Biskup, którego nie chce Łukaszenka

640
Abp Tadeusz Kondrusiewicz znalazł się na liście osób, które nie mają prawa wjazdu na Białoruś Fot. wikipedia

Metropolita mińsko-mohylewski, abp Tadeusz Kondrusiewicz, stał się jedną z osób, która szczególnie przeszkadza Aleksandrowi Łukaszence, władającemu od 26 lat Białorusią. Zwierzchnik białoruskich katolików, który występował przeciwko przemocy, modlił się za więźniów i bronił praw wierzących, znalazł się na białorusko-rosyjskiej liście osób z zakazem wjazdu do kraju.

Kim jest arcybiskup, którego nie chce Łukaszenka? Na Wileńszczyźnie zapewne wielu pamięta początki jego drogi kapłańskiej, bo właśnie tu się rozpoczęła. Pochodzący z polskiej rodziny z okolic Grodna, na Litwę przyjechał w 1970 r. jako młody inżynier mechanik, do pracy w Wileńskiej Fabryce Obrabiarek. Wraz z grupą inżynierów opracował tu między innymi projekt wysokoobrotowej obrabiarki, która znalazła zastosowanie w Wołżańskiej Fabryce Samochodów. Po sześciu latach podjął decyzję o wyborze kapłaństwa.

Z czasów nauki w Seminarium Duchownym w Kownie doskonale pamięta go ks. Józef Aszkiełowicz.
– Już wówczas był osobą o dużym autorytecie, prawdziwym liderem. Pełnił w seminarium rolę dziekana, czyli kleryka reprezentującego wszystkich studentów. To, że Polaka z Białorusi wybrali na swojego reprezentanta klerycy w Kownie, pokazuje, że miał niemały autorytet wśród kolegów – wspomina ks. Aszkiełowicz.

Na Wileńszczyźnie Kondrusiewicz spędził pierwsze sześć lat swojego kapłaństwa. Był wikariuszem w wileńskim kościele św. Teresy, w kościele Matki Boskiej Szkaplerznej w Druskiennikach, po czym powrócił do Wilna, gdzie został wikariuszem w kościele Świętego Ducha.

– W czasie, gdy pracował jako wikary w parafii św. Teresy, ja zostałem wyświęcony na kapłana i tam właśnie miałem swoją prymicyjną Mszę św., którą odprawiałem razem z ks. Kondrusiewiczem – opowiada kapłan z Wileńszczyzny.

Po powrocie na Białoruś ks. Kondrusiewicz został najpierw proboszczem w Grodnie, niebawem mianowano go administratorem apostolskim Mińska. Po rozpadzie ZSRS był administratorem apostolskim dla katolików obrządku łacińskiego w Rosji, a później metropolitą moskiewskim. Obecnie jest arcybiskupem metropolitą mińsko-mohylewskim i przewodniczącym Konferencji Episkopatu Białorusi.

Powinniśmy wspierać arcybiskupa Kondrusiewicza naszą modlitwą – mówi ks. Aszkiełowicz Fot. Marian Paluszkiewicz

– To człowiek, który ma od Boga dar bycia pasterzem, przewodzenia Kościołowi. Teraz potwierdził swoimi czynami, że nie boi się naśladować Jezusa, nawet za wielką cenę. Cóż, rządzący też potrzebują kapłańskiego upomnienia, jeśli pozwalają, by opętał ich demon władzy. To pokusa wcale nie mniej groźna niż inne – komentuje ks. Józef Aszkiełowicz.

Warto zauważyć, że sytuacja katolików na Białorusi nie jest wcale łatwa, bo Kościół Katolicki od dawna nie cieszy się zaufaniem Łukaszenki. W ostatnim czasie władze nie cofają się nawet przed aresztowaniami duchownych. W połowie sierpnia sercanie, Eduard Sinkiewich i ksiądz Aleksander Fiadotau, zostali zatrzymani i skazani za udział w manifestacjach w Baranowiczach. Prezes Oddziału ZPB w Lidzie, Irena Biernacka, spotkała się z szykanami za udział w modlitwie różańcowej za Białoruś. Na przesłuchanie wezwano jej córkę i kazano przekazać jej matce, by wyjechała z kraju, inaczej zostanie oskarżona o ekstremizm. Podobnych przykładów jest bardzo wiele.

Arcybiskup Kondrusiewicz nie trafił, co prawda, do więzienia, ale nie może powrócić na Białoruś po pobycie w Białymstoku. 1 września Aleksander Łukaszenka poinformował, że znalazł się on na liście osób, które nie mają wstępu do kraju. Jest to o tyle zaskakujące, że zwierzchnik białoruskich katolików jest obywatelem tego kraju.

Mszę prymicyjną ks. Aszkiełowicz odprawiał razem z ks. Kondrusiewiczem Fot. Archiwum ks. Aszkiełowicza

Z Białegostoku arcybiskup zwrócił się do wiernych z apelem o modlitwę, by mógł jak najszybciej powrócić na Białoruś i o pokojowe rozwiązanie „ostrego kryzysu społeczno-politycznego w ojczyźnie”.

„W warunkach kryzysu społeczno-politycznego, przeżywanego w obecnym czasie przez naszą ojczyznę, wzywałem i nadal wzywam do dialogu i pojednania. W żadnym wypadku nie chcę, aby nieuzasadnione i bezprawne działanie służby granicznej zwiększało napięcie w naszym kraju” – napisał arcybiskup.

Wyjaśnił również, że zwrócił się do Państwowego Komitetu Pogranicza Republiki Białorusi z prośbą o wyjaśnienie tej sytuacji i o cofnięcie decyzji zakazującej mu powrót do ojczyzny. „Mam nadzieję, że jest to tylko przykre nieporozumienie, które w jak najkrótszym czasie zostanie wyjaśnione” – stwierdził w liście.

Tymczasem Łukaszenka twierdzi, że abp Kondrusiewicz (który według informacji władz kościelnych przebywał w Polsce w podróży służbowej) „nagle wyjechał na konsultacje do Warszawy i otrzymał tam określone zadania”. Fakt, że zwierzchnik białoruskich katolików nie był w ogóle w Warszawie w czasie tego pobytu w Polsce, wydaje się nie docierać do rządzącego Białorusią.

Ks. Józef Aszkiełowicz jest przekonany, że katolicy na Litwie nie powinni być obojętni wobec wydarzeń na Białorusi.
– Na pewno w takiej sytuacji powinniśmy wspierać arcybiskupa Kondrusiewicza naszą modlitwą. To osoba, która łączy Wilno i Grodno, tak samo połączeni są katolicy po obu stronach granicy – mówi kapłan.

O więzach Wileńszczyzny z kościołem na Białorusi może powiedzieć bardzo dużo, bo na przełomie lat 80. i 90. zbudował dwa kościoły po białoruskiej stronie.

– Wcześniej ludzie stamtąd dojeżdżali do Ejszyszek czy Turgiel z prośbą o sakramenty. To jeden Kościół, to nasi bracia katolicy, bardzo często również Polacy, po drugiej stronie granicy – przypomina. – Arcybiskup Kondrusiewicz jest pięknym przykładem dla wiernych. Występując przeciw przemocy, w obroni praw wierzących, modląc się pod więzieniem, gdy nie wpuszczono go do środka, pokazał, że jest naprawdę godny szat, które nosi. Czasem myślimy, że to tylko czerwony pas i guziki, ale tak naprawdę, symbolizują one gotowość obrony wiary i wierzących, nawet w najtrudniejszych warunkach. Łączę się w modlitwie z katolikami na Białorusi, mam nadzieję, że będzie mógł on powrócić do swojej ojczyzny – mówi ks. Aszkiełowicz.