Ostatnie tygodnie upłynęły nam w cieniu latających nad Wileńszczyzną balonów przemytniczych. Z ich powodów zamykano nawet wileńskie lotnisko, co powodowało straty finansowe z jednej strony, a niedogodność dla tysięcy podróżujących – z drugiej. A to będzie skutkowało kolejnymi stratami dla wileńskiego portu lotniczego, gdyż jak ktoś ma na jakimś lotnisku przykre doświadczenie, to w przyszłości stara się go unikać. A odwołanie lotu czy jego przełożenie na bliżej nieokreśloną przyszłość, bycie pozostawionym samemu sobie w tym chaosie – to doświadczenia zdecydowanie przykre.
Jak się później okazało, wstrzymywanie pracy lotniska było bardziej dmuchaniem na zimne. Ponieważ AB „Oro navigacija”, odpowiedzialne za podejmowanie takich decyzji, na swoich radarach nie widziało balonów, o których otrzymywało informację ze źródeł wojskowych – a to na swoich radarach te balony widziało. I kiedy przedstawiciele AB „Oro navigacija” otrzymali dostęp do obserwacji nielegalnych balonów, lotniska można było już nie zamykać. Tutaj może się rodzić dużo pytań; przecież ta sama AB „Oro navigacija” odpowiada za pilnowanie lotów balonów cywilnych nad Wilnem, a zatem jakieś balony jednak na swoich radarach musi „widzieć”. I skoro o balonach przemytniczych wiadomo co najmniej od dwóch lat, i wiadomo, że mogą stanowić zagrożenie dla lotnictwa, to dlaczego AB „Oro navigacija” nie nabyła takich radarów, które by były w stanie je widzieć? I jaki wpływ na to wszystko ma fakt, że od 2 stycznia 2023 r. „Oro navigacija” jest już spółką akcyjną zamiast instytucją państwową? Takich pytań można zadawać dużo.
Są także pytania, na które warto odpowiedzieć sobie samym. Otóż na ładunku przenoszonym przez jeden taki balon przemytnicy mają 150 euro zysku. Suma nieprzesadna, zważywszy na kłopot – ale na dużą skalę się potęguje. A przecież wielu z nas zna osoby, które nigdzie nie pracują, a ciągle jeżdżą luksusowymi autami ze „specjalnymi” numerami w stylu „BR4TVA” czy podobny „D3B1L”. Wielu z nas zna miejsca, w których o dowolnej porze można kupić papierosy czy alkohol bez akcyzy; meliny, czyli tzw. toczki. To warto wiedzieć, że to się odbywa za koszt nas wszystkich – bo dla pokrycia strat, powodowanych ich działalnością, podnoszą podatki dla reszty społeczeństwa. I pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, jest – czy rzeczywiście musimy ich tolerować i utrzymywać?
Czytaj więcej: Białoruskie dylematy
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 44 (125) 01-07/11/2025
