Przeprowadzka biura Swiatłany Cichanouskiej z Wilna do Warszawy ma wymiar symboliczny. Liderka białoruskiej opozycji wraz z częścią środowisk antyłukaszenkowskich znalazła się na Litwie po brutalnym stłumieniu przez reżim Alaksandra Łukaszenki masowych protestów, które wybuchły po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 r. Biuro Cichanouskiej zostało oficjalnie akredytowane w 2021 r. przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych Gabrieliusa Landsbergisa. Formalnym pretekstem do przeniesienia działalności do Polski było obniżenie poziomu ochrony. Według przedstawicieli biura po przejęciu odpowiedzialności za bezpieczeństwo przez policję nasiliła się presja ze strony białoruskich służb specjalnych.
Wybór Wilna jako pierwszego miejsca działalności nie był jednak przypadkowy – stanowił efekt konsekwentnej polityki wschodniej prowadzonej przez Litwę od drugiej dekady XXI w. Gdy Litwie nie udało się stać trwałym pośrednikiem między Wschodem a Zachodem, kraj ten postawił na tzw. politykę wartości. W skrócie polegała ona na aktywnym wspieraniu rosyjskiej i białoruskiej opozycji oraz prozachodnich aspiracji społeczeństw na obszarze byłego ZSRS.
Wyprowadzka biura Cichanouskiej jest sygnałem, że Litwa zaczyna stopniowo odchodzić od tej linii, konsekwentnie realizowanej przez wszystkie kolejne rządy w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Nie bez znaczenia jest także zmiana globalnego kontekstu politycznego. Powrót Donalda Trumpa do władzy wyraźnie wpłynął na relacje międzynarodowe i redefinicję priorytetów wielu państw. Litwa również stoi dziś przed koniecznością gruntownej rewizji swojej polityki zagranicznej.
Nasuwa się jednak zasadnicze pytanie: czy odchodząc od polityki wartości, zamierza zaproponować coś w zamian? Na obecnym etapie wydaje się, że niekoniecznie. Największym beneficjentem tej zmiany wydaje się Vytautas Sinica – polityk, którego poglądy nierzadko mają charakter nacjonalistyczny. Już w lipcu ub.r. zwrócił się on do litewskiego MSZ z wnioskiem o cofnięcie akredytacji dla biura Cichanouskiej. Wówczas resort zignorował tę prośbę, jednak pół roku później mamy do czynienia z sytuacją, o której Sinica mógł tylko marzyć. To budzi niepokój. Sinica w dużej mierze reprezentuje nurt rewizjonistyczny, również w kontekście relacji polsko-litewskich. Jest zwolennikiem edukacji szkolnej tylko w języku państwowym. Kto może zagwarantować, że skoro jego postulaty zaczynają zwyciężać na odcinku litewsko-białoruskim, to nie znajdą one zastosowania także w relacjach Wilno–Warszawa?
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 03 (09) 24-30/01/2026
