Więcej

    Film, który stał się rzeczywistością

    Wyróżnia się czas kalendarzowy i czas historyczno-polityczny. Oba funkcjonują równolegle, lecz niekoniecznie się pokrywają. Wiek kalendarzowy zawsze rozpoczyna się 1 stycznia pierwszego roku nowego stulecia. Formalnie więc wiek XX zaczął się 1 stycznia 1901 r. Historycznie jednak jego początek należy datować na 28 lipca 1914 r. – wybuch Wielkiej Wojny, która zmiotła XIX-wieczny porządek świata.

    Podobnie było z wiekiem XIX, który rozpoczął się znacznie wcześniej, niż wskazywał kalendarz. Jego prawdziwym początkiem była rewolucja francuska, burząca wielowiekowe zasady i hierarchie – przynajmniej w Europie.

    W tym sensie historyczno-polityczny wiek XXI rozpoczął się 11 września 2001 r. wraz z zamachami terrorystycznymi w Stanach Zjednoczonych. Nikt nie mógł sobie wówczas wyobrazić, że scenariusz rodem z trzeciorzędnego filmu akcji da się zrealizować w rzeczywistości. Atak na World Trade Center stał się symbolicznym obrazem tego, jak będzie wyglądać polityka w nowym stuleciu.

    Dziś działania polityków coraz częściej przypominają film lub grę komputerową. Najlepszym przykładem jest Donald Trump. Nie chodzi nawet o brawurową operację porwania Nicolása Maduro, lecz o próbę aneksji Grenlandii. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt nie wykluczyła użycia siły zbrojnej w celu przejęcia wyspy. Sekretarz stanu Marco Rubio próbował później tłumaczyć kongresmenom, że Trumpowi chodzi jedynie o jej kupno, a nie o inwazję.

    Gdyby ktoś z XX w. przeniósł się nagle do stycznia A.D. 2026, uznałby zapewne, że ma do czynienia z political fiction. Niestety, to nie fikcja. To rzeczywistość, w której przyjdzie nam funkcjonować przez najbliższe dziesięciolecia. Choć ton został już nadany, wciąż nie wiadomo, jak powinniśmy reagować na tego rodzaju działania. Zdrowy rozsądek podpowiada, że Donald Trump nie użyje wojska do przejęcia terytorium należącego do Danii. Tylko kto powiedział, że zdrowy rozsądek nadal obowiązuje? Jeśli przyjrzeć się początkom wielkich wojen, rzadko kiedy miały one cokolwiek wspólnego z rozsądkiem. Dlatego słowa szefa francuskiej dyplomacji, Jeana-Noëla Barrota, że inwazja „nie miałaby sensu”, dziś nie brzmią już tak przekonująco. Bo któż właściwie mógłby zabronić prezydentowi Stanów Zjednoczonych postawienia ultimatum europejskim partnerom i sojusznikom?


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 01 (03) 10-16/01/2026