Polacy mówią „nie” polityce lituanizacji

767
Fot. Marian Paluszkiewicz

Siedem tysięcy osób wyszło w sobotę na ulice Wilna, aby powiedzieć – „Stop likwidacji oświaty mniejszości narodowych”.

Wbrew obawom, że podczas akcji protestacyjnej zorganizowanej przez Komitety strajkowe szkół polskich na Litwie może dojść do zamieszek nie odnotowano żadnych poważnych incydentów.

„Boże oni idą i idą. Początek kolumny już chyba, że na placu Kudirki, a tu jeszcze nie widać jej końca, rozciągnęła się chyba, że na kilka kilometrów” – takie komentarze gapiów było słychać w sobotnie popołudnie w centrum Wilna.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Wielotysięczny pochód w którym szli przedstawiciele wszystkich rejonów i gmin zamieszkałych przez Polaków, przedstawiciele Kłajpedy, litewskich związków zawodowych pracowników oświaty, w południe ruszył główną ulicą Wilna, aleją Gedymina spod gmachu Sejmu, aby dotrzeć na plac Kudirki pod siedzibę rządu Litwy, gdzie odbył się wiec.

Akcja protestacyjną przeprowadzono w pierwszą rocznicę przyjęcia ustawy o oświacie, która zdaniem Polaków jest początkiem końca nauczania na Litwie w językach mniejszości narodowych: po polsku, rosyjsku i białorusku.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Wbrew twierdzeniom litewskich kręgów nacjonalistycznych akcja protestacyjna Polaków nie była wymierzona przeciwko Litwie. „To nie jest akcja przeciwko Litwie, to protest przeciwko obecnej liberalno – konserwatywnej koalicji” — oświadczył na wiecu Waldemar Tomaszewski.

Największy niepokój wywołuje zapis ustawy zakładający, że w ciągu dwóch lat ma być ujednolicony egzamin z języka litewskiego w szkołach mniejszości narodowych oraz w szkołach litewskich. W ciągu dwóch lat uczniowie obecnych 10 klas szkół polskich muszą opanować program na przerobienie którego uczniowie szkół litewskich mieli 10 lat. Stanowi to 800 godzin różnic programowych z uczniami ze szkół litewskich.

Nowa ustawa zakłada, także, że od września w szkołach mniejszości narodowych na Litwie, lekcje dotyczące historii Litwy, geografii Litwy, a także poznania świata w częściach dotyczących Litwy mają być wykładane w języku litewskim. W litewskim języku w całości ma być wykładamy przedmiot: podstawy wychowania patriotycznego. Dotychczas nawet za rządów sowieckich wszystkie przedmioty w polskich szkołach na Litwie z wyjątkiem języka litewskiego oraz języków obcych były wykładane po polsku. Zgodnie z nową ustawą mają także być zamykane szkoły polskie w wiejskich miejscowościach zostawiając tam szkoły litewskie. Jak obliczono z obecnych  110 szkół polskich pozostanie zaledwie 60. Ma to wszystko przyczynić się do szybkiej lituanizacji Wileńszczyzny zamieszkałej w większości przez Polaków.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Polacy na Litwie nie godzą się jednak na taki stan rzeczy.

„Z dziada pradziada byliśmy Polakami i ja chcę, żeby Polakami zostali również nasze dzieci, chcę aby mogli zdobyć normalne wykształcenie w języku ojczystym – po polsku. Nie pozwalają nam na to więc musimy walczyć” – powiedziała „Kurierowi” Dorota Drobicz która przyjechała na wiec z Ejszyszek w rejonie solecznickim.

„Dlaczego tu jestem? Mam dwóch synów ich przyszłość w dużej mierze zależy od tego czy dzisiaj uda nam się obronić swoje prawa. Jako ojciec nie mogę pogodzić się, że oni już od dziecka ustawowo stają się obywatelami drugiej kategorii. Ustawa zakłada, że do egzaminu maturalnego z litewskiego będą musieli przygotować się zaledwie w dwa lata w odróżnieniu od ich rówieśników ze szkół litewskich, którzy mieli na to 10 lat. Co więcej litewski nie jest ich językiem ojczystym. Owszem jestem za tym, aby moje dzieci doskonale znali język litewski, ale nie można do tego zmuszać w taki sposób jaki robi ten rząd” – powiedział „Kurierowi” Zygmunt Sienkiewicz ze wsi Awiżenie w rejonie wileńskim.

W przyjętej podczas wiecu rezolucji zażądano odwołania nieprzychylnych dla szkół mniejszości narodowych zapisów w ustawie oświatowej. Rezolucja została przekazana do kancelarii rządu.

„Polacy mieszkający na Litwie pozbawieni są praw, które przynależą się każdemu człowiekowi” – napisali autorzy oświadczenia. Wyrażają też przekonanie, że „Litwę i Polskę powinna łączyć przyjaźń i sojusz”, a „dobrosąsiedzkie stosunki powinny być oparte o przywiązanie do wspólnych wartości, poszanowanie tożsamości każdego z narodów, a także praw mniejszości litewskiej w Polsce i polskiej na Litwie”.

Sporo emocji budził przyjazd do Wilna rodaków z Polski skupionych w Stowarzyszeniu „Marsz Niepodległości”. Kojarzono ich z zamieszkami do jakich doszło podczas pochodu 11 listopada minionego roku w Warszawie. Obawiano się, że mogą sprowokować podobne ekscesy, również w Wilnie. „Odsieczą” z Polski Wilnian straszyli również litewscy nacjonaliści. Jak się okazało obawy były absolutnie bezpodstawne. „Przyjechaliśmy do Wilna aby wesprzeć Polaków w walce o prawa, które im się należą. Uważamy, że władze litewskie dyskryminują Polaków. Historia wykazuje, że podobne akcję do tej, w jakiej dzisiaj uczestniczymy, jak najbardziej mają sens. Widzimy tu bardzo dużo ludzi i to jest ważne. Nie trzeba było nas bać się, nie jesteśmy jak widać kibolami. Ta akcja przebiega bardzo spokojnie, bo demonstracje w Polsce mają bardziej żywiołowy przebieg” – powiedział „Kurierowi” Łukasz Moczydłowski. W sobotę do Wilna przybyło ponad 50 rodaków z Warszawy.

Wbrew obawom pewien eksces już na początku przemarszu spowodowali nie polscy narodowcy czy litewscy nacjonaliści, a hrabia Aleksander Pruszyński. Obywatel Kanady i Polski na stałe mieszkający na Białorusi przed rozpoczęciem przemarszu zaczął głośno protestować, gdy zastępca nadkomisarza policji okręgu wileńskiego zwrócił się do uczestników pochodu z prośbą o przestrzeganie porządku publicznego. Potomkowi polskich arystokratów związanych również z Wilnem nie spodobało się, że pułkownik policji przemawiał w języku litewskim. „To brak szacunku do zgromadzonych, żądam, żeby pan mówił po polsku” – krzyczał Aleksander Pruszyński, który w 1994 roku próbował kandydować na urząd prezydenta Białorusi. Jednak oprócz hrabiego z Białorusi przemówienie w języku litewskim funkcjonariusza policji nikomu nie przeszkodziło, co stało się jeszcze jednym świadectwem tego, że Polacy na Litwie nie maja problemów z językiem państwowym.