Więcej

    O wyzwaniach dla edukacji cz.1

    „Szkoła poświęca bardzo mało czasu na rozwój emocjonalny człowieka, a przecież rozwój emocjonalny coraz bardziej wpływa na pomyślną karierę” – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Bogusław Grużewski, ekonomista, socjolog, dyrektor Instytutu Pracy i Badań Społecznych. 

    Czytaj również...

    Antoni Radczenko: Panie Profesorze, w ubiegłym roku został Pan odznaczony Honorową Odznaką Komisji Edukacji Narodowej przez Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu RL. Nagroda nawiązuje do powstałego w 1773 r. pierwszego na świecie świeckiego i nowoczesnego ministerstwa oświaty. To oznacza, że już w II połowie XVIII w. w państwie polsko-litewskim rozumiano, że dbanie o oświatę, nawet na szczeblu początkowym, jest czymś bardzo ważnym. Jak Pana zdaniem teraz jest z oświatą na Litwie? Zacznijmy od szkoły średniej…

    Bogusław Grużewski: Całkowicie się z Panem zgadzam. Faktycznie, już wtedy zrozumiano znaczenie oświaty w rozwoju państwa. Jednym ze skutków reform Komisji Edukacji Narodowej było przyjęcie Konstytucji 3 maja, co pokazuje, w jaki sposób oświata wpływa na rozwój intelektualny oraz społeczny kraju. W tej materii przypomina mi się socjolog brytyjski Roger Babson, który jeszcze przed I wojną światową zauważył: „Niemcy wychowały swoją młodzież lepiej niż jakikolwiek inny naród. Opierając się przede wszystkim na swoim systemie edukacyjnym, rozwiniętym w ciągu ostatnich trzydziestu lat, Niemcy zwiększyły swoje bogactwo i władzę szybciej niż Anglia, Francja czy Rosja”. Mówiąc o dniu dzisiejszym, powiem, że sytuacja jest bardzo skomplikowana. Mamy XXI w., który przyniósł gruntowne i globalne zmiany społeczne. Te zmiany mają też wpływ na system oświaty nauczania. Jeśli weźmiemy przełom wieku XIX i XX, od kiedy rozpoczyna się współczesny model nauczania, to wtedy był on skierowany na zdobycie elementarnej wiedzy. Celem szkoły było to, aby uczniowie stali się piśmienni i więcej poznali. 

    W II połowie XX w. zrozumiano, że ważna jest nie tylko sama wiedza, lecz także umiejętność posługiwania się nią, praktyczne zastosowanie. Wówczas zaczęto kłaść nacisk na to, jak posiadaną wiedzę można zastosować w życiu. Teraz mamy kolejny etap, kiedy ważne jest nie tylko posiadanie i posługiwanie się wiedzą, lecz także zdobywanie informacji, samodzielna zdolność uczenia się. Niby wszystko jest w porządku. Ludzkość się rozwija i dlatego następuję zmiany w nauczaniu. Niestety, moim zdaniem, zmiany zachodzące w oświacie nie odzwierciedlają realnych zmian, które zaszły w naszym życiu. W końcu XX w. mieliśmy do czynienia z nową sytuacją, ponieważ powstała różnica pomiędzy rozwojem efektywności ekonomicznej (rozwojem gospodarczym) a rozwojem ogólnoludzkim (rozwojem społecznym). 

    Czytaj więcej: Odznaczeni Polacy za zasługi dla Litwy: prof. Grużewski i Ewelina Mokrzecka

    Co ma Pan na myśli?

    Powstała rozbieżność pomiędzy dążeniem do rozwoju społecznego a rozwojem ekonomicznym, którego podstawą jest efektywność działalności gospodarczej, czyli taniej produkować i drożej sprzedawać. Jeśli nadal będziemy iść drogą, którą kroczyliśmy do końca XX w., to trafimy w ślepy zaułek. Wiek XX stawiał na zwiększenie produkcji i konsumpcji, co doprowadziło do problemów ekologicznych oraz bezmiernie zwiększyło nierówność społeczną. Bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni biedniejszymi. Trudno uwierzyć, że skala nierówności w płaszczyźnie światowej na początku XXI w. była wyższa niż w połowie XVIII w. (jak wynika z badań OECD). Taki system, stan i tendencja prowadzą nas do zagłady. Bo rozwarstwienie społeczne jest podstawową przyczyną wszelkiego rodzaju wybuchów społecznych. O czym mówię? Nie możemy nauczać dzieci w ten sam sposób, w jaki nauczaliśmy dotychczas. Na przykład, jeśli wykształcimy dobrych inżynierów czy ekonomistów, ale w sposób należyty nie zaszczepimy im wartości społecznych, empatii oraz zdolności współczucia, nie zaszczepimy im wartości ogólnoludzkich, to będą produkować dużo i dobrze, ale ta produkcja będzie pozbawiona pierwiastka społecznego.

    Czyli będą stawiali na maksymalny zysk, który będzie pozyskany kosztem innych spraw. Na przykład kosztem relacji międzyludzkich czy spraw ekologicznych…

    Dokładnie. Ale może być znacznie gorzej. Na przykład będą generowali zysk kosztem zatrudnienia. Może dojść do sytuacji, kiedy będzie opłacało się zwolnić 10 lub 100 osób, zamiast których zostaną uruchomione roboty, które wygenerują ten sam zysk. Co w takim wypadku zrobimy z tymi zwolnionymi osobami? Bo trzeba pamiętać, że to nie jest tylko jedna osoba, za nią najczęściej stoi rodzina. A co z ekologicznie brudną, ale wielce zyskowną produkcją, jeżeli kary za zanieczyszczenie atmosfery lub gleby są niższe niż zyski? Dlatego bardzo ważne jest, aby na samym początku u ludzi zarządzających produkcją w głowie było poczucie odpowiedzialności społecznej. Odpowiedzialność społeczna obejmuje również kwestie z zakresu ochrony przyrody.

    Pamiętamy sprawę, kiedy przedsiębiorca w branży papierniczej spuścił ścieki do Zalewu Kurońskiego. Wedle logiki neoliberalnej – to wszystko było w porządku, ponieważ wytworzył zysk niższymi kosztami, oszczędzając na technologiach oczyszczających. Inny przykład to nasz obywatel Šarūnas Stepukonis, o którym jest głośno w przestrzeni medialnej. Mamy człowieka podejrzanego o to, że przegrał w kasynie ponad 30 mln euro, które należały do funduszu inwestycyjnego. Problem polega nawet nie na tym, że przegrał te pieniądze, tylko w tym, że je przywłaszczył. Abstrahując od bieżącej sprawy, zastanówmy się, jakim człowiekiem jest Stepukonis? Jest to człowiek, który 12 lat spędził w którejś z naszych szkół.

    Czytaj więcej: Litwa może zakazać reklam hazardu. Psycholog Juchniewicz: „To niepełne rozwiązanie”

    I co z tego wynika?

    Nie znam tego człowieka. Niemniej możemy założyć, że był dobrym uczniem. On przecież nie od razu przegrał te pieniądze, tylko początkowo je musiał zebrać. Stworzenie takiego funduszu i zarządzanie nim wymaga odpowiednich walorów intelektualnych, obszernej wiedzy. Teraz zastanówmy się, jaki jest sens uczenia przez 12 lat człowieka, który w przyszłości ciebie okradnie. Te pieniądze, które on przegrał, przecież mogły należeć do jego nauczycieli, jego rodziny, jego babci emerytki, czyli okradł tę część społeczeństwa, która go wychowała i postawiła na nogi.

    Czy to jest wina szkoły?

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    A kogo innego?

    Nie wiem, może to wynika z charakteru, może z rodziny…

    Tu się nie sprzeczam. Być może to już było zakodowane u niego na poziomie genetycznym. Być może to wyniósł z ulicy. Być może z rodziny. Faktycznie, kiedyś rodzina była czynnikiem najważniejszym w kształtowaniu osobowości. Teraz rola rodziny znacznie się zmieniła. Bardzo duża liczba osób wychowuje się w rodzinach niepełnych, co automatycznie ogranicza normalny tryb wychowania dziecka. Jednak i w rodzinach pełnych stosunki pomiędzy rodzicami bywają niezgodne lub konfliktowe. Rodzice bardzo często nie stają się przykładem dla dziecka. Dlatego, moim zdaniem, ciężar wychowania człowieka spoczywa na szkole. Oczywiście, nikt nie może zagwarantować, że po szkole człowiek nie skręci na drogę przestępczą. Niemniej przez te 12 lat nauki możemy zauważyć pewne jego cechy i skierować go w odpowiednią stronę. Przykładowo, obecnym studentom ekonomii lub prawa nie jest wykładana teoria społecznej odpowiedzialności biznesu, która polega m.in. na tym, że na etapie budowania strategii rozwoju gospodarczego (np. własnej firmy) planujemy nie tylko koszty i zysk, ale jednocześnie uwzględniamy interesy społeczne oraz ochronę środowiska. Teraz, kiedy mamy do czynienia z kryzysem demokracji, nacisk na tę teorię powinien być wielokrotnie większy niż kilkadziesiąt lat temu, kiedy ta teoria powstała. Dlatego już w szkole musimy kłaść większy nacisk nie tylko na wiedzę, kapitał intelektualny, lecz także na kapitał emocjonalny. Niestety, szkoła litewska – zresztą nie tylko litewska, ale ogólnie europejska lub zachodnia – bardzo mało czasu poświęca na rozwój emocjonalny człowieka, a przecież rozwój emocjonalny coraz bardziej wpływa na pomyślną karierę każdego z nas.

    Dziś dla studenta jest czymś drugorzędnym, kto prowadzi wykład, czy to profesor, czy rektor. Ważne jest, aby osoba prowadząca wykład potrafiła studenta zainteresować
    | Fot. Marian Paluszkiewicz

    W jaki sposób?

    Spójrzmy, jak nasza rzeczywistość się zmienia. Dzisiaj wykształcenie, nawet to najlepsze, nie gwarantuje zatrudnienia. Jeśli spojrzymy na osoby zarejestrowane w urzędach pracy w Wilnie, Warszawie lub Sztokholmie, to zobaczymy tam bezrobotnych z wyższym wykształceniem. Mamy więc kardynalną różnicę w porównaniu z wiekiem XIX lub I połową wieku XX. Wówczas wykształcenie gwarantowało zatrudnienie. Inna kwestia to wykształcony zdobyty zawód. Dzisiaj posiadania nawet najbardziej potrzebnego zawodu nie chroni przed ubóstwem, problemami finansowymi lub niezadowoleniem emocjonalnym (dotyczy to np. lekarzy).

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Ale czy możemy porównać sytuację obecną z sytuacją sprzed stu lub więcej lat? Sama struktura społeczna się zmieniła. O ile nauczanie podstawowe lub początkowe było dosyć powszechne, to jednak wykształcenie wyższe oraz późniejsza posada w dużym stopniu były ograniczone dla wąskiej grupy społecznej. Dla elity…

    Faktycznie wówczas, w odróżnieniu od teraźniejszości, nie było takiej windy społecznej. Mieliśmy taki okres, kiedy dzięki intelektowi, aktywności społecznej lub aktywności biznesowej można było osiągnąć sukces. Teraz wykształcenie nie gwarantuje zatrudnienia, a kiedy masz zatrudnienie, bardzo często jest tak, że dochód ciebie nie zadowala. Jest jeszcze jeden problem. Dajmy na to: człowiek ma wykształcenie, ma zatrudnienie, ma odpowiedni dochód, ale nie ma satysfakcji ze swojej pracy, z tego, co robi. Mamy fenomen na skalę światową, który został nazwany kryzysem ćwierćwiecza (quarter life crisis). To zjawisko dotyczy osób w wieku od 25 do 35 lat, kiedy młodą osobę opanowuje depresja, niepewność, brak motywacji oraz niezadowolenie z otoczenia i własnej osoby. Teraz widzimy, że to zjawisko dotyczy coraz młodszej grupy społecznej (od 16 do 18 lat), już na poziomie ostatnich lat gimnazjum. Niby mamy wszystko – dostęp do wykształcenia, zatrudnienia, rozrywek itd. Mamy różne możliwości wskoczenia do windy społecznej, ale to wszystko nie daje satysfakcji życiowej młodym ludziom. Wszystko, co jeszcze w końcu XX w. było uważane za szczyt pragnień i możliwości, dzisiaj jest niedostateczne i niezadowalające.

    A więc co trzeba zrobić?

    Celem wychowania kapitału emocjonalnego jest to, żeby człowiek nie trafił w stan frustracji życiowej (tym bardziej w młodym wieku), aby rozumiał siebie, obiektywnie oceniał swoje możliwości i umiał racjonalnie zagospodarować swoje zdolności oraz umiejętności. Dzisiejsza szkoła powinna mieć inny model rozwoju, w centrum którego, obok tradycyjnego rozwoju intelektualnego, ma być rozwój emocjonalny. Koniecznym celem jest stworzenie dla każdego absolwenta szkoły średniej społecznie zaangażowanej wizji (ścieżki rozwoju) swego szczęśliwego życia. 

    Na czym to polega?

    Załóżmy, że mamy osobę, która na poziomie genetycznym ma charakter agresywny. W procesie nauczania na poziomie początkowym możemy ujawnić te cechy i ukierunkować ucznia w odpowiednią stronę. Taka osoba raczej nie będzie mogła pracować w instytucji, gdzie ważna jest spokojna praca kolektywna. Jednak taka osoba może się sprawdzić w wojsku lub w pewnych dyscyplinach sportowych, gdzie jej cechy charakteru będą atutem, a nie wadą. Kiedy szkoła wyłowi odpowiednie cechy, to wówczas musi ułożyć odpowiedni model dla danej osoby, z odpowiednimi przedmiotami. To nie oznacza, że nie będą potrzebne takie przedmioty, jak chemia, biologia czy fizyka. Ale możemy uświadomić tej osobie, że chemia czy biologia nie jest jakąś abstrakcją, tylko przedmiotem, który ma zastosowanie życiowe. Na przykład chemia czy biologia to jest zrozumienie fizjologii układu krwionośnego człowieka. To może mu przydać się w treningach. Musimy go zainteresować, aby poznał pewne dziedziny. To są szczegóły. Bo, jak już mówiłem, po pierwsze, to szkoła każdemu dziecku ma dać wizję szczęśliwego życia. Po drugie, dać szacunek względem własnej osoby i swego otoczenia społecznego (w pierwszej kolejności rodziców i rodziny), czyli uczeń po ukończeniu szkoły musi znać dziedzinę, w której poczuje się najbardziej spełniony. Rozumiem, że brzmi to dość fantastycznie, ale po prostu nie mamy innego wyjścia. Nasilanie się kryzysu ćwierćwiecza wśród młodzieży oraz zmiany ekologiczne i napięcia społeczne, które coraz bardziej zagrażają naszym społeczeństwom, potrzebują od nas radykalnych zmian.

    Ważne jest, aby na samym początku u ludzi zarządzających produkcją w głowie było poczucie odpowiedzialności społecznej
    | Fot. Marian Paluszkiewicz

    W takim razie zmianę systemu oświaty trzeba zaczynać nie od szkoły, ale od zmian w kształceniu nauczycieli?

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Na pewno potrzebni też są nowi nauczyciele od rozwoju kapitału emocjonalnego, jednak obstawiałbym inny scenariusz. Realizację tych zmian możemy rozpocząć już teraz. Nie możemy jednak natychmiast wprowadzić tych zmian powszechnie w naszych szkołach, bo zwyczajnie nam zabraknie pedagogów. Możemy jednak wziąć kilka szkół. Na przykład, gdzie są lepsze wyniki czy większe zaangażowanie grona pedagogicznego. Trzeba rozumieć, że ten problem nie jest czymś nieznanym. Dużo nauczycieli i administracji szkół dostrzega go. Wiem o tym, ponieważ jestem zapraszany do różnych szkół na terenie całego kraju. Nauczyciele to rozumieją, ale nie mogą za wiele zrobić, ponieważ są odpowiednie wymagania i regulacja administracyjna. Dlatego Ministerstwo Oświaty powinno zgodzić się na odpowiedni eksperyment w obrębie kilku szkół. W klasach 1–4 z uczniami powinni pracować dwaj pedagodzy. Z jednej strony pedagog klasyczny, z drugiej – pedagog-psycholog, który pracuje wyłącznie nad kapitałem emocjonalnym małego człowieka. Wyławiając pewne cechy ucznia, pedagog-psycholog powinien zagospodarować jego działania w czasie wolnym. We współczesnym modelu kształcenia czas wolny od nauki powinien stać się integralną częścią procesu nauczania. Bo jeśli uczeń jest zdolny, to szkoła może mu dużo dać. Kiedy uczeń jest mniej zdolny, w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – da mniej. Zadaniem procesu kształcenia podstawowego jest wyrównanie szans do osiągnięcia szczęśliwego życia dla każdego ucznia, nie zważając na jego pochodzenie społeczne, stan materialny rodziny czy własne zdolności intelektualne. Taki powinien być podstawowy wymiar jutrzejszej szkoły. Kariera ma być częścią rozwoju tożsamości człowieka. Tak było kiedyś, że uprawianie pewnego zawodu lub zajmowanie wyższego (kierowniczego) stanowiska dawało poczucie zadowolenia z życia i satysfakcję. Teraz najważniejsze jest wychowanie w człowieku zdolności obiektywnego rozumienia swoich potrzeb i możliwości, a jeszcze bardziej – zdolności doceniania własnej wartości oraz przeżywania satysfakcji (zadowolenia) z tego, co się robi i co się posiada. Tak naprawdę, już teraz jest mnóstwo opracowań i modeli do kształcenia kapitału emocjonalnego (również dostosowanych do warunków litewskich), potrzebna jednak jest wola polityczna do ich usystematyzowania i powszechnego użytku w procesie edukacyjnym. Jeśli początkowo dotyczyłoby to kilku szkół, to z czasem można byłoby liczbę tych szkół systematycznie zwiększać.

    Czy dobrze rozumiem, że koncepcja pańskiego modelu polega na tym, aby wyeliminować presję społeczną polegającą na autorytetach formalnych?

    Tak, to coś podobnego. To już się dzieje. Widzę to jako wykładowca. Teraźniejszy student nie zwraca większej uwagi na „regalia”. Jest czymś dla niego drugorzędnym, kto prowadzi wykład. Czy to jest profesor, czy rektor. Ważne jest, aby osoba prowadząca wykład potrafiła studenta zainteresować. Dlatego kształcenie od najmłodszych lat ma polegać na tym, aby uczeń nie czuł się w życiu gorszym i poznał dziedziny, w których mógłby doskonalić to, co mu się udaje najlepiej. 

    Powróćmy do współczesnego rozumienia kariery. Pan zauważył, że kiedyś o sukcesie decydowało zajmowane stanowisko lub zawód. A jakie są modernistyczne tendencje i rozumienie udanej kariery?

    No, właśnie. I tutaj są radykalne zmiany. We współczesnym i coraz bardziej rozpowszechnionym rozumieniu pomyślnej kariery jej miernikiem nie są cechy zewnętrzne – dla przykładu: stanowisko, wielki dom z basenem lub najnowszy model auta – ale stopień zadowolenia z tego, co robię, czyli stan wewnętrzny. Często współczesne rozumienie kariery jest utożsamiane z efektywną samorealizacją. Taki model zakłada, że człowiek, po pierwsze, sam tworzy scenariusz swego życia. Po drugie, sam gra główną rolę według scenariusza. Po trzecie, sam ocenia odegraną rolę, wystawia oceny i wnosi korekty. Wydaje się, że jest to łatwe do zrobienia. Problem jednak polega na tym, że nikt nie daje młodemu człowiekowi takiego instrumentu, aby zrealizować te trzy rzeczy. Na tym właśnie polega rola szkoły, aby w głowie każdego ucznia stworzyć odpowiedni instrument do efektywnego zarządzania swoją karierą, żeby nie wpadał w depresję przy większych lub mniejszych niepowodzeniach. Życie jest takie krótkie, więc wszyscy razem powinniśmy dbać o to, aby każdy z nas przeżył jak najwięcej pięknych i radosnych chwil. Odpowiednie wiedza i kompetencje mogą być w tym bardzo pomocne.


    Bogusław Grużewski (ur. 17 października 1962 r. w Wilnie) – w 1985 r. ukończył Uniwersytet Wileński, uzyskując specjalność ekonomista-matematyk. W 1990 r. na uniwersytecie w Moskwie obronił pracę doktorską i uzyskał stopień doktora nauk społecznych. W 2009 r. na Uniwersytecie Michała Römera przeszedł procedurę habilitacyjną, od 2010 r. jest profesorem Uniwersytetu Wileńskiego. Dyrektor Instytutu Pracy i Badań Socjalnych. W pracy naukowej zajmuje się m.in.: problematyką rynku pracy, bezrobocia, regulacji zatrudnienia i dialogu społecznego. Jest autorem kilkudziesięciu prac naukowych i analiz oraz artykułów w czasopismach krajowych i zagranicznych poświęconych tej tematyce. Brał udział w wielu międzynarodowych konferencjach i seminariach naukowych. Kierował programami badawczymi i rozwojowymi w dziedzinie rynku pracy i zatrudnienia. Należy do Europejskiego Stowarzyszenia Ekonomistów Pracy, Bałtyckiego Stowarzyszenia Demografów oraz Stowarzyszenia Naukowców Polaków Litwy, w którym w latach 2011–2014 pełnił funkcję prezesa. Członek Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi RP (2015).

    Czytaj więcej: Prof. Bogusław Grużewski: „Szczęście zależy od włożonego wysiłku” (1-2)


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 14 (41) 13-19/04/2024

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Eurowizja: narodowy sport, popkulturowa religia czy narzędzie do uprawiania polityki?

    Zwycięzcą tegorocznej Eurowizji został szwajcarski raper i muzyk Nemo Mettler, który wykonał piosenkę „The Code”. Co ciekawe, do tego sukcesu przyczynili się też Polacy – współproducentami utworu są m.in. Wojciech Kostrzewa i Nikodem Milewski. Litwę w tym roku reprezentował piosenkarz...

    Rosyjskie dywersje elementem rzeczywistości. Ekspert: „Sytuacja jest pod kontrolą”

    Ekspert od hybrydowych zagrożeń i wykładowca Uniwersytetu Wileńskiego, Wiktor Denisenko, uważa, że dywersje rosyjskie na terytorium państw UE nie są żadnym zaskoczeniem. — Niewykluczone, że Kreml chciał, aby społeczeństwa naszych krajów dowiedziały się, że są to akty dywersyjne. Sama rozmowa...

    Zmiana granic w Morzu Bałtyckim: Rosja siebie zdyskredytowała

    Co prawda, we środę 22 maja, po południu na stronie rosyjskiego ustawodawstwa zniknęły informacje o planowanych zmianach wód terytorialnych. Wcześniej burzę medialną i krytykę polityków wywołał przygotowany przez Ministerstwo Obrony Rosji projekt legislacyjny, który zakładał zmianę granicy na Morzu Bałtyckim....

    Ruszyło głosowanie przedterminowe

    19 maja Główna Komisja Wyborcza (VRK) ostatecznie zatwierdziła wynik I tury wyborów prezydenckich. Zwycięzcami oficjalnie zostali ogłoszeni Gitanas Nausėda i Ingrida Šimonytė. Urzędujący prezydent w I turze zdobył 43,95 proc. głosów, natomiast szefowa rządu — 20,05. Dwoje kandydatów, podobnie...