Oto gleba, na której rozwija się uczniowskie ziarenko

264
Dyrektor Janina Sołtanowicz: Życzyłabym mojej wnuczce, by uczyła się w szkole takiej jak ta w Kiwiszkach

Dzieci są różne, czasem zdolne i pracowite, czasem słabsze. Nie zawsze możemy osiągać tak dobre miejsca w rankingach, ale dla mnie ważniejsze jest, byśmy co roku dawali z siebie wszystko – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Janina Sołtanowicz, dyrektor Szkoły Podstawowej w Kiwiszkach w rejonie wileńskim.

Czasopismo „Reitingai” (Rankingi) opublikowało coroczny ranking placówek oświatowych, w którym Szkoła Podstawowa w Kiwiszkach znalazła się na pierwszym miejscu wśród placówek mniejszości narodowych. Jakie znaczenie ma dla Pani tak wysoka ocena szkoły, którą Pani kieruje?

Wyniki rankingu szkół bardzo mnie cieszą, ponieważ potwierdzają, że nasza praca, ogromny wysiłek całego grona pedagogicznego w Kiwiszkach ma sens. Klasa, która w ubiegłym roku zakończyła naukę w naszej szkole, była naprawdę bardzo mocna, chętna do nauki i działalności pozalekcyjnej. Cieszę się, że we współpracy z nauczycielami udało nam się te zdolności rozpoznać i kształtować.

Szkoła w Kiwiszkach należy do niewielkich placówek. Jakie są według Pani najważniejsze zalety takiej szkoły?

Mała szkoła wbrew pozorom ma bardzo wiele zalet. Czasem słyszę opinie, według mnie krzywdzące, że tylko w dużych szkołach, gdzie jest konkurencja, dzieci mogą osiągnąć poziom, który będzie odpowiedni przy starcie na studia. Ci, którzy tak mówią, nie wiedzą chyba, że konkurencja wiąże się najczęściej ze stresem, a ten nie każde dziecko dobrze znosi. My zapewniamy warunki nauki w dobrej atmosferze, do każdego ucznia nauczyciel może podejść indywidualnie, w grupie nie ginie ani ten, który ma zdolności, ani ten najsłabszy. Absolwenci bardzo często nas odwiedzają i wiem, że cenią lata, które spędzili na naszej szkole.

Jak duże są klasy?

Nie są zbyt liczne. Zwykle składają się z 8–10 uczniów. Nie mamy jednak klas łączonych, co według mnie jest plusem. W rekrutacji do pierwszej klasy bardzo pomaga to, że prowadzimy także dwie grupy przedszkolne. Rodzice przedszkolaków poznają naszą szkołę, wiedzą, czego mogą się spodziewać, i naprawdę chętnie decydują się na zapisanie dzieci do pierwszej klasy. Co ciekawe, w tym roku aż 10 proc. uczniów jest dowożonych z Wilna. To dla mnie najlepszy dowód na to, że potrafimy stworzyć odpowiednie warunki nie tylko do nauki, lecz także dla szeroko pojętego rozwoju. Rodzice to widzą i cenią.

Co ciekawe , w tym roku aż 10 proc. uczniów szkoły w Kiwiszkach jest dowożonych z Wilna

Które sukcesy uczniów są dla Pani najważniejsze?

Dla mnie każdy sukces w naszej szkole to wspólne osiągnięcie uczniów i nauczycieli. Mamy tych osiągnięć naprawdę bardzo dużo, często organizujemy apele, na których wręczamy dyplomy i nagrody, żeby wszyscy mogli się z nich cieszyć i być dumni. Są jednak takie sukcesy, które dla mnie były ogromnym pozytywnym zaskoczeniem. Naszym uczennicom zdarzało się wygrywać w rywalizacji z maturzystami w wydarzeniach w skali całej Litwy. Jedna z uczennic w dziewiątej klasie wygrała ogólnolitewski konkurs z języka litewskiego, w którym trzeba było wygłosić przemówienie. Jej mowa okazała się najlepsza spośród uczniów klas 9–12 z całej Litwy, miała okazję wygłosić swoje przemówienie także Sejmie.
W ubiegłym roku uczennica dziesiątej klasy zajęła pierwsze miejsce w olimpiadzie z plastyki, w której musiała konkurować z uczniami klas 12. To również ogromny sukces.
Mimo że jesteśmy małą szkołą, reprezentowaliśmy rejon wileński np. podczas targów szkolnych w Litexpo czy też na ogólnolitewskiej konferencji oświatowej.

Rozmawiałyśmy o uczniach zdolnych, ale przecież małe klasy są szczególnie ważne dla dzieci słabszych. Jak w Kiwiszkach radzą sobie uczniowie słabsi, z różnego rodzaju problemami?

Tak jak już mówiłam, wszyscy są zauważeni. Jeśli chodzi o uczniów słabszych, mogą oni liczyć na indywidualną pomoc nauczyciela, a także na wsparcie specjalistów, psychologa czy logopedy. W małych grupach o wiele łatwiej jest także stwarzać przyjazną atmosferę, wykluczać przemoc, wyśmiewanie. Nieraz miałam okazję obserwować, jak w ciągu nauki rozwijają się nasi uczniowie ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Zdobywają nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim umiejętności społeczne.

Szkoła Podstawowa w Kiwiszkach nie po raz pierwszy pojawia się w rankingu. Kilka lat temu okazała się szkołą, w której jest najmłodsze grono pedagogiczne na Litwie. Czy do pracy w takiej małej szkole, do której trzeba dojeżdżać, łatwo jest zachęcić nauczycieli?

Niewątpliwie wszyscy jesteśmy już trochę starsi niż w chwili opublikowania tamtego rankingu, ale rzeczywiście, grono pedagogiczne w naszej szkole jest dosyć młode. Nauczyciele stale się dokształcają, zgłaszają wiele nowych pomysłów. Co mnie bardzo cieszy – nie uciekają z pracy. Szkoła znajduje się w pewnej odległości od Wilna, ale dojazd do niej jest raczej dobry. Poza tym bardzo wspiera nas rejon wileński, który pokrywa koszty dojazdów nauczycieli. Kilka lat temu nasza szkoła została gruntownie wyremontowana, mamy piękne, dobrze wyposażone pracownie.

Od wielu lat na Litwie trwa reforma oświaty, w ramach której niedawno zmienił się system finansowania szkół. Czy dla szkoły w Kiwiszkach są to zmiany na lepsze?

Nie mogę niestety tak powiedzieć. Co prawda jesteśmy w stanie się utrzymać, ale wcześniej co roku wykazywaliśmy nadwyżki finansowe i za te oszczędności mogliśmy kupić pomoce szkolne, sprzęt czy nawet urządzić plac zabaw. Teraz nie mamy już takiej możliwości. Być może dla innych szkół zmiany zasad finansowania są bardziej korzystne, ale dla takich jak nasza niestety nie.

Jakie są Pani plany, marzenia względem dalszego funkcjonowania szkoły?

Bardzo zależy mi na tym, by w naszej szkole nie zabrakło uczniów, by tak jak do tej pory możliwe było kompletowanie klas, w których uczniowie mogą czuć się dobrze. Dzieci są różne, czasem tak zdolne i pracowite jak ubiegłoroczni absolwenci, czasem słabsze. Nie zawsze możemy osiągać tak dobre miejsca w rankingach, ale dla mnie ważniejsze jest, byśmy co roku dawali z siebie wszystko.
Bardzo bym chciała, by nasza szkoła zawsze była glebą, na której każde uczniowskie ziarenko może się w pełni rozwinąć i przynosić jak największe owoce. Wydaje mi się, że o prawdziwym sukcesie można mówić wtedy, gdy nauczyciele mają pewność, że chcieliby do szkoły, w której pracują, oddać swoje dzieci. Ja nie mam co prawda dzieci w wieku szkolnym, ale na pewno życzyłabym mojej wnuczce, by uczyła się w szkole takiej jak ta w Kiwiszkach.


Fot. archiwum


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 20(56) 16-20/05/2020