Pierwszy koncert „Wilii”: To była furora!

172
Dzisiaj na scenie dzieło „wiliowców” kontynuują z entuzjazmem ich dzieci czy wnuki Fot. Marian Paluszkiewicz

8 maja 2020 r. mija 65 lat, odkąd w Wilnie zabrzmiał pierwszy powojenny koncert „Wilii” – najstarszego, darzonego największą estymą polskiego zespołu pieśni i tańca na Wileńszczyźnie.

Już pierwsze koncerty zespołu sprzed kilkudziesięciu lat, podczas których wykonywane były polskie pieśni i tańce ludowe, były w życiu Polaków nad Wilią wielką manifestacją polskości i patriotyzmu. Każdy kolejny koncert był ważnym, doniosłym wydarzeniem w życiu kulturalnym Wileńszczyzny, niezmiennie wzruszającym i przyciągającym tłumy miłośników zespołu. Dzisiaj Polski Zespół Artystyczny Pieśni i Tańca „Wilia” ma już na swym koncie ponad 1 500 koncertów, prezentując nie tylko barwny folklor różnych regionów Polski, ale też pieśni i tańce Ziemi Wileńskiej, a „wiliowcy” stanowią jedną, wielopokoleniową wspólnotę.

– Początki Polskiego Zespołu Pieśni i Tańca (bo tak się początkowo nazywał), sięgają „Piątki”, szkoły na wileńskim Antokolu. Wywodzący się stąd artyści amatorzy stanowili trzon „Wilii”. W „Piątce” pracowali nauczyciele, którzy przygotowywali występy: tańce, pieśni, tzw. obrazki. Uczyła się tu uzdolniona młodzież, która często koncertowała nawet w Filharmonii Wileńskiej. Ludzie wchodzili na te polskie koncerty przez okna, bo brakło biletów, tak bardzo chcieli posłuchać polskich występów – o początkach zespołu opowiada Krystyna Adamowicz, była uczestniczka zespołu „Wilia”, autorka książki „Strumieni rodzica. 60 lat z Wilią”.

Weterani „Wilii” do dziś nie potrafią się rozstać i wspólnie spędzają czas na wycieczkach, wyjazdach, podróżach Fot. archiwum „Wilii”

Na Uniwersytecie Wileńskim absolwenci „Piątki” spotykali również innych studentów Polaków, w tym z Grodna, Pińska, Nowogródka. Spotykali się w studenckiej bursie, razem śpiewali, mimo trudności z odbiorem słuchali audycji Polskiego Radia, stąd też znali twórczość polskich zespołów „Śląsk” czy „Mazowsze”.
– Podczas takich spotkań wpadli na pomysł, żeby założyć własny, polski zespół w Wilnie, zwłaszcza że mieli ku temu dobre podstawy, wyniesione ze szkoły. Inni przyklasnęli pomysłowi. Największą trudność stanowiło to, jak zaprezentować ten pomysł ówczesnym, sowieckim władzom – opowiada Krystyna Adamowicz.
Pomysł pierwszego spotkania mógłby się dzisiaj wydawać cokolwiek śmieszny: zbliżała się właśnie 84. rocznica Komuny Paryskiej. Ustalono, że pod przykrywką rocznicy można zorganizować wieczorek autorskiej twórczości poetyckiej. W budynku Uniwersytetu Wileńskiego, przy ul. Čiurlionisa, rozwieszono stosowne ogłoszenia.
– W uczelnianej auli zgromadził się tłum ludzi. Przyszli nie tylko studenci, również wilnianie. Czytano wiersze. Po spotkaniu została garstka, która zastanawiała się, co dalej. Stanęło na tym, że warto założyć własny polski zespół. Pierwszymi prezesami zespołu zostali Tadeusz Stefanowicz i Antoni Gajewski, którzy obijali progi wszelkich możliwych władz, włącznie z komitetami partii, starając się uzyskać pozwolenie na zalegalizowanie zespołu. To były trudne momenty, powiedziałabym, czasami nawet niebezpieczne, ale się udało – wspomina autorka książki.

Zaproszenie na pierwszy koncert opatrzono podobizną Wieszcza Adama Fot. archiwum „Wilii”

Za pierwszy koncert Polskiego Zespołu Pieśni i Tańca można uznać ten, który odbył się 8 maja 1955 r. Przedtem rozesłano zaproszenia – dwa z nich przez te wszystkie lata zachowały się w zbiorach Tadeusza Stefanowicza. Zaproszenie opatrzono podobizną Adama Mickiewicza „z oryginalnego medalionu jakiegoś wybitnego, francuskiego rzeźbiarza”. Na drugiej stronie zaproszenia znalazły się wersy z Jana Kasprowicza: „Rżnij, muzyko! A ty, pieśni/ Leć w przestwór daleki!/ Świat przed tobą się ukorzy/ I uklękną wieki!”.
Pierwszy występ zespołu odbył się w auli uniwersyteckiej przy ul. Čiurlionisa, przepełnionej ponad wszelką miarę. W czasach ZSRS, kiedy okazywanie polskości nie było tak oczywiste, jak dzisiaj, koncert wykonany po polsku został przyjęty entuzjastycznie.
– To była furora! Ludzie przychodzili po koncercie, błagali: „Róbcie to dalej, kontynuujcie koniecznie!”. Choć koncert był po trosze improwizowany, bo odbył się bez długich prób i porad baletmistrza czy choreografa, a zespolacy zaprezentowali to, co pamiętali ze szkoły, tym niemniej to była furora dla wilnian ogromna. Niezapomniany, cudowny historyk, dr Jerzy Orda, już wtedy zrozumiał wagę tego wydarzenia, wiele pomagał w organizowaniu koncertów, recytacji wierszy – opowiada Krystyna Adamowicz.
W zakładaniu podwalin zespołu swój udział miał również niezastąpiony Piotr Termion, organista w Ostrej Bramie. Co prawda, poprowadził tylko jeden, pierwszy, koncert. Z dalszej działalności na rzecz zespołu zrezygnował, obawiając się, że w ateistycznych realiach jego praca w Ostrej Bramie będzie rzutowała na działalność zespołu.

Występy „Wilii” od kilkudziesięciu lat niezmiennie budzą zachwyt widzów Fot. Marian Paluszkiewicz

Dzień 8 maja 1955 r. to było „święto społeczności polskiej Wilna. W ciągu kilku następnych dni setki wilnian żyło refleksjami z koncertu. Nikt nie wątpił w nasze siły i możliwości. Zaczęli przychodzić do nas nie tylko studenci, ale też nauczyciele, robotnicy (…). W Wilnie odbył się tylko jeden koncert, lecz wiadomość o istnieniu polskiego zespołu rozeszła się po Wileńszczyźnie błyskawicznie. Z każdym tygodniem napływało do nas coraz więcej młodzieży, jak gdyby wór się rozpruł…” – pisze we wspomnieniach Antoni Gajewski.
Ciekawa historia wiąże się z powstaniem nazwy zespołu.

Fot. Marian Paluszkiewicz

– Po roku spotkaliśmy się w półpiwnicznym pomieszczeniu siedziby Związków Zawodowych, przy ul. Wielkiej w Wilnie, dokąd decyzją władz przeniesiono zespół. Proponowano nadać zespołowi nazwę „Wilno”, ale władze mogłyby zaakceptować tylko nazwę „Vilnius”, zaś określenie „vilniuski zespół” nie przeszłoby miejscowym Polakom przez usta. Ktoś zaproponował nazwę „Wilia”, ale z kolei na Litwie nie ma oficjalnie Wilii – jest Neris. Na szczęście, ktoś wpadł na pomysł, że nazwa „Wilia” przecież istnieje – co prawda, na Białorusi, ale istnieje. Nazwę udało się zarejestrować – wspomina Krystyna Adamowicz.
Znalazły się fundusze na instrumenty muzyczne i stroje ludowe. Zespołem zaczęły kierować osoby kompetentne.

– Wiele lat zespołowi poświęciła niezapomniana solistka baletu Teatru Wielkiego w Warszawie, choreograf Zofia Gulewicz, która zakładała fundamenty zespołu i dzięki której „Wilia” rozkwitła i sięgnęła po laury na najrozmaitszych, krajowych konkursach. Orkiestrę poprowadził dyrygent Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Lietuva” Eduardas Pilypaitis. Kierownikiem artystycznym i chórmistrzem został znany kompozytor, absolwent Litewskiego Konserwatorium (dziś – Akademii Muzycznej), Wiktor Turowski – wylicza Krystyna Adamowicz.

Z „Wilią” współpracowali słynni artyści z Polski: kompozytor Marian Domański, legendarna założycielka zespołu „Mazowsze” Mira Zimińska-Sygietyńska, choreograf zespołu „Śląsk“ Elwira Kamińska i wielu innych. Cały dorobek artystyczny „Wilii” – to ogromne dziedzictwo kulturalne, które zachowują również dzisiejsi kierownicy zespołu.
W ciągu tych wielu lat swe życie z zespołem związało ponad 1 800 uczestników, a występy „Wilii” podziwiali widzowie nie tylko na Litwie, ale też szeroko poza jej granicami: w Polsce, Niemczech, Rosji, Macedonii, na Białorusi czy Ukrainie, w Grecji, Hiszpanii i Czarnogórze, Czechach, Bułgarii, Włoszech i wielu innych krajach.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Podczas świętowania jubileuszu 50-lecia zespołu w 2005 r., po rewelacyjnym koncercie, na którym wspaniale zaprezentowali się również artyści z pierwszego składu zespołu, powstała idea powołania Klubu Weteranów „Wilii”. Siłą rzeczy połączył on duchowo sobie bliskich „wiliowców” seniorów. Najstarsza grupa zespołu „Wilia” do dziś nie potrafi się rozstać i tradycyjnie co roku się spotyka. Niektórzy dojeżdżają na te spotkania z daleka, z zagranicy. Spotkania są połączone z muzyką, śpiewem, omawianiem książek, wyjazdami, zabawą, żartami. „Klubowcy” również wiele podróżują po ciekawych, historycznych miejscach Litwy i Polski.

Dzisiaj „Wilia”, która w tym roku obchodzi swój dostojny jubileusz 65-lecia, jest zespołem wielopokoleniowym, w który angażują się trzy pokolenia rodzinne. Jeżeli w Klubie Weteranów „Wilii” działają babcie i dziadkowie, to na scenie ich dzieło kontynuują z entuzjazmem ich dzieci czy wnuki. Pieczę nad „Wilią” sprawują kierownik artystyczny i dyrektor zespołu Renata Brasel, kierownik grupy tanecznej i choreograf Marzena Suchocka, choreograf dziecięcej grupy tanecznej Beata Bużyńska, kierownik kapeli Anna Kijewicz, instruktorka wokalu Elena Galin.

Dzisiaj „Wilia”, która w tym roku obchodzi swój dostojny jubileusz 65-lecia, jest zespołem wielopokoleniowym, w który angażują się trzy pokolenia rodzinne Fot. Marian Paluszkiewicz

Na czym polega tajemnica długiego życia i niewątpliwego sukcesu „Wilii”?
– Bardzo pięknie to ujął swego czasu ks. Tadeusz Jasiński, proboszcz parafii Ducha Św. w Wilnie, były uczeń „Piątki” i uczestnik zespołu „Wilia”. Mówił, że głębokie, duchowe życie dyktuje szczególną postawę Polaków. Ich duchowe życie jest również ostoją polskości, mamy wręcz niesamowite dążenie do utrzymania polskości, dochowania wierności tradycjom, zachowania dziedzictwa kulturalnego. To jest bardzo cenne, trzeba o to dbać – podkreśla Krystyna Adamowicz.