Rocznica wybuchu Wielkiej Wojny. Co przyniosła ona Wileńszczyźnie?

132
W czasie okupacji niemieckiej nieco zelżał ucisk narodowo-religijny, o czym świadczą choćby zbudowane w 1916 r. Trzy Krzyże Fot. Marian Paluszkiewicz

28 lipca 1914 r. wybuchła I wojna światowa. Już współcześni nazywali ją Wielką Wojną, zarówno ze względu na zaangażowanych w nią ludzi, środki, jak też i zniszczenia, jakie wywołała. Podczas gdy dla wielkich mocarstw oznaczała ona kres potęgi i pięknej epoki, dla Polaków była szansą na odzyskanie niepodległości.

Początek wojnie dał zamach na następcę tronu Austro-Węgier, Franciszka Ferdynanda, i jego małżonkę Zofię, jakiego dokonano 28 czerwca 1914 r. w Sarajewie. Miesiąc później zdarzenie to stało się początkiem jednego z największych konfliktów w dziejach świata. Nie o zamach jednak chodziło, a o narastające od lat napięcie między władającymi Europą mocarstwami: Rosją, Austro-Węgrami i Niemcami. Wojna była oczekiwana od dawna. Najlepiej świadczy o tym fakt, że zarówno Niemcy, jak i Austro-Węgry miały gotowe plany operacyjne na wypadek jej wybuchu. Pierwotny plan Rosji został opracowany jeszcze na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku przez gen. Włodzimierza Obruczewa, a uwspółcześniony został w 1912 r. przez rosyjskiego ministra wojny, gen. Włodzimierza Suchomlinowa.
Co starcie zaborców oznaczało dla Polaków? Dziś na ten okres patrzymy przede wszystkim z perspektywy odzyskanej niepodległości, jednak w 1914 r. niewielu w nią wierzyło. Pewne było jedno – wojna będzie się toczyć na polskich terenach. Pierwsza bitwa na froncie wschodnim tej wojny rozegrała się 17 sierpnia pod Stołupianami.Znaczenia ani ciężaru Wielkiej Wojny nie odczuwali wówczas jeszcze wilnianie. Ich położenie znacznie się pogorszyło latem 1915 r., kiedy linia frontu zaczęła przesuwać się w stronę Wilna i poszczególne oddziały wojsk rosyjskich, cofając się z Prus Wschodnich po poniesionej klęsce, dotarły na Wileńszczyznę. Wraz z nimi szły tłumy uchodźców. Nie doszło co prawa do starcia wojsk niemieckich i rosyjskich w mieście, czego najbardziej obawiali się mieszkańcy, bo zagon wielkiej jednostki kawalerii niemieckiej na Święciany spowodował zaniechanie obrony Wilna. W nocy z 17 na 18 września wojska rosyjskie z artylerią i kawalerią opuściły Wilno.

– Rosyjski odwrót z Wileńszczyzny był bardzo wyniszczający dla naszych terenów. Wojsko zabierało ze sobą, co mogło – obiekty kultu, jak szczątki męczenników, które dziś znajdują się w Cerkwi Ducha Świętego, ale ważniejsze fabryki, wraz z urządzeniami. Zabierali parowozy, razem z parowozem zabrali mojego pradziadka jako kolejarza. Do 1917 r. był w głębi Rosji. W tym czasie przepadło także bardzo wiele dział sztuki z wileńskich pałaców – mówi dla „Kuriera Wileńskiego” Waldemar Szełkowski, historyk, prezes Klubu Rekonstrukcji Historycznej Garnizon Nowa Wilejka.

Jak w Wilnie zachowywali się nowi okupanci? Niemieccy oficerowie natychmiast po wkroczeniu do Wilna zajęli trzy najlepsze hotele: Bristol, Europejski i Georges i zobowiązali Zarząd Miejski do zapewnienia im bezpłatnego wyżywienia na koszt miasta, przy tym obiad miał być z winem i powinien się składać z czterech potraw. Niemiecki dowódca, Traugott Pfeil, wydał specjalną odezwę „Do ludności miasta Wilna”, w której zapewniano o przychylności Niemców dla ludności polskiej, ale wojna to wojna – niesie ze sobą głód i cierpienie.

Niemcy byli w Wilnie długo, a z czasem głód i skutki wojny stawały się coraz bardziej odczuwalne – mówi Waldemar Szełkowski Fot. Marian Paluszkiewicz

– Wilnianie przyjmowali Niemców jak okupantów. Wiele różniło ich od miejscowej ludności, przed wszystkim język, zupełnie niezrozumiały dla większości ludności. Trzeba przyznać, że wraz z początkiem niemieckiej okupacji zmniejszył się ucisk narodowy i religijny, który był bardzo odczuwany w czasach zaboru rosyjskiego. Niedługo po wejściu Niemców zaczęły działać pierwsze polskie gimnazja, 1916 r. wzniesiono pomnik Trzy Krzyże. Dla prostych ludzi najważniejsze były jednak ciężary wynikające z obowiązkowych dostaw, rekwirowanie zwierząt czy sprzętu z gospodarstw. Niemcy, co prawda, wydawali zaświadczenia, że zwrot za krowę czy świnię będzie można odzyskać po wojnie, ale ze względu na zupełnie inny język, ludzie nie wiedzieli nawet, co w tych kwitach jest napisane – komentuje historyk.

Mieszkańcy Wilna i Wileńszczyzny szybko zaczęli odczuwać brak żywności. Już zimą 1915/1916 na ulicach Wilna można było zobaczyć ludzi konających z wycieńczenia. Niemcy nie zezwalali na handel żywnością. Ludzie i furmanki jadące ze wsi do miasta rewidowano i w przypadku znalezienia żywności – konfiskowano ją.
– Niemcy byli w Wilnie długo, a z czasem głód i skutki wojny stawały się coraz bardziej odczuwalne. We wspomnieniach mojej babci ten okres zapisał się jako bardzo trudny. Moja babcia w 1916 r. miała 14 lat. Opowiadała, że razem z młodszą siostrą chodziła do koszar w Nowej Wilejce, gdzie stacjonowali Niemcy i z garnuszkami w rękach czekały na jedzenie, a kucharz, który karmił wojsko, zawsze im coś przynosił. Nie jadły tego na miejscu, ale niosły do domu, by podzielić się z młodszymi dziećmi. Ponieważ pradziadek był zabrany do Rosji, nie mieli dawnego źródła dochodu. Prababcia wyruszała więc w głąb Litwy, by sprzedać sprzęty, ubrania i kupić żywność – opowiada historyk.
Gdy mocarstwa walczyły o wpływy, coraz bardziej budziły się dążenia niepodległościowe Polaków i Litwinów.
– Na początku wojny tylko wielkie osobowości, jak Józef Piłsudski czy Roman Dmowski, jasno stawiały niepodległość jako cel. Trzeba jednak przyznać, że Polacy nie zauważyli tego litewskiego ruchu narodowego. W latach 1915-16 właściwie w polskich źródłach się o nim nie mówi. Dla większości polskich działaczy oczywiste było, że chcą powrotu wspólnego, polsko-litewskiego państwa w jakiejś formie federacyjnej. Byli bardzo zdziwieni, gdy zetknęli się z dążeniami Litwinów do budowy niezależnej, etnicznej Litwy. Te dążenia były wysuwane bardzo ostrożnie. Przed wojną mówiono o antonimii w ramach Cesarstwa Rosyjskiego, później – budowie własnego państwa w obrębie niemieckich wpływów. Ten proniemiecki kierunek dyktował głównie Antanas Smetona. Można powiedzieć, że 1918 r. był dla Polaków wielkim zaskoczeniem – mówi Szełkowski.