Więcej

    „Oaza spokoju” – Wilno w pierwszych dniach wojny

    Czytaj również...

    Pani Ostrobramska nawet podczas wojny czuwała nad miastem Fot. archiwum

    W pierwszych dniach września 1939 r. wojna zdawała się być bardzo daleko od Wilna. 1 września mieszkańcy nie doświadczyli jeszcze bombardowań, a wileńska prasa zdawała się z optymizmem patrzyć w przyszłość.

    Pewien niepokój budziły oczywiście niedogodności, jakie już pierwszego dnia wojny dały się odczuć. Już 1 września zarekwirowano na potrzeby wojska samochody osobowe i ciężarowe, co w efekcie spowodowało trudności w zaopatrzeniu sklepów. Półki były więc puste a mieszkańcy, którzy chcieli kupić podstawowe produkty, musieli sporą część dnia spędzać w kolejkach.
    Pomimo braków w zaopatrzeniu i rosnących cen, przez pierwsze dwa tygodnie wojny życie w Wilnie było nieporównywalnie spokojniejsze niż w zachodniej i centralnej Polsce. Aleksandra Piłsudska, druga żona Marszałka, już wtedy wdowa, która w tych dniach przyjechała do Wilna razem z dziećmi z Warszawy, określiła w swoich wspomnieniach miasto jako „oazę spokoju”. Po pełnej niebezpieczeństw podróży przez pół ogarniętej wojną Polski, życie w mieście wydawało się płynąć niemal normalnie.

    „Panował tam taki nastrój, jakby wojna toczyła się o tysiące kilometrów. Uniwersytet przygotowywano na otwarcie nowego roku akademickiego, codziennym tematem rozmów były żniwa, nowe nominacje na uniwersytecie i możliwość podwyższenia podatków. Dowiedziałam się, że samoloty niemieckie pokazały się nad miastem jedynie w pierwszych dniach wojny po to tylko, aby rzucić bombę czy dwie na lotnisko, skąd zaraz usunięto nasze maszyny. O tym nalocie teraz już niemal zapomniano. Od czasu do czasu docierały do nas wieści z frontu, przywożone przez żołnierzy w drodze z jednego miejsca na drugie” – pisała Aleksandra Piłsudska w swoich wspomnieniach o pierwszych chwilach pobytu w Wilnie.
    Nastroje wśród mieszkańców wydawały się raczej optymistyczne. W wygraną i szybkie zakończenie wojny nieugięcie wierzyła wileńska prasa. „Wojna 1939 roku będzie znacznie krótsza niż w roku 1914. Zakończy się prawdopodobnie wewnętrznym załamaniem się Niemiec i kapitulacją” – przekonywał na łamach „Kuriera Wileńskiego” poeta i publicysta Kazimierz Leczycki. Nadzieję podsycała informacja o przystąpieniu do wojny Francji i Wielkiej Brytanii, jaka pojawiła się we wtorek, 5 września. O rychłej przegranej Niemców przekonywało również „Słowo”.

    Aleksandra Piłsudska Fot.archiwum

    Wileński spokój nie miał jednak trwać długo. Przerwało go na długie lata wycie syren w sobotę, 16 września o 9 rano. W ciągu kilku minut lotnictwo niemieckie zbombardowało stację kolejową i wiele domów mieszkalnych, po pierwszym nalocie nastąpił kolejny. „Tym razem, piloci ośmieleni brakiem obrony przeciwlotniczej, sprowadzili maszyny nad same dachy. Ostrzelany został orszak pogrzebowy i kobiety czekające przed piekarnią. Były ofiary wśród mieszkańców domu dla starców i wśród chłopców grających w piłkę nożną na łące przy rzece” – opisywała Piłsudska .
    Naloty trwały przez 5 godzin. Po ich zakończeniu Aleksandra Piłsudska wyszła z domu na dyżur do Czerwonego Krzyża.

    „Po drodze, chociaż każdy ambulans, jaki był w mieście, zbierał zabitych i rannych, widziałam wiele ofiar. Między innymi, pamiętam, na noszach małą dziewczynkę, uśmiechniętą, jak gdyby przez sen, z lalką w ramionach. Żołnierz pomagał sanitariuszom Czerwonego Krzyża wnosić trupa do ambulansu. Widziałam, że nastąpił na coś butem w rynsztoku. Schylił się i łzy mu napłynęły do oczu. W ręku trzymał pantofelek lalki.

    „Ja też mam dzieci – rzekł ochryple – alem rad, że dziś wracam do oddziału. Od małego służę w wojsku, w niejednej wojnie się biłem, ale ta to całkiem inna. Ciężko się do niej przyzwyczaić”.

    Poszłam dalej. Naprawdę całe wieki wielkiego wysiłku cywilizacyjnego musiałyby pójść na marne, gdyby ludzie pogodzili się z masową rzezią słabych i bezbronnych. Nieco dalej natknęłam się na gromadkę kobiet przed proklamacją czy też afiszem na murze. Zatrzymałam się i ja. W ordynarnych, złą polszczyzną pisanych słowach, Niemcy bluźnili, że tak jak Matka Boska Częstochowska okazała swoją łaskę Führerowi, tak i Matka Boska Ostrobramska otoczy go opieką, na dowód czego wojska niemieckie wkroczą do Wilna dnia następnego, właśnie w sam czas na Mszę św. w południe” – pisała w swoich wspomnieniach wdowa po Marszałku.
    Następny dzień, czyli 17 września miał być jednak o wiele bardziej tragiczny. To nie Niemcy mieli wkroczyć do Wilna, a inny wróg, który zbliżał się ze Wschodu, przekreślając nadzieję na zwycięstwo i szybkie zakończenie wojny. Mimo to wilnianie nie tracili nadziei. „Ostateczne zwycięstwo przypadnie państwom zachodnim i na to ani Niemcy, ani Sowiety nie poradzą. Możemy być pewni tego zwycięstwa ostatecznego” – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz w ostatnim numerze „Słowa”, jaki wyszedł 18 września 1939 r. Następnego dnia Wilno opanowali sowieci.

     

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Platforma Europejskiej Pamięci i Sumienia w Wilnie. „Nie jest za późno upominać się o sprawiedliwość”

    W pierwszym dniu zjazdu odbyła się otwarta dla uczestników z zewnątrz konferencja na temat: „Zbrodnie totalitaryzmu — sprawiedliwość i pamięć w XXI wieku”. Konferencję otworzyli Marek Mutor, prezes PEMC oraz Arūnas Bubnys, dyrektor generalny Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu...

    35 lat krzewienia polskiego folkloru

    „Rudomianka” jest przykładem tego, że folklor nie tylko nie przestaje być aktualną propozycją kulturową, ale wręcz staje się coraz bardziej atrakcyjny. Przez 35 lat działalności zespół urósł z 17-osobowej grupy, która dała mu początek, aż do 170 osób. –...

    Ziarna nadziei. Ukrainie potrzebna jest pomoc wojskowa i wiara w zwycięstwo [Z GALERIĄ]

    Organizatorzy akcji od początku wojny poprzez sianie ziarenek słoneczników demonstrują solidarność z walczącą Ukrainą. Jak podkreślają, słoneczniki to nie tylko piękne, żółte kwiaty lata, które zawsze zwracają się w stronę światła, lecz także nieoficjalny symbol państwa ukraińskiego, przypominający o...

    Prof. Stanisław Swianiewicz – patriota, naukowiec, świadek historii – doczekał się pełnej biografii

    Ilona Lewandowska: W marcu odebrał Pan Nagrodę „Przeglądu Wschodniego” w kategorii dzieła krajowe za książkę „Intelektualny włóczęga. Biografia Stanisława Swianiewicza”. Jakie znaczenie ma dla Pana to wyróżnienie?  Wojciech Łysek: Ogromne. O Nagrodzie „Przeglądu Wschodniego” słyszałem zawsze jako o prestiżowej. Dlatego...