Ideologiczne perypetie wokół Zielonego Mostu

88
 Jeden z pomników przy Zielonym Moście Fot. Marian Paluszkiewicz

Jeden z pomników przy Zielonym Moście Fot. Marian Paluszkiewicz

Co jakiś czas na szczeblu państwowym oraz w środkach masowego przekazu przetacza się fala dyskusji na temat pomników, stworzonych w stylu socrealizmu, zdobiących wileński Zielony Most.

Postacie robotnika z młotem i kołchoźnicy z sierpem unoszących się w jednym porywie ku świetlanej przyszłości stają się okresowo gorącym tematem i poważnym tematem zastępczym dla co poniektórych polityków.
Po ostatnim oświadczeniu stołecznego samorządu o mającym nastąpić restaurowaniu pomników — odnowa których opiewa na 200 tys. litów — od razu zareagował poseł konserwatysta Kęstutis Masiulis.

W sekretariacie posiedzeń sejmowych poseł zarejestrował poprawkę do ustawy, która zakazywałaby obiekty z sowiecką lub nazistowską symboliką uznawać za chronione przez państwo.
— Na Litwie prawie nie ma rodziny, która by nie ucierpiała od sowieckich służb represyjnych, dlatego ochrona obiektów propagandowych jest przypomnieniem doznanych krzywd — argumentował członek Sejmu.

Zdaniem przewodniczącej Państwowej Komisji Spuścizny Kulturowej Gražiny Drėmaitė pomniki te są dziełami sztuki i stanowią spuściznę kulturową Litwy, są wpisane do rejestru zabytków kultury i muszą być zachowane. Jej zdaniem, jest to „nasz etap, który przeżyliśmy wszyscy. Sowiecki etap był rzeczywistością, którego nie da się wykreślić z życia społeczeństwa.”
Jak mówi przewodnicząca Rady Departamentu Spuścizny Kulturowej Dalia Krūminienė, wszystkie pomniki są nieodłączną częścią Zielonego Mostu. Zostały one stworzone przez twórców litewskiej szkoły rzeźby. Petras Vaivada i Bernardas Bučas stworzyli grupę „Rolnictwo”, Juozas Mikėnas i Juozas Kėdainis — „Ucząca się młodzież”, Bronius Vyšniauskas i Napoleonas Petrulis — „Przemysł i budownictwo”, zaś Bronius Pundzius stworzył najbardziej kontrowersyjny pomnik „Na straży pokoju”, przedstawiający żołnierzy radzieckich. Wszystkie pomniki zostały wpisane przez rząd do rejestru spuścizny kulturowej i są chronione przez państwo.

Kęstutis Masiulis swą postawę motywuje tym, że przeszkadzają mu „sprawy ideologiczne”, zwłaszcza symbole sowieckie — żołnierze radzieccy, „którzy przyszli do nas z bronią, zawojowali, tysiące ludzi narazili na cierpienia, wiele osób poległo, żeby tych żołnierzy nie zostało. A teraz na moście stoi taki wzniosły, komunistyczny, sławiący tych żołnierzy pomnik” (w wywiadzie dla „Ryto allegro” na LRT). Zdaniem Masiulisa, rdzawa rura kanalizacyjna nad brzegiem Wilii „jest przejawem wolnej twórczości i jest tysiąc razy piękniejsza niż pomniki na Zielonym Moście”.

Co na to społeczność wileńska? Czy pomniki mają rację bytu?
Starsza pani, przechodząca Zielonym Mostem mówi:

— Oczywiście, że tak. Cokolwiek znieść i zniszczyć zawsze jest najłatwiej, nie tak łatwo, by nowy pomnik organicznie wtopił się w krajobraz… Ludzie się już przyzwyczaili do tych pomników, odbierają je jako coś naturalnego, jako całość. Poza tym są to dzieła rzeźbiarskie, wytwór dłuta artystów, też stanowią pewną spuściznę kulturową, są odzwierciedleniem tamtej epoki.

Koszta tego pomnika wyniosły 300 tys. litów  Fot. Marian Paluszkiewicz
Koszta tego pomnika wyniosły 300 tys. litów Fot. Marian Paluszkiewicz

Zdaniem wilnianki nie wolno tego niszczyć. A poza tym — jak mówi — czym je zamienić?

— Wilno jakoś nie ma szczęścia do ładnych pomników. Wystarczy przypomnieć pomnik Gediminasa przy Katedrze lub perypetie wokół pomnika Vincasa Kudirki, na postawienie którego czekano bardzo długo. Albo ta szpetna rura kanalizacyjna! Muszę wnukowi tłumaczyć, że to nie są ścieki spływające do Wilii, a dzieło sztuki współczesnej! — oburza się starsza pani. I dodaje:

— Jeżeli być konsekwentnym do końca i w imię ideologii niszczyć wszystko, co sowieckie, to należałoby wyburzyć wszystkie domy i dzielnice mieszkaniowe w Wilnie: Leszczyniaki, Żyrmuny, Fabianiszki, Santoryszki — w tym gmach naukowców z wysoką szpilą lub socrealistyczny budynek byłego Instytutu Pedagogicznego, który był budowany w czasach stalinowskich.

Artysta plastyk Władysław Ławrynowicz, prezes Twórczego Związku Polskich Artystów Malarzy na Litwie „Elipsa”, też nie kryje swego oburzenia:

— Jak można znosić pomniki! Jest to nasza historia! Państwo powinno szanować zabytki i chronić je. Jeżeli komuś nie odpowiada ideologia, niech pomniki służą przypomnieniem, żeby historia więcej się nie powtórzyła.

Poseł na Sejm z ramienia AWPL, wicemarszałek Sejmu Jarosław Narkiewicz nie widzi potrzeby poruszania tego problemu, bo to nie jest temat godny uwagi.

— Jest wiele innych palących problemów, którymi można i trzeba się zająć, od których zależy poziom życia, jakość naszego życia. W tej chwili jest to zamykanie grup przedszkolnych w Trokach, inne problemy mniejszości narodowych. A w przypadku Masiulisa — szuka on swojej niszy i w populistyczny sposób tworzy pozory politycznego działania — twierdzi poseł Jarosław Narkiewicz.

Jeden z pomników przy Zielonym Moście Fot. Marian Paluszkiewicz
Koszta tego pomnika wyniosły 300 tys. litów  Fot. Marian Paluszkiewicz