Szkoła litewska nie znaczy lepsza

Chociaż ze względu na kryterium ocen ranking szkół „Veidasu” jest oceniany krytycznie, jednak zdaniem kierowników polskich szkół, nawet tak nieprecyzyjne ocenianie placówek wyraźnie wykazuje przewagę polskich szkół nad zakładanymi obok nich konkurencyjnymi placówkami z litewskim językiem nauczania. Fot Marian Paluszkiewicz
Chociaż ze względu na kryterium ocen ranking szkół „Veidasu” jest oceniany krytycznie, jednak zdaniem kierowników polskich szkół, nawet tak nieprecyzyjne ocenianie placówek wyraźnie wykazuje przewagę polskich szkół nad zakładanymi obok nich konkurencyjnymi placówkami z litewskim językiem nauczania. Fot Marian Paluszkiewicz

Ogólnokrajowy ranking szkół na Litwie przeprowadzony przez tygodnik „Veidas” dowodzi przewagę jakościową szkół polskich na Wileńszczyźnie w konfrontacji z zakładanymi odgórnie przez władze centralne konkurencyjnymi wobec polskich szkołami z litewskim językiem nauczania.

Wysokie pozycje polskich gimnazjów i szkół średnich w kolejnym ogólnolitewskim rankingu tego typu placówek oświatowych świadczą, że mimo stałej krytyki i napadów ze strony władz, polska oświata na Litwie jest na dobrym poziomie.

Girl in a jacket

— To jest najważniejsze przesłanie tego rankingu. Wyraźnie widzimy, że tendencja do posyłania dzieci do szkół litewskich, bo tam rzekomo jest lepiej, jest absolutnie błędna. Bo tak naprawdę nie ma żadnych argumentów na usprawiedliwienie takich decyzji — mówi w rozmowie z „Kurierem” Adam Błaszkiewicz, dyrektor wileńskiego Gimnazjum im. Jana Pawła II.

I chociaż dyrektor gimnazjum krytycznie ocenia metodykę rankingowania placówek oświatowych, to zaznacza, że ogólne tendencje ranking w zasadzie odzwierciedla.

— Ranking ocenia wszystkie szkoły na Litwie. Jednak porównywanie wyników szkół, do których nabór odbywa się na zasadzie konkursu, ze szkołami wiejskimi i na prowincji nie może w pełni odzwierciedlać realnego stanu rzeczy. Jednak jeśli porównywać podobne placówki, to tu wyraźnie widzimy, że polskie szkoły są zazwyczaj na znacznie lepszych pozycjach, niż działające obok nich szkoły litewskie, w których większość uczniów stanowią często dzieci z rodzin polskich, rosyjskich, czy też mieszanych — wyjaśnia nam dyrektor wileńskiego gimnazjum.

Jego placówka znalazła się na 60. pozycji w rankingu 499 szkół średnich i liceów całego kraju. Ale ten wynik, niewątpliwie jednej z najlepszych szkół wileńskich, nie jest w rankingu najlepszy. Na 54. pozycji uplasowało się Gimnazjum im. K. Parczewskiego w Niemenczynie (rej. wileński), zaś Szkoła Średnia św. Kazimierza w Miednikach (rej. wileński) zajęła z polskich szkół najwyższą. 40. lokatę.

— Oczywiście cieszy nas tak dobra ocena, ale nie ona wyznacza nasze priorytety — mówi w rozmowie z „Kurierem” Mieczysława Pietkiewicz, dyrektorka miednickiej szkoły, — Pracujemy z oddaniem, starając się przekazać naszym uczniom najlepszą wiedzę. I to daje dobre rezultaty. A takie rankingi jedynie nas o tym przekonują, chociaż do kryteriów ocen w tym rankingu można mieć wiele zastrzeżeń.

Kierownicy polskich placówek są jednak zgodni, że ogólny ranking szkół dowodzi przewagi jakościowej szkół polskich na Wileńszczyźnie w konfrontacji z zakładanymi odgórnie przez władze centralne konkurencyjnymi wobec polskich szkołami z litewskim językiem nauczania.

Tak dla przykładu porównajmy polskie i litewskie gimnazja w Niemenczynie. Wspomniane na 54. pozycji Gimnazjum im. K. Parczewskiego w Niemenczynie jest aż o 173 pozycji wyżej niż inne niemenczyńskie Gimnazjum im. Giedymina z litewskim językiem nauczania, które uplasowało się dopiero na 227. pozycji.

Również kowalczucka (rej. wileński) polska Szkoła Średnia im. Stanisława Moniuszki (61. pozycja) wyprzedza o ponad 100 punktów powołaną w Kowalczukach powiatową szkołę średnią z litewskim językiem nauczania, która zajęła dopiero 165. miejsce.

Podobnie jest w Landwarowie (rej. trocki), gdzie polska Szkoła Średnia im. H. Sienkiewicza (71. miejsce) jest aż o 289 pozycji wyżej niż litewska placówka im. M. Šimelionisa (360. miejsce). Również w samych Trokach polska szkoła średnia jest o głowę na lepszej pozycji niż zajmuje w rankingu litewskie Gimnazjum im. Witolda Wielkiego — odpowiednio 64. i 175. miejsce.

Spektakularnie też wygląda przewaga solecznickiego Gimnazjum im. J. Śniadeckiego nad Gimnazjum Tysiąclecia, które od założenia podlega bezpośrednio opiece Ministerstwa Oświaty i Nauki, i od założenia też miało stanowić konkurencję dla polskiej placówki, toteż jest uznawane za jedną z najlepiej, jeśli nie najlepiej uposażoną szkołą średnią na Litwie (m. in. dysponuje własnym basenem). 333. miejsce Gimnazjum Tysiąclecia wobec 191. pozycji Gimnazjum im. J. Śniadeckiego świadczy jednak, że uposażenie placówki niekoniecznie musi przekładać się na jakość nauczania. Podobnie zresztą było w ubiegłorocznym rankingu, aczkolwiek jeszcze rok wcześniej obie placówki znajdowały się w nim blisko siebie.

Ranking, który ocenia prawie wszystkie szkoły średnie i gimnazja, co roku przeprowadza tygodnik „Veidas”. Podstawowym kryterium ocen w rankingu jest liczba absolwentów, którzy wstąpili na wyższe uczelnie litewskie podczas pierwszego etapu rekrutacji oraz liczba uczniów, którzy dostali się na uczelnie zagraniczne. Autorzy rankingu tłumaczą, że to kryterium świadczy o poziomie nauczania w szkołach, gdyż pokazuje, jaka liczba uczniów jest od początku motywowana do ubiegania się na konkretne studia. Tymczasem tzw. druga fala, zdaniem tygodnika, świadczy jedynie o tym, że absolwenci, którzy nie mieli motywacji, w ostateczności starają się byle jak i byle gdzie dostać się na studia.

Tymczasem dyrektor Adam Błaszkiewicz uważa, że jest to błędna opinia, gdyż wszystkie szkoły są stawiane w jednakowej pozycji.

— Przecież rzeczą naturalną jest, że absolwenci tzw. prestiżowych gimnazjów, gdzie dostają się dzieci z konkursu, czyli umotywowane i zdolne, na dodatek pobierające korepetycje, wstępują na uczelnie wyższe bez większych problemów. Co innego szkoły wiejskie, gdzie uczą się dzieci z różnych rodzin, w tym z rodzin biednych, dla których nieraz problemem jest nakarmić dziecko. I jeśli szkoła potrafi w takich warunkach dobrze wykształcić uczniów, którzy wstępują na studia, być może nie wszyscy, ale większość, to taka szkoła wytwarza w sensie kształcenia większą wartość dodatnią niż potrafi elitarna placówka, która faktycznie nie musi zbytnio się wysilać — uważa dyrektor Błaszkiewicz.

Z kolei Mieczysława Pietkiewicz zaznacza, że nie tylko ważna jest liczba absolwentów, którzy dostali się na studia, ale też nie mniej ważnym wskaźnikiem jest liczba osób, która te studia ukończyła.

— To jest ważne kryterium, lecz w przypadku dużych szkół, szczególnie miejskich, trudno byłoby pozyskać takie informacje — wyjaśnia dyrektorka miednickiej szkoły.