Strażacy nie narzekają na brak pracy

26
Vitalij Kapusta, mer Zdzisław Palewicz oraz Jan Wilkaniec przy tablicy upamiętniającej 100-lecie remizy w Ejszyszkach Fot. salcininkai.lt

Ratują mienie, zdrowie i życie innych ludzi, narażając własne. 4 maja, tradycyjnie w dniu św. Floriana, strażacy na całym świecie obchodzą swoje święto. Jest ono okazją do wyrażenia wdzięczności strażakom (zawodowym i ochotnikom) za ich niebezpieczną i ciężką pracę.

Straż pożarna w rejonie solecznickim przed sześciu laty świętowała jubileusz 100-lecia. Uroczystości jubileuszowe odbyły się z wielką pompą (w przenośni i dosłownie) w Ejszyszkach w 2014 r., gdzie na jednym z budynków zamieszczono tablicę informacyjną, przypominającą, że właśnie w tym miejscu przed 100 laty powstała pierwsza remiza strażacka. Na placu Majowym odbył się festyn strażacki, w którym nie zabrakło pokazów gaszenia pożaru, działania pompy strażackiej, sprawności ratownictwa drogowego, chętni zaś mogli obejrzeć wystawę wozów strażackich.
W tym roku ze względu na kwarantannę huczne obchody święta się nie odbyły, ale nie zabrakło pozdrowień i życzeń kierowanych do strażaków, składanych przez mera, posłów z Sejmu RL czy też bezpośrednich zwierzchników z Departamentu Ratownictwa i Ochrony Przeciwpożarowej przy MSW.

Samorządowe i rządowe jednostki straży pożarnej

– Na terenie rejonu działa dziś siedem samorządowych, terytorialnych jednostek straży pożarnej: w Ejszyszkach, Butrymańcach, Podborzu, Białej Wace, Jaszunach, Turgielach, Dziewieniszkach. W każdej z tych jednostek pełni dyżur po dziewięć osób, czyli ogółem na terenie całego rejonu mamy dziś 63 strażaków – wylicza Jan Wilkaniec, kierownik Służby Przeciwpożarowej Samorządu Rejonu Solecznickiego.
W każdej samorządowej jednostce terytorialnej pieczę sprawuje komendant. Każda z nich posiada własny wóz strażacki, zaś w Ejszyszkach i Jaszunach są po dwa wozy – jeden gotowy do pracy, jeden rezerwowy. W każdej jednostce codziennie dyżur pełnią po dwie osoby. Sygnały o zagrożeniu przychodzą z dyspozytorni Centrum Pomocy Ogólnej, dokąd można dzwonić na ogólny numer alarmowy 112.

– Średni wiek naszych strażaków można oszacować na 45–50 lat, młodsze zespoły są tylko w jednostce podborskiej i turgielskiej. Wszyscy mają zaświadczenie ukończenia Szkoły Strażaków Ratowników, znajdującej się w Wołczunach w rejonie wileńskim – informuje Jan Wilkaniec.

Jeżeli samorządowe jednostki straży pożarnej można określić jako „pierwszą pomoc” przy pożarze czy innych wypadkach, to jednostki strażaków ratowników podlegające Departamentowi Ratownictwa i Ochrony Przeciwpożarowej przy MSW można określić jako zespoły do zadań specjalnych. Muszą oni mieć specjalne uprawnienia, badania lekarskie, dysponują też poważniejszym sprzętem. Podczas akcji ratowniczych pracują wspólnie z samorządowymi jednostkami.
– Samorządowe jednostki straży przeciwpożarowej nie mają ani specjalnych narzędzi, ani wyposażenia np. do wchodzenia do zadymionych pomieszczeń. My mamy hydrauliczny sprzęt ratowniczy, specjalne piły, maski, wentylatory do usuwania dymu z domu, specjalny wóz z drabiną – w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” tłumaczy Vitalijus Kapusta, kierownik Solecznickiej Służby Ratownictwa Przeciwpożarowego w Okręgu Wileńskim.
Siedziba tej jednostki mieści się tuż na wjeździe do Solecznik od strony Wilna, przy ul. Przemysłowej (Pramonės 11). W pełnej gotowości są tu zawsze dwa wozy strażackie i 5–6 dyżurnych strażaków ratowników, maksymalnie 8 osób. Dwa wozy znajdują się w rezerwie. Ogółem, w remizie pracuje ośmiu strażaków.

W Solecznikach w pełnej gotowości są zawsze dwa wozy strażackie i 5–6 dyżurnych strażaków ratowników Fot. Vitalijus Kapusta

Codzienność strażaka

– Na brak pracy nie narzekamy. Pomagamy nie tylko w czasie pożaru, ale też w czasie powodzi, przy zawaleniu drzew, wyciągamy samochody, które gdzieś utkwiły. W 2019 r. strażacy rejonu musieli wyjeżdżać na wezwanie prawie codziennie, bo aż 260 razy. Danych z tego roku jeszcze nie posiadamy, ale marzec i kwiecień były intensywne. Zwłaszcza kwiecień był naprawdę gorący – paliła się trawa, lasy. Na skutek palenia trawy zapaleniu ulegały domy i budynki gospodarcze. Ostatnio gasiliśmy wielki pożar w lesie, nieopodal Solecznik, spaliło się 5 ha lasu – mówi Wilkaniec.
Przyczyny pożaru bywają różne. Najczęściej zawodzi czynnik ludzki – do nieszczęścia dochodzi z powodu bezmyślności lub nieodpowiedzialności człowieka.
– Na pewno nikt nawet nie przypuszcza, że zasypiając z papierosem w ręku, może już się nie obudzić. Żal, że tak się dzieje, ale jest to bardzo częsta przyczyna pożaru i zgonów ludzkich. Tylko w tym roku zarejestrowaliśmy trzy takie nieszczęśliwe wypadki. Inną przyczyną zapaleń są tradycyjne piece. Na wsi nie brak starszych ludzi, którzy palą w piecach i nie pilnują ognia. Ktoś zapali w piecu, pójdzie do sąsiada, węgielek wypadnie i nieszczęście gotowe – opisuje częste sytuacje Jan Wilkaniec.
Ostatnio ugaszono ogromny pożar w Dziewieniszkach, który wybuchł na skutek spięcia w instalacji elektrycznej w garażu, po czym zapalił się zbiornik z paliwem. Część paliwa zaczęła przedostawać się w kierunku domu. Pożar gasiło sześć wozów z Solecznik, z pomocą pośpieszyli strażacy z Wilna. Ogień z trudem dawało się opanować. Nie wszystko udało się uratować – część domu i sprzętu rolniczego poszło z dymem. W tym przypadku przyczyną pożaru była wadliwa instalacja elektryczna. Na szczęście, obyło się bez ofiar w ludziach.
– Bardzo niebezpieczne jest też palenie trawy. Nieraz dochodzi do zapalenia budynków gospodarczych lub domów. Ostatnio taki pożar gasiliśmy we wsi Miežonys nieopodal Dziewieniszek – razem z trawą spaliły się dwa budynki gospodarcze. Dom udało się uratować, ale ogień rozprzestrzenił się do pobliskiego lasu. Przyjechały wozy z Wilna, wspólnymi siłami udało się pożar ugasić – opowiada kierownik Służby Przeciwpożarowej Samorządu Rejonu Solecznickiego.

Jednostka ochrony przeciwpożarowej w Solecznikach posiada niezbędne wyposażenie do „zadań specjalnych” Fot. Vitalijus Kapusta

Wyposażenie strażaka

O nowoczesnych wozach strażackich można sobie pomarzyć – są one warte około 300–400 tys. euro, dlatego korzysta się z dziesięciokrotnie tańszych wozów używanych. Z dziewięciu wozów trzy zostały kupione w Niemczech, pięć sprezentowali koledzy z Polski, pozostałe pochodzą jeszcze z okresu sowieckiego.
– Wozy nadają się do użytku, w razie potrzeby naprawiamy je, dajemy radę – optymistycznie zapewnia Jan Wilkaniec. – Pomagają nam bardzo partnerzy z Polski – z Gdańska oraz z gminy Lelis w powiecie ostrołęckim, którzy sprezentowali pięć wozów. Polskie wozy powędrowały do Podborza, Jaszun, Ejszyszek i Butrymańc. Pomaga nam też samorząd – informuje.
Niestety, szczytny cel ratowania życia i mienia ludzkiego nie znajduje przełożenia na wynagrodzenie strażaków ratowników.

– Nadal przysługuje nam minimalne wynagrodzenie, które na szczęście jest ostatnio nieco wyższe i wynosi 607 euro przed odliczeniem podatku. Strażacy dodatkowo otrzymują dodatki za pracę wykonywaną w nocy lub w święta. Samorząd dodatkowo płaci za nadgodziny. Chciałoby się, żeby nasze państwo łaskawym okiem spojrzało na potrzeby strażaków, na wyposażenie remiz – podkreśla Jan Wilkaniec.