Emigranci przesyłają coraz więcej pieniędzy na Litwę

228
Lwia część dochodów emigrantów pozostaje za granicą Fot. Marian Paluszkiewicz

Według najnowszych obliczeń Banku Światowego litewscy emigranci do końca roku bieżącego mają przesłać na ojczyznę 3,2 mld litów. Suma ta jest o 8,5 proc. większa niż w roku ubiegłym.

Ciekawe jest to, że w roku ubiegłym przesyłanych pieniędzy zmniejszyło się o 16 proc. — jest to prawie tyle samo, o ile w roku 2009 spadła gospodarka Litwy. Pieniądze, które emigranci przywieźli lub przesłali dla bliskich, stanowiły w zeszłym roku około 3,1 proc. całych dochodów kraju.

Główny ekonomista i doradca prezesa „Vilniaus bankas”
Gitanas Nausėda powiedział „Kurierowi”, że przesyłane pieniądze są chyba jedynym pozytywnym wynikiem emigracji.

— Jednak jeżeli na jedną szalę wagi położymy te 3 mld litów, a na drugą ujemne skutki emigracji, to właśnie ta negatywna strona będzie miała dużą przewagę — rozważa Nausėda.

Ekonomista zgodził się z powszechną opinią, że przesyłane pieniądze mogą w ten sposób zwiększyć konsumpcję na Litwie.
Ale zaznaczył też, że dla państwa byłoby bardziej pożyteczne, gdyby emigranci zostali pracować na ojczyźnie.

— Po pierwsze ludzie przecież przesyłają i przywożą nie wszystkie swoje zarobki. Potrzebują przecież pieniędzy na przeżycie i chociażby minimalne rozrywki. Po drugie emigranci płacą podatki w kraju gdzie pracują.
A więc lwia część ich dochodów zostaje za granicą. Natomiast państwo litewskie otrzymuje jedynie podatek od wartości dodanej, kiedy płaci się za usługi lub coś się kupuje na Litwie — mówi Nausėda.

Ekonomista zaznaczył także paradoksalny fakt: podczas gdy obywatele Litwy, w poszukiwaniu lepszego życia, jadą np. do Irlandii, sami Irlandczycy też emigrują — do Wielkiej Brytanii czy Ameryki. Na Litwie z kolei zwiększa się liczba imigrantów.
Jak wynika z najnowszych danych do naszego kraju przyjechało już 129 tysięcy osób. Najczęściej są to Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy.

Jednak Nausėda wątpi, że państwo ma z tego tytułu tego wiele dochodów:
— Większość z nich pracuje w szarej strefie czyli nielegalnie. Nie płacą podatków, a więc praktycznie nie wpływa to znacząco na budżet kraju — mówi główny ekonomista „Vilniaus bankasu”.

Swoimi spostrzeżeniami na temat zysków z emigracji podzieliła się z „Kurierem” również główna ekonomistka banku „DNB Nord” Jekaterina Rojaka:
— Kij zawsze ma dwa końce. Z jednej strony wzrost konsumpcji może pomóc w stabilizacji gospodarki Litwy. Był nawet okres, kiedy przesyłane przez emigrantów sumy były tak duże, że w sumie przewyższały one dotacje z Unii Europejskiej. Z drugiej zaś strony — emigranci nie płacą podatków, a to znaczy, że państwo ponosi duże straty.

Według najnowszych danych, do roku 2010 z Litwy już wyemigrowało 440 tysięcy mieszkańców, czyli 13,5 proc. obywateli kraju, w tym znaczna cześć osób wysoko wykwalifikowanych.

— Swoje wyjazdy do innych krajów deklarowała większa część emigrantów. To znaczy, że takie osoby nie planują powrócić w ciągu najbliższych lat. Grozi to problemami demograficznymi — po 10 latach sytuacja na Litwie może wyglądać gorzej niż dzisiaj. Dlatego władze powinny włożyć wiele wysiłków, żeby      namówić emigrantów do powrotu — mówi Jekaterina Rojaka.

Z kolei Gitanas Nausėda radzi nie tracić nadziei i twierdzi, że są szanse aby zmniejszyć falę emigracji:

— Kraj powoli zaczyna stawać na nogi — statystyka mówi, że w ciągu ostatniego czasu wyjazdy deklaruje coraz mniej osób. A gdy poziom gospodarki nareszcie zacznie wzrastać, pojawią się nowe miejsca pracy. To daje nadzieję, że również emigranci zaczną wracać.