2 lata euro na Litwie: wysokie ceny, niskie płace

213
Przed dwoma laty, 1 stycznia 2015 r. na Litwie zostało wprowadzone euro Fot. Marian Paluszkiewicz

Wprowadzenie euro na Litwie niezupełnie spełniło oczekiwania obywateli, uważa Bogusław Grużewski, dyrektor Instytutu Badań Rynku Pracy przy Centrum Badań Społecznych Litwy.

— Efekt pozytywny nie był tak wielki, jak zakładano. Spodziewano się większej aktywności gospodarczej i jednoznacznego wzrostu poziomu życia. Jednak dzisiaj można powiedzieć, że nie stało się tak dobrze, jak tego oczekiwał rząd. Wzrosło niezadowolenie ludzi ze względu na wzrost cen i niedostateczny poziom płac – twierdzi prof. Bogusław Grużewski.

Z jednej strony widoczne są pozytywne skutki wprowadzenia euro: to stabilność gospodarcza, wzrost atrakcyjności inwestycyjnej, co się przekłada na efektywność eksportu.
— Ludzie mogą z łatwością porównywać ceny w innych krajach, nie trzeba wymieniać waluty podczas podróży – wymienia inne zalety Jekaterina Rojaka, ekonomista banku DNB.

Jak mówi, euro nie było jakąś czarodziejską różdżką, która zapewniłaby szeroki dopływ inwestycji lub kardynalną zmianę życia na lepsze.

— Żadne cuda związane z wprowadzeniem euro nie dokonały się. Jesteśmy skłonni obarczać winą za wzrost cen właśnie euro. Trzeba przyznać, że ceny rosną nie tylko z powodu euro, ale też ze względu na wewnętrzne czynniki, które były zainicjowane przez nasz własny rząd. To np.

Profesor Bogusław Grużewski Fot. Marian Paluszkiewicz

podniesienie minimalnego wynagrodzenia i w następstwie wzrost cen na usługi – tłumaczyła Jekaterina Rojaka.

Przed wprowadzeniem euro rząd Litwy, Ministerstwo Finansów i Bank Litwy składały obietnice, że wzrost cen nie nastąpi i będą one ściśle kontrolowane. Tymczasem dwa lata po wprowadzeniu euro za produkty, towary i usługi płaci się na Litwie często trzykrotnie drożej.

— Pół roku po wprowadzeniu euro ceny rzeczywiście nie były podnoszone, były one kontrolowane. Ani duże centra handlowe, ani mniejsze sklepy nie podnosiły cen. Wzrost cen na Litwie był związany z globalnym wzrostem cen na surowce. Trafiliśmy na taki okres, że taniała nafta, surowce, a średnie ceny za towary i usługi były nawet mniejsze. Na Litwie mieliśmy w tym okresie nawet nie inflację, a deflację. Drożały usługi codzienne, wynajem mieszkań. Również ceny na produkty spożywcze rosły, choć nie na wszystkie. Sankcje gospodarcze względem Rosji spowodowały, że mięso i nabiał staniały. Mleko i masło zaczęły drożeć tylko w ciągu ostatnich kilku miesiący. Ale nie jest to wina euro, tylko tendencji globalnych – mówiła Jekaterina Rojaka.

Jak tłumaczy prof. Grużewski, i w 2015, i w 2016 r. gospodarka Litwy prężnie się rozwijała. Ogólny wzrost gospodarczy wyniósł ponad 2 proc., wynagrodzenia również rosły, ale nie w takim wymiarze, który by zadowolił ludzi. Dlaczego w ślad za wzrostem gospodarczym nie idzie odpowiednio w górę średni poziom życia?

— Wzrost gospodarczy jest faktem. Dochody przedsiębiorstw wzrastały dość stabilnie, zaś wzrost poziomu płac był 2-3-krotnie niższy niż przeciętny wzrost gospodarczy. Nasz system jest niedostatecznie zharmonizowany w tym znaczeniu, że ludzie nie mają większego wpływu na poziom wynagrodzenia, a przeciętny wzrost płac nie jest przeciętny dla każdego pracownika. Jeżeli znacznie wzrosną płace pracowników dobrze zarabiających, nie oznacza to, że podobnie wzrosną płace tych, którzy zarabiają poniżej średniej – mówił prof. Grużewski.

Jak tłumaczy, związane jest to z niską aktywnością społeczną ludzi.
— Bardzo mało jest związków zawodowych, niewielu ludzi jest zdecydowanych walczyć o sprawiedliwość, pracownicy ulegają namowom pracodawców i podpisują niekorzystne dla siebie i zespołu umowy. Dlatego ludzie muszą pamiętać, że bardzo wiele zależy od ich własnej sprawiedliwej oceny sytuacji i ich własnego aktywnego działania. Płace w bardzo znacznym stopniu zależą od tego, jak się układają stosunki na miejscu pracy: czy jest wspólne porozumienie pracowników, czy walczą o swoje prawa, czy wspierają związek zawodowy. Zespół musi rozmawiać z kierownikiem, z dyrekcją. Jeżeli brak dialogu, należy się organizować w związki zawodowe, żeby mieć wpływ na sytuację w miejscu pracy.

Podkreśla, że nie należy oskarżać, że ktoś jest winny w tej zaistniałej sytuacji. Istnieje odpowiedzialność każdego z nas za to, co się dzieje. I choć jest wiele przykładów pozytywnych, sprawiedliwych stosunków pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, to na ogół sytuacja wypada nie na korzyść pracownika.

Jak uważa prof. Grużewski, przyczyna braku wzrostu płac jest spowodowana polityką państwa: niedostateczna uwaga była zwracana na politykę płac. Była ona zbyt liberalna, o wielkości wynagrodzenia decydowano faktycznie na miejscu pracy.
— Jedyne, co państwo zrobiło, to ustaliło wysokość płacy minimalnej. Żadnych innych mechanizmów rząd nie miał. Mam nadzieję, że być może obecny rząd bardziej precyzyjnie rozpatrzy politykę formowania płac. Dzisiaj konkretne postanowienia w tej kwestii jeszcze nie padły – mówił prof. Grużewski.

— Rząd mógł zastosować określone mechanizmy, ale żyjemy w warunkach wolnej gospodarki, więc kontrola administracyjna nie może być zbyt surowa. Ceny są naprawdę wywindowane, np. na leki lub wystarczy przypomnieć nadużycia w energetyce. Ale brakuje w społeczeństwie wymagań stawianych przez wyborców czy pracowników dla swej władzy i pracodawców. Jeżeli naród nie będzie bardziej aktywny, będzie zawsze zakładnikiem rządu. Kiedy niczego nie wymagamy, nikt nie będzie się starał nam pomóc. Również na ceny możemy wpływać swoim zachowaniem komercyjnym i gospodarczym – mówił prof. Bogusław Grużewski.