Operacja USA w Wenezueli
W sobotę 3 stycznia w nocy siły specjalne USA przeprowadziły naloty na kilka celów na terytorium Wenezueli, a następnie pojmały i wywiozły prezydenta Nicolása Maduro wraz z żoną Cilią Flores ze stolicy kraju. W poniedziałek para prezydencka stanęła przed sądem w Nowym Jorku. Obojgu postawiono zarzuty udziału w przemycie narkotyków i terroryzmu. Nie przyznali się do zarzucanej winy.
Według Wenezueli operacja pochłonęła życie 56 osób — 32 obywateli Kuby i 24 wenezuelskich żołnierzy. Zginęły również dwie cywilki. Tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez ogłosiła siedmiodniową żałobę narodową.
Po stronie amerykańskiej, według twierdzeń gabinetu prezydenta, nie zginął ani jeden żołnierz. Szef Pentagonu Pete Hegseth w dodatku zażartował podczas konferencji z rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej, z których korzysta Wenezuela. „Wygląda na to, że te rosyjskie systemy obrony nie zadziałały tak dobrze, czyż nie?” — zakpił.
Trump nie ukrywa celów
Prezydent USA nie ukrywa celów i ogłosił, że Wenezuela przekaże Stanom Zjednoczonym od 30 do 50 mln baryłek ropy. Sekretarz stanu Marco Rubio naciska na Caracas, by wydaliło doradców z Chin, Rosji, Kuby i Iranu. Waszyngton grozi też kluczowym ministrom rządu Maduro, że „podzielą los obalonego dyktatora”, jeśli ci nie będą współpracować.
Niepokojące były też komentarze Donalda Trumpa po operacji. „To nasza półkula” — pisał na swojej platformie TruthSocial. Mówił też o nowej doktrynie, doktrynie Don-roe.
To nawiązanie do doktryny Monroe (prezydenta Jamesa Monroe — przyp. red.), która w XIX wieku głosiła, że USA nie pozwolą na ponowną kolonizację Ameryki i ingerowanie Europy w sprawy kontynentu, w zamian za nieingerowanie w sprawy Europy. Donald Trump jednak nie wyjaśnił, co dokładnie ma na myśli.
Litwa ma dylemat
Europa reaguje różnie. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas wydała oświadczenie przypominające o konieczności przestrzegania prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych. Premier Hiszpanii Pedro Sánchez określił działania USA jako „straszny i bardzo niebezpieczny precedens”.
Główna doradczyni prezydenta Litwy ds. polityki zagranicznej Asta Skaisgirytė przyznała, że kwestia legalności amerykańskich działań jest „skomplikowana”. Podkreśliła też, że Litwa nie uznawała Maduro za legalnie wybranego prezydenta. Zapytano ją, czy przypadkiem stonowana reakcja UE nie wynika z tego, że na USA opiera się bezpieczeństwo kontynentu. Doradczyni faktycznie, choć nie wprost, przyznała rację.
„Być może kiedyś osiągniemy taki poziom uzbrojenia, że będziemy mogli czuć się bezpieczni, ale powtarzam, że obecnie bez Stanów Zjednoczonych Unia Europejska nie może czuć się bezpieczna” — powiedziała Skaisgirytė.
Minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys wyraził nadzieję, że dalsze działania USA będą oparte na zasadach prawa międzynarodowego.
We środę 7 stycznia w Wilnie odbył się protest organizowany przez lewicowe organizacje przeciwko operacji USA w Wenezueli. Co ciekawe, protesty (choć skromne) zorganizował też rząd w Rosji, przekonując, że „to nie operacja, a wojna!” — co w przypadku inwazji na Ukrainę nazywanej przez Rosję „specjalną operacją wojenną” ma ironiczny wydźwięk.
Zainteresowanie Grenlandią
Po operacji w Wenezueli Donald Trump mówił też o Grenlandii. Biały Dom nie wykluczył użycia siły. Wypowiedź stonował później sekretarz stanu USA Marco Rubio, który zaznaczył, że jego kraj chciałby raczej kupić Grenlandię.
Kraje UE, w tym Polska, podpisały deklarację, że o Grenlandii mogą decydować tylko mieszkańcy Grenlandii. Ci, według sondaży, nie chcą stać się Amerykanami. Podobne stanowisko wydały kraje bałtyckie, wliczając w to Litwę.
Komisarz UE ds. obrony i były premier Litwy Andrius Kubilius ostrzegł, że ewentualne użycie siły wobec duńskiego terytorium oznaczałoby „koniec NATO”.

