Więcej

    Wileńscy artyści rozpalili Warmińsko-Mazurskie. Akcentowano polsko-wileńskie wątki, był też liuoksinis

    W dniach 27 lutego – 2 marca artyści z Wileńszczyzny wystąpili w czterech miejscowościach w Polsce. Zaprezentowali się znani reprezentanci ziemi wileńskiej, a także ci dopiero budujący rozpoznawalność. Z artystami pojechał korespondent „Kuriera Wileńskiego”, który opowiedział o kulisach przedsięwzięcia.

    Czytaj również...

    W województwie warmińsko-mazurskim, w Kętrzynie, Olsztynie, Szczytnie i Lidzbarku Warmińskim, wystąpili wileńscy artyści z okazji Kaziuka. Tradycyjnie seria imprez nosi nazwę „Kaziuki – Wilniuki”. Jako reprezentanci Wileńszczyzny stawili się artyści znani, jak: zespół „Wilia”, Anna Adamowicz znana jako Ciotka Franukowa, Dominik Kuziniewicz znany jako Wincuk Bałbatunszczyk, a także artyści budujący swoją rozpoznawalność – energiczna Kapela Kawalerów Podwileńskich.

    Oprócz wileńskich artystów wystąpił też zespół „Perła Warmii”, który powstał w 2008 r. z inspiracji właśnie kaziukowych koncertów. Zatem można powiedzieć, że Wileńszczyzna stała się bezpośrednią inspiracją dla innych regionów.

    Korespodent „KW”: „Wilia” jest naturalnie z tym związana

    Z wileńskimi artystami pojechał korespondent „Kuriera Wileńskiego” Rajmund Klonowski, który relacjonuje nam, jak wydarzenia wyglądały zza kulis. – Przy Kaziukach wileńskich od samego początku była pani Krystyna Adamowicz, wieloletnia członkini „Wilii”. Pomagała przy nich również Agnieszka Skinder, jej córka. Zatem „Wilia” jest niejako z tą inicjatywą związana naturalnie – wyjaśnia nasz korespondent.

    – Byliśmy zaproszeni przez Lidzbarski Dom Kultury w Lidzbarku Warmińskim. Na koncertach było m.in. Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Wileńsko-Nowogródzkiej. Przychodziły tam także dzieci tych, którzy z Wileńszczyzny musieli wyjechać, widać, że pamięć o korzeniach z ziemi wileńskiej jest żywa. Wiele osób było wzruszonych na tych koncertach – opowiada.

    Nasz rozmówca podkreśla żywy związek uczestników z Wileńszczyzną – zarówno pokoleniowy, jak i językowy. – Byli także żywi widzowie pamiętający tzw. repatriację, wciąż jeszcze mówiący naszą charakterystyczną wileńską polszczyzną, bliską naszemu sercu. Ich dzieci, naturalnie, już częściej mówią tą polszczyzną „koroniarską” – zauważa Rajmund Klonowski.

    Specjał „Wilii”: Chopin na ludowo

    Część repertuaru została powtórzona z jubileuszowego koncertu ze względu na swoją wyjątkową wartość artystyczną, a zarazem lokalną tożsamość.

    – Repertuar był po części stały. W jubileuszowym w listopadzie 2025 r. w koncercie znalazł się „Chopin na ludowo” – obrazek przygotowany dla „Wilii” specjalnie na jubileusz. To z jednej strony coś nowatorskiego, a z drugiej – bardzo naszego, z czego możemy być dumni. Nie zabrakło także litewskich akcentów – pieśni i tańców, w tym szczególnie dynamicznego tańca litewskiego liuoksinisa, co dosłownie oznacza „skoczny”. Oczywiście obecne były też wileńskie utwory: i „Wileńskie tango”, i „W wileńskim iluzjonie”. „Wilia” jest, jakkolwiek patrzeć, artystycznym ambasadorem Wileńszczyzny, zatem te wątki wileńskie były akcentowane – przypomina nasz korespondent.

    Lidzbarski Dom Kultury zapełnił się wileńskim rękodziełem | Fot. Lidzbarski Dom Kultury LDK via Facebook

    Wilniucy wspierali się nawzajem

    Dowiadujemy się też, że „Wilię” wsparli zaproszeni artyści i zespoły. – „Wilia” pojechała w czterdziestoparoosobowym składzie – jeden autokar zajęła sama „Wilia”, drugim pojechali artyści: Michał Olszewski, Czesław Połoński, Anna Adamowicz znana jako Ciotka Franukowa, Dominik Kuziniewicz znany jako Wincuk Bałbatunszczyk oraz Kapela Kawalerów Podwileńskich. Spory skład, duże przedsięwzięcie – mówi Rajmund Klonowski.

    Zwrócił uwagę, że pewną nowością był występ „kawalerów”, którzy na Litwie zaczynają być coraz bardziej rozpoznawalni, w Polsce jeszcze wielu występów nie mieli.

    – Kawalerowie [Kapela Kawalerów Podwileńskich – przyp. red.] zostali przyjęci z dużym entuzjazmem. To w końcu zespół stosunkowo młody, ale energia, którą pokazują na scenie, i solidne opanowanie instrumentów robią wrażenie. To także bardzo towarzyscy ludzie – zaprzyjaźnili się z „Wilią”, byli przyjęci przez wszystkich bardzo ciepło. Pomagali nawet „Wilii” nosić rzeczy przy próbach. Ci, co przyjechali z Wileńszczyzny, wzajemnie się wspierali, czuć było zwierające się szeregi – podkreśla Klonowski.

    Dodaje, że tempo koncertów było niemałe. – Cztery koncerty w ciągu trzech dni, prawdziwy maraton. Oczywiście trzeba było wiele rzeczy robić w biegu, wymagało to także dużego wysiłku logistycznego. I wiliowcy, i reszta artystów z Wileńszczyzny naprawdę mają z czego być dumni, że dali radę – mówi.


    Warto się przyjrzeć wspomnianej wcześniej „Perle Warmii”. To zespół, który, jak podają lokalne media, w tym „Gazeta Olsztyńska”, powstał właśnie z inspiracji kaziukowej w 2008 r. W swoim repertuarze ma oczywiście tańce polskie, ale także repertuar wileński, można więc w pewnym sensie uznać, że „wileńskość” stała się tutaj dobrem eksportowym. Główną instruktorką jest Anna Sadowska, a od 2016 r. zespołem kieruje Paweł Sadowski. W promocję i współorganizację „Kaziuków – Wilniuków” na ziemi warmińskiej była aktywnie zaangażowania śp. Krystyna Adamowicz.


    Korespondent Rajmund Klonowski; oprac. A.K. na podstawie mat. pras., KW


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 10 (28) 14-20/03/2026

    Afisze

    Więcej od autora

    Czy Wilno potrzebuje metra?

    Tytułowe pytanie jest celowo prowokacyjne. W rzeczywistości bowiem nie powinniśmy dyskutować o tym, „czy” potrzebujemy metra, tylko – jakiego. Bo że potrzebujemy – to oczywistość, którą potwierdza pozycja naszego...

    Dobra wiadomość dla rolników

    Ministerstwo Rolnictwa RL ogłosiło prace nad zmianami prawa, które umożliwiłyby przekazywanie gospodarstwa w rodzinie. Można zapytać: a to niby obecnie nie można? I można, i nie można: rodzic może...