Więcej

    UE to nie CCCP!!!

    Jasne, na tym polega wolność słowa, że każdy może głosić, co uważa za słuszne i co mu się podoba. Nawet jeśli nie podoba się to innym. Ale też ci inni mają prawo reagować i mówić, dlaczego się z tym czy owym nie zgadzają. Ba, czasem nie tylko mają prawo, ale wręcz powinni.

    11 listopada, Święto Niepodległości w Polsce, corocznie jest okazją do manifestowania rozmaitych poglądów. Z jednymi się utożsamiam, z innymi niekoniecznie, z niektórymi mogę polemizować, szukając argumentów za i przeciw. Jednak stawianiu znaku równości między Związkiem Sowieckim a Unią Europejską, w ostatnim czasie mocno eksponowanym w Polsce przez pewne kręgi, muszę postawić kategoryczny sprzeciw!

    Daleki tu jestem od wynoszenia pod niebiosa struktur i instytucji europejskich. Mam świadomość, że niejednokrotnie zatracają się w biurokracji. Jak sądzę, z nadmiaru dobrobytu, w oderwaniu od rzeczywistości, dosłownie prostując przysłowiowe banany. Ale na litość, głoszenie, że UE to to samo co CCCP to jakieś szaleństwo, w najlepszym tylko razie pożyteczny idiotyzm, który nie jest niczym innym jak tańczeniem do melodii wygrywanych na Kremlu. Trzeba nie mieć elementarnej historycznej wiedzy, trzeba nie mieć krzty szacunku i współczucia dla milionów ofiar zbrodniczego państwa, by porównywać do ich sytuacji swoją obecną w europejskiej wspólnocie. Różne rzeczy można zarzucać jej przywódcom, ale na pewno nie krew ofiar na rękach! Gdzie tu jest jakiś znak równości?

    W ubiegłym miesiącu mój starszy syn, student, w ramach programu Erasmus spędził kilkanaście dni w Dortmundzie. Wrócił zadowolony z wymiany doświadczeń, podkreślając, że w wielu obszarach to raczej on i koledzy z Polski otwierali oczy rówieśnikom z Niemiec niż odwrotnie. Nie mieli wobec nich żadnych kompleksów. To była któraś z kolei zachodnia eskapada tych młodych ludzi. Ja w ich wieku, gdy po obaleniu muru berlińskiego po raz pierwszy pojechałem do zachodniej części Berlina, czułem się jak przybysz z trzeciego świata. Mniejsza już z tym, że odstawałem ubiorem. Mogłem jedynie oglądać kolorowe wystawy, nie było mnie stać na nic. Moi ciężko pracujący rodzice, pod ojcowską opieką wielkiego sowieckiego brata, zarabiali miesięcznie równowartość kilkunastu dolarów, których zresztą nie mogli legalnie kupić. Dzisiaj, w tej ponoć tożsamej Unii, dostają emerytury powyżej tysiąca zielonych. Przykłady można mnożyć, a z litewskiej perspektywy jeszcze podnosić do kwadratu. Może warto się nad nimi zastanowić, zanim zacznie się głosić tak głupie hasła jak to, że UE = CCCP.

    Czytaj więcej: Unia Europejska – dobry wybór


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 46 (131) 15-21/11/2025