Polsko-litewska unia Rodowiczów — Radavičiusów

350
Maryla Rodowicz i Žylvinas Radavičius mają wspólnych przodków Žylvinas Radavičius
Maryla Rodowicz i Žylvinas Radavičius mają wspólnych przodków Žylvinas Radavičius

Rodzina Rodowiczów — Radavičiusów jest dowodem tego, jak bliskie są sobie Polska i Litwa nie zważając na to, że dzisiaj to są dwa odrębne niepodległe państwa, stosunki między którymi ostatnio układają się nie najlepiej.

W najbliższy czwartek, 13 sierpnia, w wileńskim kościele św. Franciszka z Asyżu, nazywanym dawniej Bernardyńskim, odbędzie się uroczyste poświęcenie ołtarza św. Dydaka, na którego odrestaurowane złożyła się cała rodzina Rodowiczów — Radavičiusów. Do tej akcji włączyła się również słynna polska piosenkarka Maryla Rodowicz.

—Kiedy padło hasło, żeby odrestaurować zniszczony filar z ołtarzem św. Dydaka w kościele Bernardynów, bez wahania włączyłam się do tej akcji — mówi Maryla Rodowicz. Z Wilnem łączą ją silne więzy.

— Mama urodziła się w Wilnie, ojciec pracował na Uniwersytecie im. Stefana Batorego. Dziadkowie mieli aptekę „Pod Łabędziem”, koło Ostrej Bramy. Niedawno została zlikwidowana. W kościele Bernardynów mama przystąpiła do pierwszej komunii. Na Bernardyńskim cmentarzu pochowani są: mój dziadek, pradziadkowie, siostra mamy — opowiada piosenkarka.

Rodzina zebrała około 15 tys. złotych.

— Spodziewamy się, że na uroczystość przyjedzie kilkudziesięciu członków rodziny. Będzie rodzinny obiad, z kołdunami — mówi Jan Rodowicz, syn Władysława, autora książki „Tryptyk rodzinny: Dzieje rodziny Rodowiczów”. Dzień później na placu Ratuszowym Maryla Rodowicz da koncert w ramach I Światowego Zjazdu Wilniuków.

— Jadą ze mną mąż i syn, który nigdy nie był w Wilnie. Jedzie poznać korzenie i odwiedzić rodzinne miejsca — mówi słynna piosenkarka.

Okazała późnogotycka świątynia z XV wieku przed wojną tętniła życiem. Tu organizowano największe procesje. Tu znajdował się największy w Wilnie kościelny skarbiec. Słynnym chórem „Hasło” kierował prof. Jan Żebrowski — jeden z niewielu polskich inteligentów, którzy nie opuścili Wilna po wojnie.

Ołtarz św. Dydaka, stan obecny Fot. Žylvinas Radavičius
Ołtarz św. Dydaka, stan obecny Fot. Žylvinas Radavičius

W okresie wojny kościół Bernardyński stał się jednym z ważnych punktów dla polskiej konspiracji w Wilnie. Z Armią Krajową ściśle był związany wikary tego kościoła ks. Jan Hlebowicz. Podczas prac konserwatorskich w 1995 roku znaleziono ukryte w kościele archiwum wileńskiego okręgu Armii Krajowej.

W 1949 r. sowieckie władze zamknęły kościół.

— Wnętrze zostało całkowicie zdemolowane. Wywieziono przepiękne, wartościowe obrazy. Rozkradziono skarbiec, rozebrano unikatowe, wykonane z klonu, barokowe ołtarze. Sowieckim zwyczajem urządzono tu magazyn — opowiada Jadwiga Pietkiewicz, była parafianka. Jej ojciec prowadził tu procesje, wujek był zakrystianem. Dopiero w 1994 r. kościół przekazano franciszkanom, którzy go odbudowują.

— Tyle że nabożeństwa odbywają się teraz tylko w językach litewskim i angielskim. Po polsku mszy świętej nie ma… — mówi Jadwiga Pietkiewicz.

Początkowo Rodowiczowie — Radavičiusowie planowali, że sfinansują odbudowę witraży za głównym ołtarzem. Žylvinas Radavičius był inicjatorem odbudowy w 2005 roku przez Królewski Związek Litewskiej Szlachty trzech bocznych witraży w tym kościele.

Gdy franciszkanie pokazali im pozbierane na stos elementy rozebranego, mocno uszkodzonego przez wilgoć ołtarza św. Dydaka, rodziny Rodowiczów i Radavicziusów nie wahały się ani przez chwilę.

— To ród szlachecki, a ludzie szlachetni powinni coś dawać innym. Mimo zmian ustrojowych powinniśmy być przykładem obywatelskiej, bezinteresownej postawy — mówi Žylvinas Radavičius, nauczyciel historii i wychowania obywatelskiego, główny inicjator zbiórki. Nie tylko zresztą zbiórki: obecną, niezwykłą zażyłość ród zawdzięcza jego uporowi.

— Kiedyś podczas koncertu chodził za mną i upierał się, że jesteśmy rodziną. Potem jeździł po wsiach na Żmudzi i szukał dokumentów — mówi Maryla Rodowicz. I znalazł. Stworzył drzewo genealogiczne sięgające 1491 roku i obejmujące 18 pokoleń. Sama linia męska liczy około 250 członków.

— Z Žylvinasem mam wspólnego przodka z 1736 roku. A z Marylą z 1647 roku — dodaje Jan Rodowicz. Jego rodzinę Žylvinas odnalazł, gdy przeczytał książkę Władysława.

Kolebką rodu herbu Radunica, dziś rozrzuconego po wielu krajach, jest Żmudź. Stamtąd do Wilna przyjechali rodzice Žylvinasa. Nie znają polskiego. On sam pierwsze lekcje języka pobierał w Wilnie od sąsiadki, miejscowej Polki.

— Przypuszczam, że ostatnim, który w naszej rodzinie znał polski, był pradziad Bolesław. Dzieje sprawiły, że przedstawiciele rodu są dziś Litwinami, Polakami i Rosjanami — mówi. Jest dumny, że mimo różnic narodowościowych i językowych, rodzinne więzy kwitną. — W podobny sposób mogą się wykazać i inne rodziny. Tylko w kościele Bernardyńskim na restaurację czeka jeszcze kilka zdewastowanych ołtarzy — podkreśla.

Robert Mickiewicz
„Kurier Wileński”

Katarzyna Zuchowicz

„Rzeczpospolita”