A ziemia lasem się stanie?

Leokadia Poczykowska i Kazimierz Wołodko Fot. Marian Paluszkiewicz
Leokadia Poczykowska i Kazimierz Wołodko Fot. Marian Paluszkiewicz

Wileńscy Polacy walczący od już prawie 25 lat o odzyskanie ojcowizny mają kolejny dylemat. Od 1 listopada mogą zwracać się do terenowych oddziałów Narodowej Służby Ziemskiej o przekazanie im terenów leśnych w zamian za ziemię ojców, która znajduje się na terenach miejskich, dlatego często nie podlega zwrotowi.

— Właśnie otrzymałem list, w którym Służba Ziemska informuje, że mogę ubiegać się o leśną parcelę zamiast naszej ojcowizny w podwileńskich Antowilach. Ale z tego listu nie wynika, o jaki las i gdzie mogę ubiegać się oraz ile go należy się za naszą ziemię w Wilnie — tłumaczy Kazimierz Wołodko z Niemenczyna, który zwrócił się do „Kuriera” o pomoc w wyjaśnieniu sprawy.

Nasz telefon do Służby niczego nie załatwił. Urzędnik, który sporządził list i zostawił pod nim swój telefon, petentowi powtórzył to, co napisał, a nas odesłał do rzecznika prasowego w centrali, który niby to ma udzielić informacji o szczegółach tego, co ten urzędnik napisał. Poszukaliśmy bardziej życzliwego źródła.
— Jest to sprawa skomplikowana, bo jeśli nowelizacja ustawy jasno określa, że za niezwróconą w mieście ziemię można otrzymać parcelę lasu, to już zasady tej zamiany reglamentują akta ustawowe, które komplikują ten proces — zauważa była wiceminister rolnictwa Leokadia Poczykowska, która właśnie odpowiadała za projekt nowelizacji ustawy o restytucji praw własności (projekt autorstwa Akcji Wyborczej Polaków na Litwie). Poczykowska uważa, że instytucje wykonawcze wciąż nie są przygotowane do realizacji ustawy.

— W wielu rejonach lokalne służby ziemskie nie mają reglamentacji wykonawczej ustawy, dlatego ludzie zwracający się do urzędu odsyłani są z niczym — wyjaśnia nasza rozmówczyni.
Wyjaśnia też, że osoba, która ubiega się o zwrot ojcowizny, musi sama podjąć decyzję, czy ubiegać się o parcelę leśną, czy wciąż czekać, że być może kiedyś ojcowizna zostanie oddana w naturze albo zrekompensowana po cenie rynkowej.
Jednak, jak wynika z istniejącej już reglamentacji, pretendent do odzyskania ojcowizny musi nie tylko podjąć decyzję, czy chce w jej zamian otrzymać parcelę leśną i złożyć w Służbie odpowiednie podanie (ma to zrobić do 1 marca przyszłego roku). Taka osoba ma też sama znaleźć w lesie wolną parcelę, którą chciałaby otrzymać. Szukać należy zwracając się do lokalnych oddziałów Służby Ziemskiej, albo przeglądając gigabajty map topograficznych na stronie Służby (www.nzt.lt), które mogą jednak być nie ostatniej świeżości, bo odnowione przed dwoma miesiącami, czyli mogą być już nieaktualne.

— Jak więc ja mogę znaleźć tę wolną parcelę lasu — oburza się Kazimierz Wołodko, któremu ani lata, ani stan zdrowia nie pozwalają na chodzenie po urzędach. Jak mówi nasz rozmówca, tuż obok jego domu w Niemenczynie był las państwowy, więc miał nadzieję, że daleko szukać nie będzie musiał i będzie mógł ubiegać się o teren leśny tuż za płotem. Okazało się jednak, że już po 1 listopada, od kiedy zaczęła obowiązywać nowelizacja ustawy, państwowy teren leśny obok domu naszego rozmówcy okazał się terenem prywatnym.

Wołodko obawia się teraz, że w razie swojej zgody na zamianę ponad 2-hektarowej parceli pod Wilnem otrzyma słabej jakości drzewostan gdzieś dziesiątki kilometrów dalej. Drugim problemem jest też to, ile tego lasu nasz rozmówca otrzyma w zamian za ziemię pod Wilnem, bo choć przeliczenie będzie finansowe, ale nie na podstawie ceny rynkowej ziemi. Ta ustalona ponad 10 lat temu jest śmieszna, bo mała. Jak już pisaliśmy, wcześniej pretendenci do zwrotu ojcowizny też mieli ofertę od państwa, żeby zamiast ziemi otrzymać rekompensatę. Wielu z nich zgodziło się na to w obawie, że później mogą w ogóle wszystko stracić, ale potem mocno pożałowało swojej decyzji. Państwo bowiem zaoferowało właścicielom cenę rekompensaty na poziomie około 10 tys. litów za hektar, gdy tymczasem cena rynkowa w wielu przypadkach była kilkakrotnie wyższa, ale płacona za 1 ar ziemi. Co gorsze, nawet te pieniądze nie wiadomo kiedy trafią do byłych właścicieli, bo w tym roku w budżecie państwa nie było ani centa przeznaczonego na rekompensaty za ziemię.
Leokadia Poczykowska przyznaje, że również na rekompensatę „lasem” przelicznik cenowy też będzie ustalony przez rząd, ale na pewno nie według ceny rynkowej. Nasza rozmówczyni zwraca też uwagę, że kilkanaście lat temu, kiedy ustalano tzw. państwową cenę ziemi, cena parceli leśnych, nawet najgorszej jakości, wzrosła kilkakrotnie.
— Ubiegający się o zwrot ojcowizny nie mogą więc mieć nadziei, że za parcelę w Wilnie otrzymają wielokroć większą parcelę leśną na terenach wiejskich — wyjaśnia Poczykowska. I dodaje, że podejmując decyzję o zamianie ziemi na las muszą poważnie zastanowić się, czy im opłaca się taka zamiana.
Według danych Służby, na Litwie jest ponad 10 tys. osób, które dotychczas nie otrzymały znacjonalizowanej przez sowietów ojcowizny, ani też żadnej rekompensaty z tytułu nieodzyskanej ziemi. Najwięcej takich osób jest w Wilnie, głównie są to miejscowi Polacy.
Tymczasem najwięcej, co nie oznacza dużo, wolnych parceli leśnych jest w rejonach orańskim i święciańskim. Wolnych lasów nieco jest też w rejonie wileńskim.
Poczykowska zauważa jednak, że te wolne tereny leśne nie należą do masywów leśnych dobrego gatunku.