Wileńscy taksówkarze boją się Zuokasa

140
Kierowcy taksówek skarżą się na brak klientów Fot. Marian Paluszkiewicz

Wilno. Niedzielna noc, czwarta nad ranem. Plac Katedralny. Przyjemne zmęczenie po wesołej imprezie i zero sił. Zamarznięte palce wystukują w telefonie komórkowym cztery cyfry — numer telefonu jednej z wileńskich firm taksówkarskich. Już po trzech minutach wsiadam do czerwonego audi, które ma odwieźć mnie do domu.

W salonie samochodu jest ciepło, taksówkarz uśmiecha się, gdy mówię do jakiej dzielnicy ma jechać.
— Do Balsiai? Fajnie! — mówi mężczyzna, który przedstawił się jako Wadim.

A widząc moje pytające spojrzenie, uściśla swój komentarz:

— Już kilka tygodni wożę klientów najczęściej do Śnipiszek lub Żyrmun. Nie jest to duża odległość. A klientów ostatnio nam brakuje…

Wadim ucieszył się, że dzielnica Balsiai jest dosyć daleko (16-17 km od centrum Wilna) i z tego powodu będzie miał możliwość trochę więcej zarobić. W końcu podróży licznik wskazuje 28 litów. Zapytany o zarobki, taksówkarz znów uśmiecha się, ale tym razem smutno.

Taksówkarze są niezadowoleni z akcji, zainicjowanej przez samorząd Fot. Marian Paluszkiewicz

— Niewiele zarabiam… Mało klientów, eksploatacja samochodu sporo kosztuje. Czasem muszę wykręcić się z 800 litami miesięcznie lub nawet z jeszcze mniejszą sumą. Trochę więcej można zarobić na święta lub w weekendy. Czasem udaje się zarobić kilka dodatkowych litów, gdy ktoś zamawia do domu jakieś towary. Zwykle to robią bawiące się kompanie, gdy kończy się alkohol. Kupuję to, o co prosi klient, dostarczam. Z kolei klient zwraca mi pieniądze za drogę, towar i płaci 10-15 litów za usługę — mówi Wadim.

Trudno uwierzyć, że stołeczni taksówkarze tak źle się mają, gdyż w społeczeństwie ostatnio aktywnie rozpowszechnia się inna opinia.

O chciwości taksówkarzy wśród wilnian już od dawna chodzą różne legendy. Jedne historie są prawdziwe, inne zaś są zbyt niewiarygodne. Na przykład, ktoś wyłudził od naiwnego klienta ponad 100 litów za jazdę od lotniska do centrum miasta (około 5 km), a komuś wystarczyło bezczelności, aby zażądać 125 litów za kurs z centrum Wilna na ul. Lwowską. Czyli z centrum do… centrum.

Najczęściej nabrać się nieuczciwym taksówkarzom dają zbyt ufni obcokrajowcy lub obywatele naszego kraju, którzy nadużyli napojów wyskokowych.

Aby walczyć z problemem nieuczciwych taksówkarzy, samorząd miasta Wilna już zaczął układać plany założenia samorządowej firmy taksówkarskiej. Projekt ten został zainicjowany przez mera stolicy Artūrasa Zuokasa.

Mer stwierdził, że powstanie samorządowej firmy taksówkarskiej byłoby najlepszym wariantem, chcąc obronić prawa pasażerów i zapewnić lepszą jakość usług:

— Firma miałaby ustalone przez samorząd taryfy, m.in. dojazdu na lotnisko czy z lotniska. Pasażer zawsze wiedziałby, za co płaci.
Zuokas zaznaczył, że obecnie projekt powstania takiej firmy już jest szykowany.

— Auta będą jednakowe, czyli wybrana zostanie jedna marka samochodu i będą miały ten sam kolor. Prawdopodobnie będą to samochody zasilane gazem lub hybrydowe. Ma też działać wspólna centrala telefoniczna do wezwania taksówki — mówił mer Wilna.

Warto zaznaczyć, że obecnie lotnisko obsługują cztery firmy taksówkarskie: „Pigus taksi”, „Merselita”, „M&N Logistics” oraz „VIP Taksi”. Ich przedstawiciele powiedzieli „Kurierowi”, że problem zbyt wysokich taryf rozwiązałyby mniejsze ceny za parking przy lotnisku oraz  przetarg na usługi  taksówkarskie.

Kolejnym sposobem na nieuczciwych taksówkarzy jest już od 14 października trwająca akcja zorganizowana przez wileński samorząd, policję, Państwową Inspekcję Podatkową oraz Państwową Inspekcję Pracy. W jej ramach inspektorzy do 14 listopada będą sprawdzać pracę wileńskich taksówkarzy. Już w ciągu pierwszego tygodnia zarejestrowano 113 naruszeń.

Po zakończeniu akcji samorząd ma ogłosić jej wyniki.

Na razie najwięcej kierowców ukarano za to, że nie mieli świadectwa kwalifikacji na przewóz osób taksówką lub w widocznym miejscu w salonie samochodu nie były wywieszone tabele taryf. Taksówkarze otrzymali też sporo kar pieniężnych za to, że pracowali nie w tym czasie, który był ustalony w harmonogramie pracy, nie wypełniali lub błędnie wypełniali kwity za przejazd.

A jaka jest opinia samych kierowców na temat samorządowej firmy taksówkarskiej oraz akcji sprawdzania? Taksówkarzy, chcących podzielić się swoim zdaniem i spróbować obronić własną reputację, prawie nie znalazło się.

— Nic nie powiem. Boję się Zuokasa… — twierdzili prawie wszyscy taksówkarze.

Ale jednak coś powiedzieli:

— Zbyt wielu ludzi wyemigrowało, więc brakuje klientów. Nie ma zarobków, to skąd znajdziemy pieniądze na te mandaty Zuokasa?! A w ogóle, oburza nas sam fakt, że inspektorzy najbardziej polują na nas, chociaż szalone pieniądze za przejazd biorą tamci taksówkarze z lotniska.

Odważnie wyraził swoją opinię Aleksander, prowadzący taksówkę od 10 lat. Powiedział, że sprawdzenia inspektorów nie zawsze bywają uczciwe.
— Wszystkie dokumenty mam w porządku, jednak inspektorzy zawsze znajdą coś, co dla nich się nie podoba. Kilka dni temu na własne oczy widziałem, jak inspektorzy ukarali niewinnego kierowcę. On, siedząc w samochodzie, wypełniał kwit za przejazd. W tej samej chwili podjechał ten samorządowy samochód z niebieskim paskiem na boku. Z auta wysiadł funkcjonariusz i wlepił dla kierowcy mandat w wysokości 25 litów za to, że… tamten nie zdążył z kwitem! — oburzał się Aleksander.

Stwierdził, że zainicjowana przez stołeczny samorząd akcja utrudnia życie taksówkarzom.

— Połowę zarobku oddaję dla firmy. W dzień mam po 4-6 klientów. Czasem ledwo udaje się zarobić nawet 30 litów. Sam muszę płacić za paliwo i naprawę auta — zaznaczył Aleksander. — Nie wszyscy taksówkarze oszukują swoich klientów. Niestety, cierpią również ci, którzy pracują uczciwie…