10
Julitta Tryk — pół wieku z gazetą: praca i pasja

Z Kalwarią jest związana od dzieciństwa Fot. Marian Paluszkiewicz

Na pewno na Litwie niewielu znajdzie się dziennikarzy, którzy równo pół wieku poświęcili temu trudnemu a tak ciekawemu zawodowi, który nie sposób zdobyć wraz z ukończeniem studiów. Zdobywa się go wraz z każdą nową publikacją, z każdym tematem, tym — jak określamy — dyżurnym, codziennym oraz tym wynoszonym w sercu, tym, co dla danego człowieka jest tak ważny.

Bo jest to rzeczywiście dar losu, że człowiek może robić to, z czym był związany od dzieciństwa. Tak jest w przypadku naszej koleżanki redakcyjnej Julitty Tryk, która od lat na łamach „Kuriera” prowadzi tematykę religijną oraz nie omieszka opisać każdego wydarzenia związanego z Kalwarią, miejscem jej dzieciństwa. Nic więc dziwnego, że każdy szczegół tego swoistego sanktuarium  przypomina, każdy cieszy.

Ani jej rodzina, ani ona sama nie zapomną nigdy chwili, kiedy Kalwaria przez sowietów została wysadzona w powietrze. Oczywiście, że Jola pisała o tym. Jak też o innych wydarzeniach, już na szczęście radośniejszych — odbudowie, świętach, imprezach… Rezultatem jest jej 36 artykułów poświęconych temu unikalnemu miejscu, publikacja w edycji pt. „Kalwaria” wydanej staraniem dyrekcji parków regionalnych w Werkach i Pavilnysie, wywiady w radiu…
Dlaczego dziś przypominamy o tym?

Zupełnie niedawno w kościele pw. Odnalezienia Krzyża Świętego, zwanego potocznie Kalwaryjskim, ksiądz proboszcz Virginijus Česnulevičius odprawił Mszę Świętą Dziękczynną za półwiecze jej pracy. Wiele serdecznych słów padło wówczas pod adresem dziennikarki — od kapłanów, przyjaciół, znajomych, a jej mieszkanie upiększa obecnie obraz Jezusa Miłosiernego, dar kapłanów tej świątyni.

Życiorys twórczy Joli rozpoczął się o wiele wcześniej aniżeli w jej książeczce pracy znalazła się pieczątka z zapisem, że jest na etacie w ówczesnym „Czerwonym Sztandarze”. Pierwszą wzmiankę napisała za namową znajomej Tamary Justyckiej, która już współpracowała z gazetą. To ona zaproponowała naówczas uczennicy klasy XI dawnej 19 (dziś Szkoła Średnia im. Syrokomli), by napisała do rubryki młodzieżowej „Sprawy moje, twoje, nasze”, jaką dział szkół i młodzieży prowadził.

Tak to się zaczęło, początkowo może nieco z zabawy, może trochę z tej młodzieńczej ciekawości, by zobaczyć swój podpis w gazecie.

A potem obok drogi życiowej – poprzez naukę w szkole zawodowo-technicznej, pracę w charakterze radiomontażystki w popularnej wówczas Fabryce Maszyn Obliczeniowych, studia polonistyczne w Wileńskim Państwowym Instytucie Pedagogicznym — była droga twórcza. Były notatki z tego, co nurtuje, co boli, czym młodzież żyje. Pisała, dyskutowała w „Szkole młodego korespondenta”, która przez wiele lat w „Sztandarze” istniała.

Do tej to szkoły dojeżdżała z Wielkiej Kosiny, miejscowości odległej o 5 kilometrów od Szumska, w której w ciągu czterech lat pracowała jako nauczycielka.
„Wtedy to — jak dziś przypomina — napisała do „Trybuny Nauczycielskiej”.

— Ówczesna kierowniczka tego działu Eliszewa Kancedikienė, kiedy przyniosłam do redakcji kolejną publikację, powiedziała: „A czy nie chciałaby pani pracować w gazecie?”. Od razu się zgodziłam, chociaż dobrze wiedziałam, że w domu dostanę burę, bo praca w partyjnej naówczas gazecie w naszej rodzinie była bardzo źle widziana — mówi Julitta.

Chyba pierwszy raz, jak żartuje, oparła się rodzicom i może to zabrzmi trochę niepedagogicznie — nigdy nie żałowała i nie żałuje po dziś dzień tej decyzji.
Rodzice, od dawna już nieżyjący ojciec Jan Tryk i mama Helena z domu Michałowska, szybko to córce nie tylko wybaczyli, ale z  radością czytali jej artykuły o Kalwarii, tej samej, do kościoła której wiodą schody wykonane przez ojca Heleny – Antoniego Michałowskiego.

Zresztą pisała i pisze nie tylko o tym kościele, ale o wielu innych, które wraz z odzyskaniem niepodległości śmiało otworzyły przed wiernymi swoje podwoje.
Tematyka religijna w jej sercu żyła cały czas. Nie pasywnie, w latach sowieckich nielegalnie rozpowszechniała Katechizmy dla dzieci w Kazachstanie i na Białorusi (przepisywane w językach polskim i rosyjskim). O tym etapie na pewno powstałby osobny artykuł, bo przecież to były inne lata, inne czasy, kiedy siostra zakonna, by je zabrać, pukała do jej okna tylko nocą.

To tylko jedna strona działalności Julitty. Fakt, że jest znawcą Kalwarii jak mało kto w kraju, nie jest rzeczą kurtuazyjną. Nieprzypadkowo ostatnio otrzymała prośbę z Departamentu Zabytków Kultury Litwy, by udostępniła swoje materiały archiwalne dotyczące Kalwarii Wileńskiej.

Po dziś dzień na łamach „Kuriera” regularnie ukazują się jej artykuły na wyżej wymienione — i nie tylko — tematy.

…Półwiecze? Czyżby aż tyle lat były nierozłączne: ona i gazeta.

Młodzi czasami dowcipkują – czyżby tyle lat można być wiernym jednemu pismu – pismu, które, kiedy zaczęła pracować, „Czerwonym Sztandarem” się nazywało oraz obecnemu jego „potomkowi” — „Kurierowi Wileńskiemu”, który jest nie tylko miejscem jej pracy, ale potrzebą serca.

10 odpowiedzi to Julitta Tryk — pół wieku z gazetą: praca i pasja

  1. ben mówi:

    Zdrowia życzę!

  2. Jagoda mówi:

    Złotym piórem pisane słowa gratulacyjne niech płyną pod adresem Wielkiej Dziennikarki! Z uszanowaniem, fanka Sz. P. Jullity.

  3. tomasz mówi:

    50 lat. Piękny wynik. Wszystkiego dobrego z tej okazji Pan i Julitto.

  4. pani mówi:

    Tak, tak. eszcze w Cz. Sztandarze publikacje o wileskich zabytkach budziy w pionierach polonusach i, nawet komsomolcach, i religijno, wraz z ni potrzeby duchowe i patryotyzm, a z nim – potrzeby intelektualne. A dzis sakrlna antroplogia Julitty Tryk podtrzymuje wiare w zycie wieczene Czlowieka. Teksty Julitty wciaz sa bardzo mlode duchem bo kazdy jest swiezy jak wiosenny klomb – czekasz jak on rozkewitnie w samym srodku lata.

  5. Bardzostarypielgrzym mówi:

    Ach ten niezastąpiony “Czerwony Sztandar” – kuźnia litewkich polskojęzycznych dzienniarzy! Choć była też “Kobieta Radziecka” -podobno jedyne pismo dla kobiet we wspaniałym ZSRR. A w Polsce do tej pory chwalą sobie także “Sztandar Młodych”, w którym terminowali prawie wszyscy TW dziennikarze, np. taki tuz jak D. Passent TW John od 6.07.1964 – to były czasy!

  6. Kmicic mówi:

    Oby nam jak najdłużej pisała.
    Szanowna jubilatka jest jedna z tych osób ,obok których przechodzi się z uśmiechem.

  7. B. mówi:

    Pozwolę sobie uściślić:pani Julitta Tryk przyszła do redakcji w roku 1973, więc z tą arytmetyką i tym półwieczem coś nie tak.
    Ale 38 lat – to też piękny kawał czasu, więc przyłączam się do gratulacji.

  8. ben mówi:

    do 5:
    Imputujesz pani Julitcie?
    Fe! Nieeeładnie!

  9. No mówi:

    Do B:
    Z dzialu “Kontakty” KW: “Z redakcją ówczesnego „Czerwonego Sztandaru” zaczęła współpracować od roku 1961, początkowo jako członek kółka literackiego.”
    To o pani Jullicie, apropo’s.

  10. Maur Litwin mówi:

    Czerwony Sztandar, Zielony Sztandar, Chłopska Droga, Trybuna Ludu, Głos Koszaliński, Głos Słupski, NOWE CZASY- to, o ile pamięć mnie nie zawodzi, standardowy zestaw prasy -z pieczątką CZYTELNIA- kierowanej do wiejskich Klubów “RUCHU”. Nie mam pojęcia czy tak było w całej PRL.
    Pomijając, już tu zupełnie nieadekwatny profil polityczny ówczesnych gazet, Czerwony Sztandar był jedynym źródłem jakichkolwiek wieści ze stron rodzinnych wielu tzw. “repatriantów”. Nie było ich wiele. W każdym razie moja mama (prowadziła taki klub) pilnowała aby w zestawie prasy czekającej na moją comiesięczną przepustkę ze szkoły nie zabrakło tej gazety.
    Dziś, po kilkudziesięciu latach, powyższy artykuł uświadamia mi wieloletni i jednostronny kontakt z jego bohaterką …

    Wszystkiego najlepszego Pani Julitto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.