W czasach przedszkolnych była to sprawa wielkiej wagi. Tak wielkiej, że i dzisiaj obudzony w środku nocy bezbłędnie wyrecytuję słowa piosenki, którą każdego roku śpiewaliśmy na uroczystych akademiach: „Marzec, marzec wyjął grosik srebrny, teraz, teraz, będzie mu potrzebny. Do kwiaciarni marzec pobiegł kupić kwiat na święto kobiet!”.
Tak, kwiat to była absolutna podstawa. Każdy z nas, chłopców, obowiązkowo w białej koszuli i granatowych spodniach, z aksamitną wstążką pod szyją, dzierżył w dłoni goździka lub tulipana. Z zasady czerwonego, marnej, przedwiosennej, szklarnianej proweniencji. Z takimi goździkami lub tulipanami do domów wracały nasze mamy, babcie, ciocie, ciesząc się, że w pakiecie dorzucono im w zakładzie pracy paczkę kawy albo rajtuzy, czyli towary w owych czasach po prostu luksusowe. W pakiecie miały też tego dnia jeszcze jedno. Widok męża, któremu kolor goździka lub tulipana rumienił twarz po powrocie z pracy. Ot, jeszcze jeden z paradoksów tego świata. Święto miały panie, świętowali panowie.
Z dzisiejszej perspektywy trudno uwierzyć, że zakrapiane imprezki mogły bez przeszkód odbywać się w miejscach i godzinach pracy. Tak samo jak trudno uwierzyć, że kiedyś palono w pociągach, autobusach, samolotach, dym papierosowy wypełniał sale wszelkich możliwych narad, a nawet szkolnych klas podczas zebrań z rodzicami.
Czasy się zmieniły, ale święto kobiet przetrwało. Obchodzimy je z o wiele mniejszą pompą, robi głównie za jeszcze jeden marketingowy wabik zachęcający do zakupów, a idea jego narodzin poszła głęboko w niepamięć. Tymczasem święto, zrodzone w początkach ubiegłego wieku, miało służyć dopominaniu się o prawa kobiet, przede wszystkim żądaniu dopuszczenia ich do wyborów powszechnych. Mogłoby się wydawać, że rzecz dawno się ziściła. Owszem, ale nie wszędzie. Niespełna 20 lat temu w Teheranie irańska policja pobiła ponad sto osób, które z okazji Dnia Kobiet chciały manifestować.
Teraz na Teheran spadają bomby. Czy kiedy przestaną, Dzień Kobiet będzie można tam obchodzić bez obaw o represje, nikt nie wie. To, że nie o Dzień Kobiet i kobiety zresztą chodzi, też nikt nie ma wątpliwości. Natomiast, że kobiety całego świata, z okazji tegorocznego święta, najbardziej życzyłyby sobie pokoju na całym świecie, nie tylko na Bliskim Wschodzie, jestem pewny. Podobnie jak mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że gdyby to kobiety rządziły światem, bomby ani na Teheran, ani na Kijów, ani na Dubaj, by nie spadały.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 09 (26) 07-13/03/2026

