Toczone praktycznie od początku działań zbrojnych negocjacje o zawarciu pokoju, poza cząstkowym załatwianiem tematów humanitarnych typu wymiana jeńców, w zasadzie niczego innego nie rozwiązują. Wprawdzie po wyborze na prezydenta USA Donalda Trumpa intensywność rozmów się nasiliła, ale efekt wydaje się jeszcze gorszy. Niektórzy co prawda wciąż chcą widzieć w nich ukryty genialny plan amerykańskiego przywódcy, większość jednak przeciera oczy ze zdumienia. Propozycje porozumień pisanych przez USA zdają się być dyktowane z Kremla, a i tak wiadomo, że wszelkie ich korekty dokonywane w wyniku rozmów amerykańsko-ukraińskich skończą się odrzuceniem ich przez Moskwę i wszystko wróci do punktu wyjścia. Ukraina się wykrwawia, a posuwającej się naprzód Rosji rośnie apetyt i jeśli jakimś cudem zdecyduje się, chwilowo nasycona, działania zawiesić, to tylko po to, by za chwilę pójść po więcej.
Do trwających rokowań pokojowych odniósł się ostatnio gen. Wałerij Załużny, były dowódca armii, a obecnie ambasador Ukrainy w Londynie. Głos to niezwykle ważny, bo Załużny – uważany za bohatera i cieszący się największym społecznym zaufaniem Ukraińców – bardzo rzadko wypowiada się dla mediów. Z artykułu, który opublikował na portalu Liga.net, wynika niezbicie, że nie ma złudzeń, iż ewentualne zawieszenie broni będzie jedynie przerwą, a nie trwałym pokojem. „My, Ukraińcy, oczywiście dążymy do pełnego zwycięstwa, rozpadu imperium rosyjskiego, ale nie możemy też odrzucać wariantu długoterminowego (na lata) wstrzymania wojny, ponieważ jest to zbyt rozpowszechniony w historii wojen sposób ich zakończenia. Jednocześnie pokój, nawet w oczekiwaniu na kolejną wojnę, daje szansę na zmiany polityczne, na głębokie reformy, na pełnowartościową odbudowę, wzrost gospodarczy i powrót obywateli” – pisze generał.
Zdaniem Załużnego trwały pokój byłby możliwy, gdyby Ukraina otrzymała twarde gwarancje bezpieczeństwa. Takie jak możliwość przystąpienia do NATO, rozmieszczenia broni jądrowej na swoim terytorium lub dużego kontyngentu wojskowego zdolnego przeciwstawić się Rosji. Na żadne z tych rzeczy nie ma co liczyć, więc wniosek jest prosty. Taki jak zawarty w tytule tego felietonu.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 49 (140) 06-12/12/2025
