Wojsko bez pójścia do wojska

O godz. 6 rano musieliśmy się stawić na trenin

W Szkole Średniej im. Szymona Konarskiego dzięki staraniom strzelca Pawła Mackiewicza, absolwenta szkoły, odbył się obóz zorganizowany przez Litewski Związek Strzelców (Lietuvos šaulių sąjunga). Jego celem było zapoznanie uczniów z litewską technologią militarną, wyposażeniem litewskiego wojska, działaniem NATO, jak też wypróbowanie siebie w roli żołnierzy.

Tuż po przybyciu do szkoły w ostatni marcowy weekend zostały przez żołnierzy sprawdzone wszystkie bagaże uczniów, po czym każdy podchodził do biurka i wpisywał się na listę obecności. Następnie wszyscy zostali ustawieni w szeregi i poinformowani o prawach i obowiązkach żołnierza, później — odprowadzeni do tymczasowych „koszar”, czyli zwykłej pracowni pozbawionej mebli.

Girl in a jacket
Dowiedzieliśmy się trochę o taktyce, podchodach i znakach umownych

Po jakimś czasie tego samego wieczoru została wywieszona instrukcja postępowania podczas alarmu. Po wielce długim i nużącym dniu — a był to piątek — padł rozkaz snu (tak jest, rozkaz). Nie minęła godzina, a dało się słyszeć chichoty i rozmowy dochodzące z koszar. Dowódca oddziału wszystkich postawił na nogi i rozpoczął grupowe ćwiczenia „nasenne”. Gdy wszystkich ręce zwisały bezwładnie, a nogi nie mogły utrzymać ciężaru ciała, po raz kolejny padł rozkaz ułożenia się do śpiworów. Tym razem nastała grobowa cisza (choć nie do końca, bo wszystkich serca po tak wycieńczających ćwiczeniach biły jak perkusja zespołu rockowego). Z rana o 6:00 niewyspani uczniowie poczłapali na trening, który odbył się na dworze, a później — na śniadanie do koszar. Po kilku godzinach wolnego czasu i wykładów na temat wojska litewskiego, ogłoszono porę obiadową. Wszyscy udali się do klasy, w której miała być rozdawana, gotowana na wodzie kasza (podobno z masłem) i herbata. Następnie cały oddział wraz z dowódcami udał się do audytorium, gdzie ponownie miały być prowadzone wykłady. Gdy wszyscy mieli przynajmniej zielone pojęcie o taktyce, podchodach i znakach umownych, wyszli na dwór, aby zastosować tylko co nabytą teorię w praktyce. Umorusani, zmęczeni i zamaskowani (prawie niezmywającą się farbą) wrócili do koszar. Po jeszcze jednym „lekkostrawnym” wykładzie na temat zastosowania topografii w wojsku, prowadzonym przez samego dowódcę 10-ej placówki strzelców w Wilnie im. Króla Mendoga Dariusa Leinartasa, kolacji i sprawdzeniu higienicznym, wszyscy ułożyli się do snu. Tym razem obyło się bez zbędnego hałasu. O trzeciej godzinie nocy ogłoszono alarm. Zgodnie z instrukcją, oddział ustawił się w szeregu przed audytorium ze spakowanymi dobrami materialnymi. Każdy dostał swoje polecenia i oddział się rozdzielił na poszczególne grupki. Gdy „wróg został pokonany”, uczniowie ponownie ułożyli się do snu. Następnego dnia, w niedzielę, z okazji ostatniego dnia obozu nie było żadnych ćwiczeń, wczesnych pobudek, kar ani szorowania podłóg. Dowódcy wypytali wszystkich o wrażenia i skargi, po czym odprawili „wojsko” do domu.

Nabytą teorię natychmiast stosowaliśmy w praktyce

Takie doświadczenie w życiu człowieka jest wręcz konieczne. W taki sposób zahartowana osoba jest mocniejsza zarówno emocjonalnie jak i fizycznie. Uczestnicząc w tego rodzaju projektach, człowiek zdobywa szacunek do innych i nawiązuje nowe znajomości, dlatego też polecam uczestnictwo w takich obozach dla wszystkich, szczególnie dla młodzieży w wieku szkolnym, która często nie potrafi zaakceptować drugiego człowieka, zrozumieć go.

 

Apolinary Klonowski
ucz. klasy 8a
Szk. Śr. im. Sz. Konarskiego