0
Kazimierz Pelczar, autentyczny wileński tur

Krystyna Rotkiewicz została uhonorowana Złotym Krzyżem Zasługi przyznanym przez prezydenta RP Andrzeja Dudę Fot. Marian Paluszkiewicz

Zachowanie w Wilnie pamięci o światowej sławy onkologu prof. Kazimierzu Pelczarze zawdzięczamy wilniance dr Krystynie Rotkiewicz – lekarce onkolog, członkini Polskiego Stowarzyszenia Medycznego na Litwie. W styczniu pani Krystyna została uhonorowana Złotym Krzyżem Zasługi, przyznanym przez prezydenta RP Andrzeja Dudę. „Kurierowi Wileńskiemu” opowiada o prof. Kazimierzu Pelczarze.


*Znamy Panią jako działaczkę społeczną, a przede wszystkim jako krzewicielkę wiedzy o prof. Kazimierzu Pelczarze. Proszę opowiedzieć o sobie.
Jestem rodowitą wilnianką. Tutaj urodziłam się i tu przez cały czas mieszkałam. Było nas czworo dzieci w rodzinie. Ukończyłam słynną „Piątkę”, ale przedtem jeszcze uczyłam się w szkole średniej im. Szymona Konarskiego. Pewnie każdy wilnianin wie, czym była dawna piąta szkoła średnia na Antokolu. To był szczyt elegancji i przede wszystkim nieprzeciętny autorytet nauczycieli. Po szkole studiowałam na wydziale medycznym Uniwersytetu Wileńskiego. Co prawda najpierw próbowałam dostać się na medycynę do Uniwersytetu Medycznego im. akad. I. Pawłowa w ówczesnym Leningradzie. Zabrakło jednak paru punktów. Niemniej po egzaminie z fizyki wykładowczyni wskazała na mnie i powiedziała: „To jest materiał na przyszłą studentkę’’. Cześć jednak należy się mojemu nauczycielowi fizyki Zbigniewowi Rymarczykowi. Po studiach była krótka praca w rejonie wileńskim, a potem na całe życie związałam się z Narodowym Instytutem Raka, w którym przepracowałam 37 lat. Moje siostry mieszkają w Polsce: Mirosława w Krakowie, Halina w Zabrzu. Brat Roman, wieloletni tancerz zespołu Wilia, mieszka w Wilnie.

*Przed kilku laty głośno było o procesie beatyfikacyjnym wilnianki, który Pani zainicjowała. Co to za sprawa?
Zajmuję się procesem beatyfikacyjnym wilnianki Joasi Krypaitis, która zmarła w Warszawie w opinii świętości. W urzeczywistnieniu moich zamiarów poparł mnie kard. Stanisław Dziwisz, z którym spotkałam się w Krakowie. Powiedział, że to sprawa ważna i potrzebna. By rozpoczęty w diecezji rzymskiej proces beatyfikacyjny ruszył oficjalnie, trzeba jeszcze wiele zrobić.

*Co Panią do tego zainspirowało?
Joasię pamiętam z dzieciństwa… Razem sypałyśmy kwiatki podczas procesji w kościele pw. Ducha Świętego. Pochodziła z przepięknej wileńskiej rodziny Krypaitisów. Urodziła się w 1944 r. jako trzecia córka i jedno z pięciorga dzieci Jadwigi i Józefa. Jej mama, Jadwiga Meyer, znała osobiście św. Faustynę Kowalską, na prośbę ks. Michała Sopoćki towarzyszyła zakonnicy w drodze do malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, który według jej opisu tworzył pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego. Ojciec Joasi był organistą w kościele św.św. Filipa i Jakuba. Rodzina mieszkała na przedmieściu, przy ul. Bobrujskiej. Nie ominęły jej prześladowania ze strony władz sowieckich: ojciec został aresztowany i zesłany do łagru w Workucie. Znałyśmy się aż do chwili wyjazdu rodziny na stałe do Polski w 1954 r. Gdy Joasia była w IX klasie liceum, zapadła na straszną chorobę – zapalenie rdzenia kręgowego i nerwu wzrokowego. Następował stopniowy paraliż, który objął najpierw nogi, potem ręce, a później przeponę płucną. Bardzo cierpiała przez cztery lata. Stopniowo traciła wzrok, a pod koniec życia całkowicie oślepła. Ale wszystkie te cierpienia przyjęła jako wolę Bożą. Zmarła w 1964 r. Zawsze podskórnie wiedziałam o tym, że odeszła w opinii świętości. Sprawą beatyfikacji zajęłam się, kiedy w Warszawie spotkałam się z jej rodziną. A upływało 50 lat od chwili sypania kwiatków…

*W jaki sposób Pani udało się odnaleźć jej rodzinę?
Nie miałyśmy kontaktu przez 50 lat. Przed kilku laty przypadkowo daleka krewna Krypaitisów podała mi ich warszawski adres. W Warszawie spotkałam się z siostrami Joasi. Dokładnie opowiedziały mi o jej cierpieniach i wtedy uznałam, że jest to sprawa warta nagłośnienia.

*Od wielu lat działa Pani na rzecz upamiętnienia osoby prof. Kazimierza Pelczara. Skąd taka nim fascynacja?
O postaci Kazimierza Pelczara wiedziałam od małego. Mama, zaplatając mnie i moim siostrom warkocze, dzieliła się z nami wspomnieniami z czasów wojny. Opowiadała też dużo o Kazimierzu Pelczarze… Wilnianin Bernard Ładysz, światowej sławy śpiewak operowy, powiedział, że była to ogromna postać, autentyczny wileński tur. Nie tylko moja rodzina o nim wiedziała, całe Wilno dyszało Pelczarem. Był osobą kochaną i czczoną. Gdy rozstrzelano go w Ponarach w 1943 r., całe miasto ubrało czarne żałobne opaski.

*Kiedy zaangażowała się Pani w popularyzację postaci profesora?
Zawsze wiedziałam, że to wielka sprawa, bo prof. Pelczar jest naszym dobrem narodowym. Na początku tego wieku pojechałam do ks. prałata Józefa Obrembskiego, do Mejszagoły, i powiedziałam mu, że przyszedł mi do głowy pomysł upamiętnienia profesora. Dostałam błogosławieństwo od księdza prałata. Zaczęłam dużo pisać, wygłaszać wykłady poświęcone działalności tego wielkiego onkologa. Wygłosiłam m.in. odczyt o Pelczarze na jednym z pierwszych Kongresów Polonii Medycznej w Polsce, w 2003 r. zorganizowałam międzynarodową konferencję poświęconej 60. rocznicy zamordowania profesora w Ponarach. W ciągu prawie 20 lat zorganizowałam trzy konferencje międzynarodowe, m.in. w 2001 r. z okazji 70-lecia założenia przez prof. Pelczara Zakładu Leczniczo-Badawczego Chorób Nowotworowych. Wtedy po raz pierwszy przyjechała do Wilna z Polski rodzina profesora. Moje artykuły o Pelczarze ukazywały się w prasie litewskiej i polskiej, m.in. na łamach „Kuriera Wileńskiego”, „Tygodnika Wileńszczyzny”, a także w czasopismach medycznych wydawanych w Polsce. Stypendium UNESCO przeznaczyłam na upamiętnianie Pelczara. Jestem osobą wierzącą. W toku prac nad upamiętnieniem prof. Pelczara wzniosłam swoje myśli ku niebu i za poradą neapolitańskiego księdza, o. Dolindo, poprosiłam: „Panie Jezu, ty się tym zajmij”.

*Dzięki Pani inicjatywie na Zarzeczu odsłonięto tablicę pamiątkową.
Tablica została umieszczona budynku przy ul. Połockiej, gdzie przed wojną mieścił się, założony przez profesora w 1931 r., pierwszy w całej Polsce Zakład Leczniczo-Badawczy Chorób Nowotworowych. Nawet Instytut Radowy w Warszawie przy ul. Wawelskiej, założony z inicjatywy Marii Skłodowskiej-Curie, powstał kilka miesięcy później. Inicjatywę umieszczenia tablicy poparła znana onkolog prof. Laima Griciūtė. Tablica powstała w 2003 r., w 60. rocznicę stracenia profesora w Ponarach. Na uroczystości odsłonięcia tablicy byli obecni rodzina profesora i przedstawiciele Instytutu Onkologii. Rok po tym wydarzeniu został wybity pamiątkowy medal z okazji 110. rocznicy urodzin profesora.

*Również dzięki Pani staraniom…
Uznałam, że medal to doskonały sposób na upamiętnienie tej daty. Jestem niezmiernie wdzięczna ówczesnemu konsulowi RP na Litwie Stanisławowi Cygnarowskiemu za wsparcie materialne. Medal wybito w Wileńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Podczas konferencji Zita Aušrelė Kučinskienė, dziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Wileńskiego, pamiątkowy medal wręczyła rodzinie Pelczara oraz obecnym na uroczystości posłom do litewskiego Sejmu.

*Z Pani inicjatywy w 2011 r. w dzielnicy Santoryszki powstała ulica Kazimierza Pelczara. Czy władze miejskie od razu przyklasnęły propozycji nadania jednej z wileńskich ulic imienia wybitnego Polaka?
Zwróciłam się do wydziału nazewnictwa, złożyłam podanie z prośbą o nadanie imienia Pelczara którejś z ulic. To podanie trochę poleżało, trochę się wygrzało, ale ulica jest. Tak się złożyło, że przebiega w pobliżu nowoczesnego Narodowego Instytutu Raka, którego podstawy Pelczar tworzył. W instytucie wisi portret profesora, jest też sala nazwana jego imieniem.

*Czy będzie też pomnik profesora?
Po otrzymaniu błogosławieństwa od ks. Tadeusza Jasińskiego, proboszcza kościoła Ducha Świętego, w 2017 r. zwróciłam się do rady naukowej instytutu z pisemną prośbą o upamiętnienie prof. Pelczara przez ustawienie pomnika przy tej placówce. Tę inicjatywę poparli m.in. Andrzej Schally z Uniwersytetu w Miami, wilnianin, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, prof. Tadeusz Maliński, wybitny specjalista w dziedzinie inżynierii biochemicznej z Uniwersytetu Ohio, mec. Czesław Okińczyc, sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy, członek komisji doradczej Narodowego Instytutu Raka. Rada naukowa postanowiła także nazwać wielką salę Instytutu Onkologii salą prof. Pelczara, powołać fundusz imienia profesora oraz wyznaczyć stypendia dla młodych naukowców i rezydentów popularyzujących działalność instytutu. Niestety, nie zostałam zaproszona na uroczystość wręczenia tych premii ani nawet o nich poinformowana.

*Zaangażowała się też Pani w upamiętnienie postaci Pelczara w Polsce…
Spotykałam się w tej sprawie z marszałkiem Senatu RP Stanisławem Karczewskim. Po tym spotkaniu niebawem została uchwalona Uchwała Senatu RP z dnia 26 września 2018 r. w sprawie upamiętnienia zasług prof. Kazimierza Pelczara w 75. rocznicę śmierci, opublikowana następnie w „Monitorze Polskim”. Pojawił się projekt zorganizowania w Senacie RP wystawy o profesorze. Sprawa jest w toku.

*Z Pani inicjatywy powstało w Warszawie rondo, któremu nadano imię pioniera polskiej onkologii.
Najpierw zwróciłam się do Zespołu Nazewnictwa Miejskiego z prośbą o nadanie imienia Pelczara ulicy przebiegającej w pobliżu nowego Narodowego Instytutu Onkologii i Hematologii im. Marii Skłodowskiej-Curie na Ursynowie. Trzeba było zebrać 260 podpisów. Pomogła mi w tym Jadwiga Krypaitis, siostra śp. Joasi. Ostatecznie powstało rondo im. Kazimierza Pelczara. Uważam to za dobre rozwiązanie.

*Prezydent RP Andrzej Duda przyznał ordery i wysokie odznaczenia państwowe obywatelom Litwy – osobom zasłużonym dla rozwoju polsko-litewskiej współpracy oraz osobom zaangażowanym w działalność na rzecz społeczności polskiej na Litwie. Pani znalazła się w gronie odznaczonych. Jakie emocje towarzyszyły Pani, gdy odbierała Pani Złoty Krzyż Zasługi?
Upamiętnienie prof. Pelczara jest warte wszystkich nagród. Pracowałam nad tym wiele lat i jestem bardzo szczęśliwa, że prezydent i polski rząd to docenili. Tę nagrodę odebrałam jako hołd złożony prof. Kazimierzowi Pelczarowi.

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 11(56); 23-29/03/2019

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.