Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej uczciło pamięć o poległych w walkach o Wilno

303
Dla każdego z nas to wielkie przeżycie – podkreślają uczestnicy wyjazdu Fot. Ilona Lewandowska

W poniedziałek zakończyły się trzydniowe uroczystości upamiętniające Operację „Ostra Brama”. Przez ostatnie dni biało-czerwone opaski z symbolem AK można było zobaczyć na niejednym cmentarzu Wileńszczyzny. Wiele jest przecież miejsc związanych z naszą piękną, choć często tragiczną, historią.

Uroczystości upamiętniające kolejną rocznicę wileńskiego powstania, zorganizowane przez Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej, rozpoczęły się w sobotę, mszą w kościele pw. św. Teresy za dusze żołnierzy AK z okręgu Wileńskiego i Nowogródzkiego poległych podczas zdobywania Wilna w lipcu 1944 roku. Potem hołd poległym oddano w miejscu szczególnym dla każdego Polaka odwiedzającego Wilno, czyli na Rossie, przy Mauzoleum Matki i Syna.

Obchody rocznicy Operacji „Ostra Brama” miały również swoją część artystyczną. Polskim bohaterom walk o Wilno został poświęcony sobotni koncert w Domu Kultury Polskiej. Na scenie wystąpiły m.in. Chór „Tęcza” z Mińska oraz Chór „Ojcowizna” z Wileńszczyzny. Uczestnicząca w całości obchodów młodzież z Czarnego w woj. pomorskim zaprezentowała natomiast spektakl „Wieczór żołnierzy wyklętych”.

– Początek temu spektaklowi dała „Wigilia żołnierzy wyklętych”, która była kolejną z cyklu wigilii patriotycznych, które już od kilku lat organizujemy w naszej szkole. Mieliśmy już polską wigilię na Syberii, wigilię z czasów okupacji a także stanu wojennego. Myślę, że kolejną, jaką przygotujemy, będzie wigilia kresowa – opowiada w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Barbara Dąbrowa-Jaworska, nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół im. Danuty Siedzikówny ps. „Inka” w Czarnem i równocześnie sekretarz Stowarzyszenia „Inka”.

Młodzież z Czarnego w woj. pomorskim zaprezentowała w DKP spektakl „Wieczór żołnierzy wyklętych” Fot. Joanna Bożerodska, zw.lt

Polonistka czas spędzony na Wileńszczyźnie ocenia jako bardzo budujący, korzystny przede wszystkim ze względów wychowawczych.
– Na pewno to doświadczenie będzie dobrym bagażem, który będą mogli zabrać ze sobą uczniowie, z którymi przyjechaliśmy. Mam nadzieję, że to, co tutaj przeżyli, zapamiętają na zawsze. Skończyli właśnie trzecią klasę gimnazjum, są w takim wieku, gdy emocje przeżywa się bardzo silnie i gdy pozostają na długo – podkreśla nauczycielka.

– Ten wyjazd jest bardzo edukujący. Dużo zwiedzamy, jesteśmy w miejscach ściśle związanych z naszą historią. Dzięki temu możemy poznać również tę historię, której nie mamy w szkole, ponieważ jak wiadomo, szkolny program jest bardzo okrojony – dodaje Aleksandra Brodowska, szesnastolatka, która w tym roku skończyła gimnazjum w Czarnem.

Niedziela również była zaplanowana bardzo intensywnie. Obchody rozpoczęto w Boguszach, miejscu, w którym 17 lipca 1944 r. Polacy pozbyli się wszelkich złudzeń co do możliwości osiągnięcia jakiegokolwiek porozumienia z Armią Czerwoną.

– Można powiedzieć, że tak naprawdę tu zakończyła się Operacja „Ostra Brama”, która miała na celu wyzwolenie Wilna, wprowadzenie polskiej administracji i tym samym podkreślenie nieoderwalności tych ziem od Rzeczpospolitej Polskiej. Tutaj, jak nigdzie indziej, pasują słowa Zbigniewa Herberta: „Zostali zdradzeni o świcie” – mówił w czasie uroczystości Artur Kondrat, prezes Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej.

W miejscu, gdzie sowieci rozpoczęli areszty i rozbrajanie oddziałów AK, przed kilkoma laty został postawiony kamień upamiętniający tragiczne wydarzenia. Znajduje się on na ziemi Mirosława Andruszkiewicza, który podczas uroczystości podkreślał, że jest to dla niego zaszczyt i honor. A, jak mówił, „dla Polaka najważniejsze są honor i ojczyzna”.

Z Bogusz uczestnicy uroczystości ruszyli, by odwiedzić cmentarze żołnierzy AK, którzy polegli w walce z okupantami. Najpierw położone nieopodal Piktakańce, gdzie pochowani są dwaj żołnierze AK – Stanisław Grekin i Jan Iwaszko, następnie zaś Kalwaria Wileńska. Po południu przyszedł czas na Kolonię Wileńską, gdzie także odprawiona została msza święta za poległych.

Zakończeniem obchodów, w poniedziałek rano, była wspólna modlitwa w Ponarach Fot. Ilona Lewandowska

Zakończeniem obchodów, w poniedziałek rano, była wspólna modlitwa w Ponarach, przy symbolicznym grobie tysięcy pomordowanych Polaków: żołnierzy AK, ale także młodzieży, uczniów gimnazjów, harcerzy i inteligencji.
– Nasza pielgrzymka w tym miejscu dobiega końca. W tym miejscu chcemy się pomodlić i zachować głęboko w sercu tych wszystkich, którzy zginęli i zostali pomordowani. Tych wszystkich, o których należy pamiętać – powiedział Artur Kondrat. Prezes zarządu Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej podkreślił również, że obecność w tym miejscu polskiej młodzieży jest wielkim zwycięstwem nad tymi, którzy przez dziesiątki lat starali się zniekształcić historię.

W Boguszach, gdzie sowieci rozpoczęli areszty i rozbrajanie oddziałów AK, znajduje się pamiątkowy kamień. Fot. Antoni Radczenko, zw.lt

Doradca szefa urzędu ds. kombatantów i osób represjonowanych Magdalena Merta podkreśliła natomiast rolę polskich nauczycieli w przekazywaniu historii i wartości patriotycznych.
– Przelana krew i cierpienie, wielkie ludzkie tragedie, rzeczywiście nie poszły na marne. Nie poszły na marne między innymi dzięki naszym polskim nauczycielom, którzy budują i wspierają etos Armii Krajowej, największego na świecie wojska podziemnego. W tym miejscu chylę czoła właśnie przed naszymi polskimi nauczycielami – mówiła do zebranych.

„Tutaj, jak nigdzie indziej, pasują słowa Zbigniewa Herberta: „Zostali zdradzeni o świcie” – mówił w Boguszach Artur Kondrat. Fot. Antoni Radczenko, zw.lt

Mimo, że minęło tyle lat, wydarzenia związane z AK nadal budzą wiele emocji. Pozostały głęboko wyryte w pamięci żołnierzy, ale kształtowały również życie ich dzieci.
– Mój ojciec był żołnierzem AK. Właśnie dlatego musiał opuścić swoje rodzinne strony, zmienić nazwisko. Naprawdę nazywał się Jan Stasiukiewicz. Właściwie przez całe życie bał się. W Polsce nigdy nie czuł się bezpiecznie. O tym, dlaczego tak się zachowywał, dowiedziałam się dopiero w latach osiemdziesiątych. Wtedy po raz pierwszy, od czasów wojny, pojechał w swoje rodzinne strony, na tereny dzisiejszej Białorusi. Wrócił i dwa tygodnie później umarł. Pamięć o ojcu jest we mnie bardzo żywa. Bardzo się cieszę, że mogłam tu przyjechać, uczestniczyć w tych wydarzeniach ze względu na niego – dzieli się swoimi przeżyciami Barbara Łazuka-Fierek.

– Od wielu lat przyjeżdżam do Wilna obchodzić kolejne rocznice Operacji „Ostra Brama”. Od kilku lat, jako Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej, jesteśmy organizatorami tych obchodów – wyjaśnia „Kurierowi Wileńskiemu” Stanisława Kociełowicz ps. „Iskierka”, wiceprezes Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej, która w latach pięćdziesiątych trafiła do łagrów za działalność harcerską w Kolonii Wileńskiej.
– Przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia bardzo sumiennie, nie tylko w Warszawie, ale także w innych miejscowościach. Co tydzień odbywały się zebrania poświęcone naszej wyprawie do Wilna. Cieszę się, że tegoroczne obchody odbywały się bardzo sprawnie, że jest z nami tylu młodych ludzi. Dla każdego z nas to wielkie przeżycie – podkreśla Stanisława Kociełowicz.