walczy z międzynarodową siatką przestępczą, poznając tajemnice z czasów dynastii Jagiellonów. W drugiej części książki, która ujrzy światło dzienne w grudniu br., dziewczyna udaje się na Ukrainę. Według jakiego klucza dobierał Pan punkty geograficzne, przez które opowieść prowadzi bohaterów?

Tak jak poprzednio starałem się pisać o miejscach, w których byłem, które znam. W książce więc pojawia się miasto Lwów, które jest szczególnie bliskie każdemu Polakowi. Dla mnie jest ono tym bardziej znaczące, że z tych okolic wywodzi się część mojej rodziny. W „Wielkim skoku Aligatora” pojawiają się też Stanisławów i Krzemieniec, miasta, które bardzo lubię odwiedzać, skrywające wiele historycznych tajemnic. Stanisławów, dziś ukraiński Iwano-Frankiwsk, przez 360 lat swojego istnienia zdążył zaznaczyć się w dziejach Polski. A Krzemieniec? To miasto związane z Juliuszem Słowackim, to tam znajdują się Ateny Wołyńskie, czyli słynne Liceum Krzemienieckie, które odegrało znaczącą rolę w rozwoju poziomu kultury polskiej na Wołyniu. Oraz Góra Bony z niezwykle malowniczymi ruinami zamku. Odwiedzam te miejsca regularnie od 20 lat i nie ma co ukrywać, wybrałem je jako scenerię przygód Aligatora właśnie ze względu na osobiste sympatie.

Okładkę oraz ilustracje do książki stworzył Tomasz Bereźnicki, rysownik i malarz, współautor m.in. wydanej w 2021 r. powieści graficznej „Podziemie łączy /Pogrindis Jungia” (Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”)

Czy w ramach jednej książki „Wielki skok Aligatora” bohaterowie zdążyli odwiedzić wszystkie ukraińskie miasta i miasteczka, do których autor chciałby ich wysłać?

Niestety nie, Ukraina Zachodnia to miejsce niezwykłe, planowałem jeszcze wysłać bohaterów do Kamieńca Podolskiego, Kołomyi, Drohobycza i Podkamienia. Szczególnie to ostatnie miejsce wydaje mi się niezwykle ciekawe i raczej nie pojawia się we współczesnej literaturze przygodowej. Stoi tam piękny kościół, a obok niego zabudowania klasztoru dominikanów, które mają swoją mroczną historię. Nie powiem jaką, bo zamierzam jeszcze kiedyś wysłać Alinę w te okolice.

W nowym Aligatorze nie napisałem o tych miejscach, równie ciekawych co Stanisławów i Krzemieniec, dlatego że fabuła powieści przygodowej rządzi się swoimi prawami, nie chciałem przesadzać z ilością wątków i lokalizacji, szczególnie że Alina odwiedza w powieści jeszcze jedno egzotyczne miejsce. Jakie? Czytelnicy dowiedzą się już niebawem.

Zbierając materiał do książki, planował Pan ponownie osobiście odwiedzić opisywane miejsca wydarzeń. Jednak plany przerwał atak na szeroką skalę Rosji na Ukrainę. Czy wojna dotknęła też bohaterów książki?

Bardzo żałuję, że nie udało mi się odwiedzić Ukrainy w tym roku. Miałem w planie wiosenny przejazd po miejscach, które odwiedza bohaterka. Pisząc, musiałem polegać na bardziej odległych wspomnieniach. To, co dzieje się na Ukrainie, dotyka nas wszystkich, w olbrzymim stopniu mieszkańców tego kraju, w mniejszym nas, żyjących w krajach nie dotkniętych bezpośrednio działaniami wojennymi. Tworząc powieści o Aligatorze, starałem się budować świat pełen wyzwań, ale tak naprawdę bezpieczny i wzbudzający, tak jak bohaterowie, pozytywne emocje. Dlatego zrezygnowałem z opisywania wojny i epidemii koronawirusa. Przygody Aligatora rozgrywają się w jakiejś bliskiej, ale nieokreślonej przeszłości, przed wojną na Ukrainie. To ma być literatura pozwalająca zapomnieć o mrocznej stronie naszej rzeczywistości.

W Wilnie Alina nie tylko krzyżuje plany zorganizowanej przestępczości, lecz także spotyka swoją pierwszą miłość – Józka. Czy autor daje im szansę w dalszej części przygód?

Tak, ta miłość rozkwita w „Wielkim skoku Aligatora”. Józek rusza na Ukrainę razem z Aliną, spędzają ze sobą kilka naprawdę miłych chwil, ale nie powiem wszystkiego, żeby nie psuć czytelnikom lektury.

Czytaj więcej: Młodzież z JP2 podąża śladami bohaterów kryminalno-przygodowej powieści „Aligator w Wilnie”

Stanisławów i Krzemieniec na starych pocztówkach – tu dzieje się akcja powieści
| Fot. Instytut Polona

Czy w „Wielkim skoku Aligatora” pojawiają się jakieś wątki wileńskie?

Aligator nie zagląda tym razem na Wileńszczyznę, ale jego towarzysze podróży pochodzą z Wilna. Ekipa poszukiwaczy przygód, z którą podróżuje po Ukrainie, to wileńscy harcerze, studenci i wykładowcy. Bardzo zgrana i wielobarwna grupa młodych ludzi.

Wspominał Pan, że po Ukrainie „Aligator” nawiedzi Czechy i Łotwę…

Pisząc druga część przygód Aligatora, już planowałem następną. Dziś mam zarysowane lokalizacje i główny wątek. Tym razem Alina, przed Beskid Śląski i Wisłę, dotrze na czeskie Zaolzie, a potem wyląduje na Łotwie, w Łatgalii. Zdradzę, że intryga tym razem związana będzie z o wiele bliższą nam historią, pojawią się naziści i przedwojenni okultyści. Reszta to na razie tajemnica.


Rozmawiała Olga Alehno

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP w ramach konkursu „Polonia i Polacy za Granicą 2022”.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 49(143) 10-16/12/2022


Afisze

Więcej od autora

Akademia Teatralna SOL ORIENS ogłasza nabór do III edycji – młodzi pasjonaci teatru poszukiwani

Program Akademii od lat przyciąga młodych ludzi z pasją, oferując im przestrzeń do artystycznych poszukiwań, pracy nad własną ekspresją oraz udziału w profesjonalnie przygotowanych projektach teatralnych. Uczestnicy poprzednich edycji...

Szkoła w Leszczyniakach czyta polską gazetę. „Czytanie po polsku, także prasy, to część wychowania”

Jak w rozmowie z dyrektor Wileńskiej Szkoły w Leszczyniakach dowiedział się „Kurier Wileński”, szkoła ta prenumeruje polską gazetę do niemal każdej polskiej klasy. Opowiedziała też, co z tą gazetą się dzieje podczas lekcji.

Takie zasady dotyczące telefonów są w leszczyniackiej szkole w Wilnie. „Dzieci reagują normalnie”

W wywiadzie dla „Kuriera Wileńskiego” Maria Klimaszewska przedstawiła wypracowany wspólnie z uczniami i rodzicami model korzystania z telefonów. Odniosła się też do bezpośredniego pytania dziennikarza.