Komunistyczni rządcy Związku Sowieckiego nie chcieli rozpadu wielkiego imperium. Próbowali przeciwstawiać się „separatystycznym” działaniom Litewskiej, Łotewskiej i Estońskiej SRS, dążącym do pełnej niepodległości i niezależności od Moskwy.
Na początku Michaił Gorbaczow chciał nakłonić wszystkich subiektów ZSRS (w tym trzy bałtyckie republiki) do podpisania nowej umowy związkowej, mającej przeprowadzić liberalizację systemu komunistycznego i dającej pewne swobody narodowościowe. Propozycja Gorbaczowa została odrzucona. Wtedy Gorbaczow postanowił zastosować metody siłowe.
Wojska sowieckie oraz siły specjalne i jednostki KGB stacjonujące na Litwie, Łotwie i w Estonii po kilkumiesięcznych przygotowaniach przystąpiły do akcji. Kulminacją tych działań były próby zdobycia gmachu parlamentu Litwy (na szczęście nieudane), zajęcie strategicznych instytucji takich jak radio (szturm na siedzibę przy ul. Konarskiego), sztabów litewskiej Samoobrony (Savanoriu) oraz najbardziej tragiczny epizod styczniowy – sowiecka zbrodnia na obrońcach wieży telewizyjnej w Wilnie. Działo się to w nocy na 13 stycznia 1991 r.
Laureat Pokojowej Nagrody Nobla za rok 1990, I sekretarz Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, Michaił Gorbaczow, splamił swoje ręce litewską i łotewską krwią. Ciekawe, czy po styczniu 1991 r. Komitet Noblowski żałował swojej wcześniejszej decyzji?

Polacy solidarni z Litwinami
Zmiany zachodzące na Litwie obserwowałem z pozycji polskiego działacza niepodległościowego, który często gościł w Wilnie. W 1989 r. jako przedstawiciel Wydziału Wschodniego „Solidarności Walczącej” oraz organizacji podziemnej „Solidarność Walcząca” nawiązałem kontakt, a zatem ścisłą współpracę z niepodległościową organizacją litewską, Ligą Wolności Litwy Antanasa Terleckasa i jego ludźmi – Andriusem Tučkusem, Leonardasem Vilkasem, Genovaitė Šakalienė oraz innymi.
Gdy ZSRS zaczął trzaskać w szwach – zajęliśmy się pomocą dla struktur formującej się niepodległości litewskiej. W bezpośrednie działania zaangażowane było pięć osób z Autonomicznego Wydziału Wschodniego „Solidarności Walczącej”: Janina Jadwiga Chmielowska, Tadeusz Markiewicz, Maciej Ruszczyński, Piotr Pacholski oraz ja, Piotr Hlebowicz. Wspomagali nas: prof. Leszek Bednarczuk, chłopaki z warszawskiej „Solidarności Walczącej”, Roman Kryk z Ukraińskiej Agencji Prasowej.

Tadziu Markiewicz z Jadzią Chmielowską i Maćkiem Ruszczyńskim zajmowali się transportami na Litwę, ja z Leonardasem Vilkasem transporty te koordynowaliśmy z Wilna. Piotruś Pacholski siedział w naszym biurze ulokowanym w pałacyku Sobańskich w Warszawie, gdzie koordynował przepływ informacji od nas i do nas. To, co przekazywaliśmy z Wilna – od razu wysyłał do polskich i zagranicznych agencji prasowych.

Ruch oporu przeciw Sowietom
Nasza grupa pomagała też w organizacji litewskiego przedstawicielstwa w Warszawie, które w razie zdławienia litewskiej wolności przez czerwony reżim kremlowski miało się przekształcić w litewski rząd na uchodźstwie. Załatwialiśmy sprzęt elektroniczny dla litewskich służb, po które przyjeżdżał do Warszawy specjalny kurier szefa ochrony państwa (lub ochrony parlamentu – dokładnie nie pamiętam) Tadas Višniauskas.
Oprócz tego uruchomiliśmy kanał przerzutu antysowieckiej literatury. Tadziu Markiewicz przewiózł na Litwę silny nadajnik radiowy, który miał być użyty do nadawania sygnału radiowego po ewentualnym spacyfikowaniu przez Sowietów wszystkich rozgłośni litewskiego radio.

Przygotowani na konfrontację
W czasie styczniowych tragicznych wydarzeń noce spędzałem w parlamencie litewskim. Spaliśmy tam na podłodze sali posiedzeń Sejmu, koło stołu prezydialnego, na którym stały telefony. Z telefonów permanentnie korzystaliśmy, łącząc się z naszym warszawskim biurem w pałacyku Sobańskich i przekazując informacyjne nowości. W ciągu dnia robiliśmy wypady na miasto do miejsc, gdzie coś się działo.
Pamiętam smutek na twarzach litewskich posłów, gdy w nocy na 13 stycznia 1991 r. dowiedzieliśmy się o ataku na wieżę TV i o ofiarach śmiertelnych. Ludzie płakali, wszyscy szykowaliśmy się na szturm parlamentu przez sowiecki specnaz. Mimo paru prób sowieckie jednostki specjalne nie odważyły się jednak na ten krok.
Pamiętam prof. Vytautasa Landsbergisa w białej koszuli, który w parlamencie przebywał całymi dniami i nocami, jego konferencje prasowe, wystąpienia przed deputowanymi.
Litwa jako pierwsza przeciwstawiła się odrodzeniu czerwonej, sowieckiej hydry. W jej ślady poszły kolejne republiki sowieckie.
Związek Sowiecki został zlikwidowany, jednak duch imperializmu rosyjskiego żyje nadal. Od 1991 r. wszyscy oglądaliśmy wydarzenia wojenne sprowokowane przez Moskwę: w Abchazji i Naddniestrzu, dwie ludobójcze wojny w Czeczenii, inwazję na Gruzję, zajęcie Krymu i Donbasu oraz trwającą do dziś, czteroletnią krwawą agresję rosyjską na Ukrainie. Świat nie wyniósł właściwych wniosków z historii. Hydra się odradza i zaczyna zagrażać nam wszystkim.

Litwa pamięta o wsparciu
Z naszej piątki zaangażowanej w pomoc Litwie – trzy osoby już zmarły: Maciej Ruszczyński, Tadeusz Markiewicz i Piotr Pacholski. Wieczna im pamięć. Wśród żywych pozostali Jadzia Chmielowska i piszący te słowa.
Państwo Litewskie pamięta o naszym zaangażowaniu w obronę litewskiej niepodległości. W 2009 roku otrzymaliśmy z rąk prezydenta Valdasa Adamkusa Medale Orderu „Za Zasługi dla Litwy”. Ambasada Litwy w Warszawie zaprasza nas na różne rocznicowe uroczystości.
Na temat wydarzeń ze stycznia 1991 r. wydaliśmy wraz z Piotrem Warischem ładny dwujęzyczny album (w językach polskim i litewskim) oraz zrobiliśmy parę wystaw.
W 35. rocznicę wydarzeń styczniowych postanowiłem przekazać swoje czarno-białe negatywy fotograficzne, na których utrwaliłem atmosferę tamtych dni, do Centralnego Archiwum Litewskiego w Wilnie. To litewska historia, więc niech materiały te znajdą swoje miejsce na Litwie. W tym celu planuję wyjazd do Wilna jeszcze w styczniu br. Zamknie się pewne koło historii…
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 02 (06) 17-23/01/2026








