Życie polskich zespołów na Wileńszczyźnie w czasie kwarantanny

142
Tancerze Wilii przebywają obecnie w domach. Tam indywidualnie mogą wykonywać jedynie ćwiczenia wzmacniające i koordynacyjne, aby podtrzymać kondycję fizyczną Fot. Marian Paluszkiewicz

Odkąd zaatakował covid-19, zmieniło się całe nasze życie. Spotykamy się ze znajomymi na wideoczatach, oglądamy spektakle i koncerty online i ćwiczymy z trenerami na YouTubie. Artyści muszą się dostosować do nowej rzeczywistości.

Pandemia koronawirusa ma wpływ na każdy aspekt naszego życia. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się patogenu, odwołano imprezy masowe, zamknięto szkoły, uczelnie i galerie handlowe. Restauracje i kawiarnie działają tylko z opcją na wynos lub na dowóz.
Kwarantanna pokrzyżowała plany także polskim zespołom ludowym z Wileńszczyzny. W trosce o zdrowie odwołano wszystkie zaplanowane imprezy oraz próby. Jednak członkowie zespołów nie spoczęli na laurach – postanowili spotykać się w domowym zaciszu, czyli za pomocą internetu!

Wielkie konkursy taneczne pod znakiem zapytania

– Jak każdego roku planowaliśmy dużo występów, festiwali, konkursów, bo akurat wiosna to czas na pokazanie tego, czego nauczyliśmy się w okresie jesienno-zimowym. Niestety, zdążyliśmy wystąpić tylko na koncercie noworocznym i w pierwszej połowie marca zorganizowaliśmy jeden konkurs taneczny „Żyj tańcem”. 16 marca została ogłoszona kwarantanna i nadszedł okres „antitańczenia” – żali się „Kurierowi Wileńskiemu” instruktorka tańca Justyna Suckiel.

– Musieliśmy odwołać ogromny konkurs taneczny „STAR”, którego finał miał się odbyć 24 marca. Udział w nim miało wziąć ponad tysiąc tancerzy z całej Litwy. W ten konkurs włożone były ogromne pieniądze. Mieliśmy wszystko zapięte na ostatni guzik: zamówiona sala koncertowa, medale, puchary, przygotowany cały inwentarz konkursowy. I nagle otrzymujemy wiadomość: stop, kwarantanna. To był ogromny stres dla wszystkich dzieci, rodziców oraz kierowników zespołów – opowiada Justyna Suckiel.

Na początku czerwca był zaplanowany konkurs dla twórców dziecięcych, w którego organizację także była zaangażowana Justyna Suckiel, ale i on się nie odbędzie. Dzieci miały siebie zaprezentować nie tylko jako tancerze, lecz także jako choreografowie. Każdy uczestnik w ciągu trzech miesięcy tworzył własną kompozycję taneczną, żeby ją przedstawić w czerwcu. Podczas konkursu dzieci musiały zaprezentować swój taniec, a jury musiało wybrać najlepszy.
– Od 16 marca próby taneczne nie odbywają się tak jak zwykle. Mamy tylko repetycje online dwa razy w tygodniu. Ale trudno jest ustalić pory dla nich, ponieważ dzieci mają ogromną ilość lekcji online w szkole. Przy komputerach dzieci siedzą do późnego popołudnia, później mają czas na tańce. Ale repetycje online nie są tak produktywne jak repetycje na żywo, moim zdaniem to bardziej rozrywka dla dzieci – nie kryje Justyna Suckiel.

Justynie Suckiel, instruktorce tańca, najbardziej żal odwołania konkursu dla twórców dziecięcych. / fot. Facebook

Kiedy będzie można cieszyć się z tańca?

Ze względu na pandemię koronawirusa niemal całe życie kulturalne przeniosło się do internetu. – Kontaktujemy się z tancerzami przez czat, na Messengerze, na Facebooku, czasami otrzymuję SMS-y od dzieci i rodziców. Podtrzymujemy kontakt, wysyłam swoim tancerzom linki do YouTube’a, wskazuję ciekawe wideo, flash moby. Mimo kwarantanny zorganizowaliśmy też konkurs. Wysyłam dzieciom krótkie filmiki z choreografią, każdy tancerz musi ją wykonać, nagrać i odesłać do mnie. Po zakończeniu kwarantanny wybierzemy najaktywniejszego tancerza, który zostanie nagrodzony i otrzyma tytuł Tancerza Online. 29 kwietnia był Międzynarodowy Dzień Tańca, stworzyliśmy flash mob udostępniony na naszym Facebooku. Tego dnia każdy chętny mógł razem z nami zatańczyć – opowiada Justyna.
Jak zaznacza rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”, dzisiaj jej największym marzeniem jest powrót do tak wytęsknionej sali tanecznej.
– Po tak długiej przerwie będziemy starali się wrócić do dobrej formy tanecznej, znów zaczniemy ćwiczyć i tworzyć nowe choreografie oraz projekty taneczne. Musimy teraz jak najczęściej uczestniczyć w różnych koncertach i konkursach tanecznych. Trzeba od razu wrócić do pracy twórczej – motywuje Justyna Suckiel.
Nie kryje jednak, że koronawirus wywrze piętno na działalności twórców. – Myślę, że będziemy ciągle wspominać ten okres, okres, w którym byliśmy zamknięci i oddaleni od tego, co tak bardzo lubimy robić. Będziemy bardziej cenić to, co mamy – możliwość bycia razem, tańczenia, tworzenia oraz pokazywania swojego talentu innym – podkreśla instruktorka tańca.

Ćwiczyć grupowo teraz się nie da

Kierownik artystyczny i dyrygent polskiego Zespołu Artystycznego Pieśni i Tańca „Wilia” Renata Brasel w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” zapewnia, że mimo trudnych warunków i kwarantanny członkowie zespołu nie poddają się i ciężko pracują.
– Ta pandemia wszystkich nas zaskoczyła. Na początku to nie wyglądało tak groźnie, myśleliśmy, że to potrwa króciutko i szybko wrócimy do codziennego rytmu, do swoich prac. Jednak dzisiaj prognozy nie są optymistyczne dla zespołów artystycznych. Imprezy i spotkania masowe będą dopuszczone w ostatniej kolejności, a kiedy to nastąpi, nikt nie wie. Czas ciśnie, w listopadzie mamy jubileusz. Na razie nie żegnamy się z pomysłem, że uroczystość zostanie zorganizowana. Ale zobaczymy, jak to wszystko będzie, bo nie od nas to zależy. Zespół, na ile pozwalają dzisiejsze możliwości, pracuje – mówi Renata Brasel.
Jak twierdzi, z tancerzami pracować jest trudniej, ponieważ indywidualnie mogą wykonywać w domu jedynie ćwiczenia wzmacniające i koordynacyjne, aby podtrzymać kondycję fizyczną. Układów tanecznych na odległość nie da się ćwiczyć, bo to jest praca wielu par tanecznych, trzeba zwracać uwagę na mnóstwo szczegółów tanecznych, np. na rysunek tańca, równanie linii, kół itd. Można oczywiście wyćwiczyć w domu indywidualnie pewne elementy, kroki taneczne do układu, ale reszta pracy może być wykonana tylko w grupie.

– Z chórem jest nieco lżej. Na razie uczymy się poszczególnych partii głosowych, bo to można zrobić na odległość. Co prawda takie repetycje zajmują o wiele więcej czasu. To, co z chórem mogliśmy wcześniej wykonać w ciągu pięciu prób, zajmuje nam kilka tygodni – zaznacza kierowniczka zespołu.

– W chórze śpiewa ok. 40 osób, mam pomocniczkę do pracy z nim. Oprócz pracy z głosami wyszukuje nowe utwory, opracowuje je na głosy. Ja robię robocze nagrania do prób, ale ileż to zajmuje korespondencji, telefonów i konsultowania innych spraw dotyczących zespołu! – skarży się Renata Brasel.

Zespół Artystyczny Pieśni i Tańca „Wilia” podczas trasy w Czarnogórze. Podróże i występy w innych krajach
to na razie melodia przyszłości. / fot . arch.

Mimo komunikacji przez internet próby idą powoli

Próby chóru wyglądają tak: najpierw nagrywane są partie poszczególnych głosów (sopranów, altów, tenorów, basów), potem zamieszczane są wszystkie materiały (instruktaż, nuty, teksty, melodie) w grupie chóru w mediach społecznościowych, następnie każdy indywidualnie uczy się swojej partii i przesyła do kierowniczki chóru nagranie. Renata Brasel z pomocnicą to wszystko przesłuchują, każdemu osobno wysyłają uwagi, a chórzyści wtedy jeszcze raz poprawiają partię na czysto.
– Wkrótce nauczone utwory poszczególnych głosów trzeba będzie połączyć w całość, na chór ogólny. Ale kiedy pozwolą nam to zrobić, nie wiadomo. Pracy mamy wystarczająco. Przy komputerach spędzamy wiele godzin. Bardzo szkoda tego czasu, ponieważ moglibyśmy wykonać teraz o wiele więcej pracy. Przyszykować jubileusz nie jest łatwo i bez pandemii, a tu… – martwi się kierownik artystyczny i dyrygent polskiego Zespołu Artystycznego Pieśni i Tańca „Wilia”.

Trzeba szybko poprawić formę

Renata Brasel nie ma też dziś pewności, czy zespół otrzyma wsparcie finansowe od instytucji, do których jeszcze przed kwarantanną złożono wnioski o wsparcie organizacji obchodów jubileuszu.
– Wszystko zawieszono, cisza. Czekamy na jakiekolwiek wiadomości. Nie chcemy na razie zmieniać swoich planów, bo musi być pewna motywacja dla członków zespołu i jakiś cel. Nie wiem, jak to będzie. Wola Boża… Widzę, jak inne zespoły wymyślają komputerowe muzyczne, a nawet taneczne zabawy: pojedyncze głosy w osobnych okienkach łączą się dzięki programom w jakiś sztuczny łączony chór. Dla mnie osobiście taka forma występów jest nie do przyjęcia. Moim zdaniem zespół to żywy organizm. Żadne sztuczne śpiewy i tańce nigdy nie przewyższą naturalnego śpiewu chóru łączonego i pięknych tańców na scenie, bo i charakter, i żywy zapał artystów na scenie jest całkiem inny. A co tu jeszcze mówić o więzach przyjaźni w zespole… Tak nam brakuje naszego towarzystwa, bycia ze sobą… Naprawdę wszystkim jest w danej chwili bardzo trudno. Najgorsze jest to, że nikt nie wie, co będzie – martwi się Renata Brasel.

Henryk Kasperowicz, założyciel i kierownik Zespołu Pieśni i Tańca „Zgoda”: Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak długiej przerwy w próbach. / Fot. Marian Paluszkiewicz

Henryk Kasperowicz, założyciel i kierownik polskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Zgoda”, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” informuje, że w okresie kwarantanny próby się nie odbywają, ale kontakt z członkami zespołu jest.

– Na dzień dzisiejszy, w takich warunkach możemy tylko wyszukiwać nowe utwory, szykować nowe stroje. Z członkami zespołu kontaktujemy się przez Facebooka. Próby się nie odbywają. Jak tylko skończy się kwarantanna, najpierw trzeba będzie poprawić formę fizyczną i taneczną. Bo kwarantanna trwa już drugi miesiąc, a taki okres bez prób dla tancerza jest bardzo niekorzystny. Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak długiej przerwy – mówi Henryk Kasperowicz.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 18(50) 30/04-08/05-2020