5
Bomba w hospicjum

image-31716

Według saperów znalezisko w hospicjum okazało się niebezpiecznym niewypałem granatu moździerzowego z okresu II wojny światowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Minuty, a właściwie godziny zgrozy przeżyły siostry Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego prowadzące Wileńskie Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćko przy ulicy Rossa. A wszystko za sprawą znalezionej tu bomby z czasów II wojny światowej. Niewypał znaleźli budowlańcy pracujący przy remoncie hospicjum.

— Otrzymaliśmy pozwolenie na wycięcie niepotrzebnych drzew wzdłuż ulicy, gdzie według planu ma być ogrodzenie. Właśnie to tam znaleziono tę bombę — opowiedziała „Kurierowi” siostra Michaela ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Pracujący przy remoncie hospicjum opowiedzieli nam, że bomba wypadła spod korzeni jednego z wykarczowanych drzew.

image-31717

Fot. Marian Paluszkiewicz

O sytuacji natychmiast zostały poinformowane służby ratunkowe oraz saperzy. Pracownicy wstrzymali prace, a z budynku ewakuowano ludzi. Jak poinformowała nas siostra Michaela, zanim trwa remont, w hospicjum nie ma pensjonariuszy, więc ewakuacja objęła tylko pracujących tu robotników oraz siostry. Niemniej musieli oni ponad dwie godziny czekać na ulicy na przybycie saperów, bo o ile służby ratunkowe — straż pożarna, policja i pogotowie — na miejsce przybyły natychmiast, to wojskowi dojechali dopiero po dwóch godzinach od zawiadomienia. Jak wyjaśnili nam saperzy, przyczyną zwłoki jest zwykłe niezgranie informacyjne jednostek, bo najpierw informacja trafia do ogólnej służby, która dopiero informuje poszczególne oddziały. Jednak już po przybyciu saperzy uporali się z sytuacją dosyć szybko. Ustalili na miejscu, że bomba to granat moździerzowy.

— Niewypał pochodzi z okresu II wojny światowej i zalicza się do bardzo niebezpiecznych — poinformowali „Kurier”saperzy.

Granat postanowiono wywieźć z miasta, bo zdetonowanie jego w centrum miasta nie wchodziło w rachubę. Niewypał załadowano na samochód transportowy i w asyście służb ratunkowych i policji wywieziono do żwirowni w podwileńskich Pogirach, gdzie i został zdetonowany.

5 odpowiedzi to Bomba w hospicjum

  1. Józef mówi:

    „Ustalili na miejscu, że bomba to granat moździerzowy. — Niewypał pochodzi z okresu II wojny światowej i zalicza się do bardzo niebezpiecznych — poinformowali „Kurier”saperzy.”

    Analogicznie choć na większą skalę jak teraz „granat możdzieżowy” w Wilnie groziła „bomba chemiczna” Białemustokowi, gdy w pobliżu domu Sióstr Jezusa Miłosiernego przy ul. Poleskiej wywróciły się cysterny kolejowe z Ruskim chlorem. Gdyby się cysterny rozszczelniły groziłaby zagłada ok. 80% tj. kilkuset tysiącom Białostocczan. Historii z chlorem w Białymstoku nieopodal klasztorku niewielu ludzi pamięta i zdaje sobie sprawę z tego, że w 1989 r. Białystok mógł zdobyć ponurą sławę nowego Czarnobyla, w którym boleśnie odczuto toksyczność imperium sowieckiego na skalę niewyobrażalnej zagłady ludzkiego życia i środowiska naturalnego. 9 marca 1989 roku, dwie godziny po północy, pięć z dwunastu wagonów cystern z ciekłym chlorem, przewożonym z ZSRR do NRD przez Białystok, wykoleiło się wskutek pęknięcia szyn na kolejowym nasypie przy ul. Poleskiej, gdzie znajduje się niewielka kaplica i dom zakonny Sióstr Jezusa Miłosiernego – ostatnie miejsce zamieszkania bł. ks. Michała Sopoćki. Trzy z pięciu cystern zsunęły się na zbocze nasypu kolejowego.

    Fakt udanej akcji podniesienia i bezpiecznego odtransportowania 5-cystern z zawartością 40ton chloru każda, -przypisano nadprzyrodzonej opiece ks. Michała Sopoćki nad Białymstokiem. Per analogiam widać że nad Wilnem też czuwa, teraz już błogosławiony ks. Michał Sopoćko.

  2. Budzik mówi:

    Z życia wzięte: okolice potężnej fabryki chemicznej (m.in. prod. nawozy sztuczne, składującej olbrzymie ilości chloru, amoniaku etc. media zainteresowały się przygotowaniem mieszkańców okolicznych miejscowości do klęsk w postaci przedostania się tego świństwa do powietrza atmosferycznego. Fabryka znajduje się strefie przymorskiej, gdzie wieją silne wiatry, średnio 20-40 km/h. Reporter podchodzi z do starowinki kuśtykającej powolutku o lasce i zadaje fundamentalne pytanie: „ile ma Pani w sprincie na 100 metrów”?……

    Wielu z nas żyje na tykających bombach (dosłownie i w przenośni). Ważne jest jak te bomby można rozbroić…

    Polecam Daniel Landa „Dilema Pyrotechnikovo” na:

  3. Józef mówi:

    Budzik 2.

    Talmudyczna, -mówiąc łagodnie jest ta Twoja paralela bo pozostaje bez związku z artykułem dotyczącym bomby na placu budowanego hospicjum przez Siostry Jezusa Miłosiernego w Wilnie. Związek św. Faustyny Kowalskiej, bł Michała Sopoćki i Sióstr Jezusa Miłosiernego, jest oczywisty bo mistyczną założycielką Zgromadzenia jest św. siostra Faustyna Kowalska „Widziałam mały kościółek a przy nim małe zgromadzenie”(por. Dz. 536) „Pragnę, aby zgromadzenie takie było.” (Dz. 437)
    „Będziesz przez modlitwę pośredniczyć między ziemią a niebem” (Dz. 438) a realnym założycielem i realizatorem mistycznej wizji tego zgromadzenia był bł. ks. Michał Sopoćko, który po wojnie odnalazł ten kościółek. Miejscem tym które święta wizjonerka opisała okazał się „mały kościółek i zgromadzenie” w Myśliborzu nota bene budowali go Polacy gastarbeiterzy a dzień rozpoczęcia budowy wypadł w dniu 25 sierpnia 1905 urodzin Heleny Kowalskiej jako trzeciego z dziesięciorga dzieci Stanisława Kowalskiego i Marianny z domu Babel, rolników ze wsi Głogowiec, późniejszej św. s. Faustyny Kowalskiej: http://www.jezuufamtobie.pl/zgromadzenie.php

    Oczywistą paralelą wprost i bez talmudycznych uogólnień (albo tu w Japonii konfucjańsko – mandaryńskich) do porównywanych w Białymstoku i Wilnie sytuacji ocaleń od zniszczeń, może być ocalenie przed niszczycielskimi skutkami wybuchu bomby atomowej założonego przez św. Maksymiliana Kolbe nieopodal Nagasaki Japońskiego Niepokalanowa:
    http://www.franciszkanie.pl/news.php?id=4104 „W lipcu 1930 r. o. Kolbe został przełożonym budowanego klasztoru w Nagasaki. Miejsce wybrane na klasztor znajdowało się na zboczu góry, było bardzo zaniedbane i trudno dostępne. Wielkim wysiłkiem zakonnicy w 1931 r. zbudowali klasztor, nazywając go Mugenzai no Sono – Ogród Niepokalanej. Jak się później okazało, jego lokalizacja była opatrznościowa. Rozpoczęli wydawanie „Seibo no Kishi”, czyli „Rycerza Niepokalanej” w języku japońskim. W kwietniu 1936 r. otworzyli tzw. „małe seminarium”. W lipcu 1936 r. o. M. Kolbe, po powrocie do Polski, objął obowiązki gwardiana w Niepokalanowie. Klasztor i wydawnictwo w Nagasaki pracowało nadal „na pełnych obrotach”. Ten dynamiczny rozwój zatrzymał dopiero wybuch bomby atomowej. 9 sierpnia 1945 r. Amerykanie zrzucili nad Nagasaki bombę o nazwie „Fat Man” („Grubas”), która pochłonęła ok. 70 tys. istnień ludzkich. Klasztor franciszkański ocalał, stracił tylko szyby w oknach. Przed niszczycielską siłą bomby osłoniło go zbocze góry.”

    Czy to tylko przypadki bez przyczynowo – skutkowych odniesień?

  4. Budzik mówi:

    do Józef 3

    Ty mówisz o moim poście „talmudyczny”, a ja mówię „pop-kulturowy”. No cóż, natknęliśmy się na różnice w światopoglądach.

    Co zaś się tyczy Myśliborza (ex Soldin niedaleko Pszczelnika – miejsca upadku Dariusa i Girenasa) polecam także uwadze świeżo wyremontowany Ratusz na Rynku imienia Jana Pawła II

  5. Józef mówi:

    do Budzik 4

    Skoro zrobiło się paralelnie i „pop-światopoglądowo”, -to jeszcze niech poetka i sekretarka Piłsudskiego i znajoma Tuwima, Kazimiera Iłłakowiczówna zepnie klamrą podobieństwa do śmiałków przestworzy Polskich i Litewskich Żwirki i Wigury i Dariusa i Girienasa, którym Litwini przed wojną wykupili na 99-lat miejsce 314m2 ziemi gdzie się rozbili koło Myśliborza pod pomnik, którego projektem był ojciec prezydenta Ladzbergisa. Teraz jest to rzeczywiści najbardziej bezsporne miejsce bo lecieli z Amryki do Litwy w 1933r na pamiątkę rocznicy Grunwaldu… kilka lat temu prezydent Kaczyński spotkali się tam z Adamkusem… -no faktycznie ciekawe przypomnienie w kontekście Miłosierdzia Bożego a rynek Jana Pawła II też znamienne…

    Iłłakowiczówna złożyła hołd, Dariusowi i Girienasowi, -bohaterom narodowym Litwy w wierszu pt:
    „Litewskim lotnikom
    Nie powiedzą przenigdy nikomu
    jaki lot był, jakie w nim przygody…
    Tylko przez sen tam, na Litwie, w domu,
    narzeczonej ślicznej, żonie młodej

    szeptać będą długie mroczne noce,
    o przelotu ostatecznym wyniku,
    o księżycach śmierci, o koliskach wszechmocy
    zimne ustach bohaterskich lotników.

    Kazimiera Iłłakowiczówna współbrzmiała z Liwą organicznie, co wyraziła w strofie autobiograficznej słowami:
    „Przez własnej krwi surowość, przez własnego serca dzikość czuję ich tętno braterskie jak znajomą w powietrzu muzykę…”

    Natomiast historycznie zidentyfikowała się poprzez utwór w, który pyta o atawistyczne pogańskie lęki, -pyta czy boi się zemsty bogów i boginek, którym się kłaniał po zgaszeniu wiecznego ognia w nad Niewierzą, o zniszczone święte węże i rozbicie naczelnego kamiennego posągu bożka Perkunas, -do których to pogańskich praktyk wracali…

    „Władysław Warneńczyk rozmawia z ojcem swym Jagiełłą

    Bóg twój i mój, Bóg Polski, rządził mą prawicą,
    patrzał na mnie Jezus Chrystus pozłocistym licem,
    pogoda wchodziła w serce, lęku pierzchała pokusa…
    Mniej się lękałem Perkuna, niż nowego Boga, Chrystusa,
    synku mój, królewiczu!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.